Wiceprezes Eureko Ernst Jansen w liście do polskich posłów zadeklarował gotowość współpracy przed zapowiedzianą na środę debatą o raporcie komisji śledczej, która w poprzedniej kadencji Sejmu badała prywatyzację PZU.
W środę Sejm ma zająć się raportem sejmowej komisji śledczej do zbadania prawidłowości prywatyzacji PZU. Główną tezą raportu jest to, że umowa prywatyzacyjna PZU z 1999 r. jest nieważna, zaś minister skarbu powinien doprowadzić do jej formalnego unieważnienia.
W liście, którego kopię przekazał w poniedziałek PAP, Jansen przypomniał, że podczas prac komisji śledczej trzykrotnie zwracał się z prośbą o przesłuchanie, jednak nie został nigdy wezwany na świadka. Jego zdaniem, pomimo dostarczenia przez Eureko dokumentów, komisja nie wzięła ich pod uwagę.
"Być może ma to związek z założeniami, jakie postawiła sobie Komisja Śledcza ds. PZU, a o których na początku jej działalności poinformował przewodniczący Pan Poseł Janusz Dobrosz. Według Przewodniczącego, cytuję: +głównym celem komisji będzie niedopuszczenie do pozbycia się kontroli kapitałowej (nad PZU). Jeśli taki cel przyświecał pracom Komisji, to możemy przypuszczać, że dokumenty dostarczane przez Eureko nie pozwalały na jego realizację" - napisał Jansen.
Przypomniał, że założenia prywatyzacji PZU i przebieg tego procesu nadzorowało Ministerstwo Skarbu, a Eureko postępowało zgodnie z wytycznymi resortu. Zwrócił także uwagę na trwający od 6 lat konflikt między Eureko, a resortem skarbu i na deklaracje Eureko, że chce konflikt ten rozwiązać polubownie.
Jansen przypomniał część wyroku z sierpnia ub.r., wydanego przez Trybunał Arbitrażowy w Londynie. Trybunał uznał, że - jak cytuje Jansen w swoim liście - polska administracja działa w tej sprawie "z czysto arbitralnych względów, związanych z wzajemnym oddziaływaniem na siebie polskiej polityki i z pobudek nacjonalistycznych o charakterze dyskryminacyjnym".
Eureko dołączyło do listu odpowiedzi na zarzuty, postawione przez komisję śledczą.
Przypomniało, że resort skarbu wiedział, jaką strukturą jest Eureko i nie miał wątpliwości, w jakiej branży prowadzi działalność. Zgodnie z zasadami prywatyzacji PZU, dla spółki miał być wybrany inwestor branżowy. Przeciwnicy wyboru Eureko podkreślali, że spółka nie prowadzi działalności ubezpieczeniowej. Eureko natomiast wskazywało, że w skład konsorcjum wchodzą głównie firmy ubezpieczeniowe.
Eureko zakwestionowało również zarzut "przerobienia daty umowy", stawiany przez komisję śledczą. Chodzi o to, że tzw. dzień wykonania umowy (czyli płatności za akcje PZU) był określony na 15 listopada, a w umowie znalazła się ręcznie przerobiona data - 10 listopada. Eureko wyjaśniło, że to resort skarbu, tuż przed konferencja prasową, zwrócił się o przyspieszenie zapłaty i dlatego w egzemplarzach umowy wprowadzono zmiany.
Holenderski inwestor powtórzył też, że zakup 20 proc. akcji PZU sfinansował ze środków własnych. Był to jeden z głównych punktów, badanych przez komisję śledczą, bowiem zgodnie z polskim prawem akcje ubezpieczyciela nie mogą być kupowane na kredyt. Eureko wskazało, że w 1999 r. podniosło swój kapitał o 500,1 mln euro i z tego sfinansowało zakup PZU. Przywołało też czerwcową odpowiedź ministra finansów na interpelację poselską, z której wynikało, że resort finansów nie ma dokumentów świadczących o tym, by Eureko kupiło akcje PZU nie ze środków własnych.
Eureko odniosło się też do zarzutu, że kupowało akcje PZU, by ustabilizować akcjonariat BIG BG (którego akcjonariuszem było PZU i PZU Życie). Wskazało, że za akcje PZU zapłaciło ponad 2 mld zł. "Gdyby celem Eureko była stabilizacja akcjonariatu banku, wystarczyłoby zainwestować kilkaset milionów w nabycie akcji banku na giełdzie" - napisano w piśmie do posłów.
Eureko podkreśliło też, że realizuje swoje zobowiązania dotyczące przekazywania know-how do PZUDI, PAP