Trzecia co do wielkości gospodarka świata od kilkunastu miesięcy cierpi z powodu podniesionego od 1 kwietnia minionego roku podatku od sprzedaży, który negatywnie przełożył się m.in. na wydatki konsumentów i firm.

W całym minionym roku PKB Japonii skorygowany o inflację odnotował zerową zmianę wobec 1,6-proc. wzrostu w 2013 r. i 1,8 proc. rok wcześniej. W samym czwartym kwartale 2014 r. PKB zwiększył się o 1,5 proc.
Tymczasem rząd w Tokio prognozował wcześniej, że w ostatnich trzech miesiącach 2014 r. gospodarka wzrosła o 2,2 proc. po 6,4-proc. spadku w okresie kwiecień-czerwiec i 2,6 proc. zniżki w III kw.
Poniedziałkowa rewizja odzwierciedla korektę w dół zapasów, mniejszy popyt prywatny i „płaski” poziom inwestycji w przypadku firm, a także niewielki spadek dochodów obywateli.
Ostatnie dane makro wskazują jednak na lekką poprawę sytuacji. Odnotowano ożywienie w eksporcie i wzrost zamówień na maszyny, zaś rząd i bank centralny twierdzą, że gospodarka nadal znajduje się w środku umiarkowanego ożywienia.
Gospodarka rozwija się, płace rosną. Jedynie szok spowodowany podwyższeniem podatku od sprzedaży ograniczający konsumpcję, hamuje wzrost – ocenia Koichi Hamada, ekonomista Yale University i doradca premiera Shinzo Abe. Tonuje jednak nadmierny optymizm twierdząc, że „przyszłość nie jest jednak różowa”. Szczególnie, że tamtejsze władze monetarne mają ogromny problem z realizacją zakładanego celu inflacyjnego na poziomie 2 proc. W tym przypadku szkodzą m.in. niskie ceny ropy i żywności.