Jeden "wie, co mówi", drugi "mówi, co wie"

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2004-02-11 00:00

Barwność wypowiedzi jest u polityków cechą tyleż rzadką co pożądaną przez wyborców, ale wszyscy mają w pamięci, że prawdziwie mądry i odpowiedzialny, nie tylko polityk, „wie, co mówi”, a nie koniecznie „mówi, co wie”.

Odpowiedzialność za słowo nie jest mocną stroną polityków, nie tylko polskich. Bardzo szybko wzrasta ona w momencie przejmowania władzy, co niestety objawia się często już tylko niezrozumiałym, ogólnikowym bełkotem rządzących, opozycji zaś — zdają się sądzić politycy — przystoi wszystko. I wszystko można powiedzieć. Najtrudniejszy jest więc ten okres, kiedy opozycja nie jest jeszcze u władzy, ale już większość społeczeństwa ma przekonanie, że niebawem będzie. Ot, jak teraz w przypadku Platformy Obywatelskiej.

Jan Rokita, jeden z liderów PO, wyniesiony na szczyty popularności polemikami i filipikami z najdłuższego serialu nowożytnej Europy, obrad speckomisji ds. afery Rywina, swój barwny język przeniósł żywcem do polityki gospodarczej. Boleśnie, choć przejściowo, odczuł to złoty, a wykluczenie, przez kandydata na przyszłego premiera, „jakiegokolwiek ukłonu PO w stronę planu Hausnera” wprawiło w osłupienie zachodnich inwestorów.

Panie premierze — jak wskazuje wiele znaków na ziemi i niebie — apeluję o przypomnienie sobie, jaki był główny transparent w sztabie wyborczym podczas zwycięskich kampanii prezydenta Clintona (u Busha był podobny). A jeśli Pan nie pamięta? — brzmiał on „Gospodarka, durniu”.