Jasne priorytety to warunek powodzenia

Agnieszka Berger
opublikowano: 2002-04-18 00:00

Nie można sprywatyzować energetyki drogo, utrzymując jednocześnie niskie ceny energii i usług sieciowych lub obciążając sektor kosztami akcyzy w celu ratowania budżetu.

Nie można oczekiwać, aby inwestorzy wyłożyli kapitał, jeśli się ich nie przekona, że uzyskają zwrot z tej inwestycji. Dlatego i rząd, i regulator powinni jednoznacznie określić swoje priorytety — ocenia Paweł Urbański, szef grupy energetycznej w firmie doradczej Central Europe Trust.

Przyjęcie jasnej strategii regulacji i prywatyzacji branży energetycznej, a przez to wysłanie inwestorom czytelnego sygnału, według jakich zasad mają wyceniać prywatyzowane aktywa, przyczyni się — zdaniem Pawła Urbańskiego — do zmniejszenia ryzyka inwestycyjnego.

— Skutki nieczytelnej polityki mają ewidentny wymiar finansowy. Jeśli inwestor, wyceniając spółkę wartą 100, będzie zmuszony rozważyć dwa skrajne warianty, a zatem również wartości — powiedzmy: 110 lub 50, różniące się oceną ryzyka odnośnie do poziomu przyszłych cen i kosztów, z reguły wybierze 50. Różnica między 100 a 50 to koszt jaki ponosi Skarb Państwa w związku z ryzykiem inwestora. Nie zmienia to faktu, że po transakcji inwestor zrobi wszystko, żeby 50 zamieniło się w 110 — mówi ekspert.

Zdaniem Pawła Urbańskiego, sprzedający — czyli MSP, i regulator — czyli URE, powinni skoordynować działania i zdecydować się na jedną z dwóch strategii. Dotyczy to zwłaszcza prywatyzacji spółek dystrybucyjnych, których działalność jest i pozostanie regulowana.

— Jeżeli priorytetem jest uzyskanie określonych przychodów z prywatyzacji, konieczne jest zagwarantowanie inwestorom możliwości uzyskania rozsądnej stopy zwrotu. Ścieżkę cenową można wówczas dość precyzyjnie zaplanować. Alternatywna strategia, jeśli priorytetem jest zminimalizowanie podwyżek, polega na określeniu wartości spółek na podstawie preferowanego poziomu cen — wyjaśnia Paweł Urbański.

— Podobnie kwestią wyboru priorytetów jest przyszła struktura branży. Powrót do pionowo zintegrowanych struktur zaprzepaści konkurencję i efektywną regulację, a więc ceny będą musiały być wyższe, a koszty pewnie nigdy nie spadną. Pewna konsolidacja pozioma jest nieuchronna, ale utrzymanie konkurencyjnej struktury rynku — z czytelnie oddzielonymi podsektorami wytwarzania, przesyłu i dystrybucji — jest po prostu bezpieczne — zauważa Paweł Urbański.

— Niepewność co do dopuszczalnej skali koncentracji i możliwych powiązań kapitałowych oraz brak pewności, jak będzie wynagradzany zainwestowany kapitał będą powodować nie tylko zaniżanie wartości transakcji prywatyzacyjnych, ale też niechęć inwestorów do ponoszenia dalszych nakładów w przejętych spółkach — zaznacza Paweł Urbański.

W opinii przedstawiciela CET, do obniżenia ryzyka związanego z prywatyzacją i inwestowaniem w sektor wytwarzania energii istotnie przyczyniłoby się również rozwiązanie problemu kontraktów długoterminowych.

— W sytuacji, gdy konkurencyjność danego wytwórcy będzie zależeć od wyboru rozwiązania, złożenie na jego zakup oferty z dodatnią ceną wymagać będzie od inwestora dużej odwagi. W kwestii kontraktów są znów dwie skrajne strategie: albo zrobić coś szybko, albo nie robić nic i jasno o tym mówić — proponuje Paweł Urbański.

Jego zdaniem, jedną z propozycji systemowego rozwiązania tego problemu może być bezpośrednie przeniesienie w opłatach dla odbiorców finalnych kosztów związanych z obsługą zadłużenia elektrowni.

— Pozwoliłoby to na uwolnienie wytwórców posiadających kontrakty długoterminowe zarówno ze zobowiązań, jak i przywilejów, co doprowadziłoby do wyrównania szans rynkowych. Oczywiście natychmiast dojdzie do zawarcia nowych kontraktów, ale na normalnych, konkurencyjnych warunkach — wyjaśnia ekspert.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface