Okres świąteczno-noworoczny obrodził zwolnieniami z aresztów w kilku głośnych sprawach — m.in. za 3-milionową kaucją wyszedł Józef Jędruch z Colloseum. Społeczna reakcja na te zwolnienia świadczy o niepojmowaniu różnicy między aresztem a więzieniem, zwłaszcza że IV RP różnicę tę programowo zacierała. Tymczasem okazuje się, że przełożenie np. wniosków sejmowych komisji śledczych na dowody procesowe przekracza możliwości organów ścigania.
Odetchnęliśmy od prokuratorskich widowisk medialnych, ale ostatnio wahadło dyskrecji przesunęło się na drugi biegun. Władza druga/trzecia (prokuratura funkcjonuje na ich styku) zakpiła sobie nie tyle z czwartej medialnej, ile ze społeczeństwa. Na przykład tłumaczenie przetrzymania informacji o przesłuchaniu Ryszarda Krauzego tym, że… były wolne dni, obraża inteligencję Polaków. Rzeczniczka warszawskiej prokuratury symbolicznie uścisnęła w ten sposób rękę poprzedniemu rzecznikowi prezydenta, który niewpuszczenie dziennikarzy na nocne, ponowne zaprzysiężenie Andrzeja Leppera na wicepremiera tłumaczył… troską o nasz odpoczynek.
Społeczeństwo zlekceważył nawet Trybunał Konstytucyjny, który również nie uznał za stosowne poinformować w dniu podjęcia uchwały, czyli 17 grudnia, o umorzeniu postępowania w sprawie weksli Samoobrony. TK podtrzymał zasadę tzw. dyskontynuacji, ale trudno uniknąć wrażenia, że skrócenie kadencji przyniosło sędziom wielką ulgę, bo w tej niewygodnej sprawie wyraźnie się nie spieszyli.
Jacek Zalewski