Ja nie lubię szpinaku. A jadłeś? Nie jadłem. To skąd wiesz, że nie lubisz? Podobnie jest z konsorcjami występującymi o zamówienia publiczne.
„Puls Biznesu”: W kieleckiej prasie pojawia się ogłoszenie o przetargu na wzniesienie budynków mieszkalnych. Wartość zamówienia? Bagatela — kilka milionów złotych. Firma, która wygra ten przetarg, ustawi się na długo. Nic dziwnego, że na to lukratywne zamówienie zęby ostrzą sobie duże firmy z Krakowa, Warszawy i Poznania. Małe i średnie firmy nie mają z nimi szans.
Tomasz Czajkowski, prezes Urzędu Zamówień Publicznych:Niezupełnie. Pojedynczo zapewne tak, ale dobrym sposobem na zwiększenie szans wygrania przetargu jest wspólne ubieganie się o takie zamówienie przez kilka małych i średnich firm. Najlepszą formą realizacji takiej strategii jest konsorcjum kilku przedsiębiorców. Obecnie, kiedy na rynek zamówień publicznych trafia coraz więcej pieniędzy, siłą rzeczy zaostrza się konkurencja. Możliwości realizacyjne podmiotów ubiegających się o zamówienie decydują o wygranej. Przykłady? Większość dużych międzynarodowych przetargów, organizowanych chociażby w Iraku. Prawie wszędzie startują same konsorcja.
Ale polscy przedsiębiorcy nie kwapią się do wspólnego startowania w przetargach. W 2004 r. niespełna 3 proc. ofert w zamówieniach powyżej 60 tys. zł złożyły konsorcja. Czyli sprawdza się przysłowie „powiedziały jaskółki, że niedobre są...”. Zakończenie znają wszyscy.
Należy skończyć z takim myśleniem, poza tym nie o zakładanie spółek tu chodzi. Tych akurat na rynku jest bardzo wiele. Ale dziwna jest ich niechęć do wspólnej walki o udział w tym rynku. Być może obawy wynikają nie tylko z przyczyn psychologicznych, ale także z braku gotowości do dzielenia się zyskiem z partnerami. Natomiast nie zdają sobie sprawy z tego, że bardzo często, startując w pojedynkę — przegrywają wszystko.
A może brak zainteresowania tworzeniem konsorcjów leży w przepisach? Przecież ta konstrukcja nigdzie nie została uregulowana. Oznacza to, że przepisy nie ingerują w zasady tworzenia konsorcjów, ani też nie określają praw i obowiązków stron.
W ustawie Prawo zamówień publicznych są regulacje, zawarte w art. 23, które bezpośrednio można odnieść do konsorcjów. Dotyczą one właśnie wspólnego ubiegania się o udzielenie zamówienia. Poza obowiązkiem ustanowienia pełnomocnika nie zawierają żadnych wymogów lub ograniczeń. Cała reszta zależy więc od woli przedsiębiorców pragnących działać wspólnie, oczywiście przy zachowaniu ogólnych norm wynikających z kodeksu cywilnego. A także, co oczywiste, nakazów zdrowego rozsądku. Do tworzonego konsorcjum każdy jego uczestnik powinien wnieść to, w czym jest najlepszy. Przykładowo: jedna firma ma specjalistyczny sprzęt, druga odpowiednich ekspertów, a trzecia środki transportu. Łącząc to wszystko, mogą złożyć ofertę spełniającą wszystkie oczekiwania zamawiającego i pokonać konkurentów.
Ramy konsorcjum określa umowa między jego członkami.
Powinno się w niej znaleźć przede wszystkim wskazanie celu powołania konsorcjum, czas jego trwania, podział obowiązków, zasady dzielenia zysków i ewentualnych strat, zasady odpowiedzialności, no i oczywiście ustanowienie pełnomocnika, czyli, jak się najczęściej mówi, lidera. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby zamiast konsorcjum utworzyć spółkę, która będzie startować w przetargu, ale to jest zupełnie inny problem i decyzja w tej sprawie musi zależeć od tego, co się bardziej opłaci. Konsorcja są powoływane z reguły do jednego, ściśle określonego przetargu. Tworzenie w tym celu spółki wydaje się mało sensowne, tym bardziej że nie ma żadnej gwarancji, iż to właśnie ona wygra przetarg. Zupełnie inna jest natomiast sytuacja, gdy konsorcjum, realizując zamówienie, sprawdzi się i jego uczestnicy uznają, iż warto wejść w spółkę, i w tej formie uczestniczyć w rynku.
Kiedy najlepiej powołać konsorcujm?
Każdy przedsiębiorca zainteresowany udziałem w rynku zamówień publicznych rozpoczynać powinien od śledzenia ogłoszeń o planowanych zamówieniach. To pierwszy krok. Dzięki temu można zorientować się, jak w danym roku będzie wyglądała sytuacja w poszczególnych sektorach rynku. Warto też analizować ogłoszenia o bieżących przetargach, a zwłaszcza o ich wynikach — jakie były ceny, kto wygrał. Potencjalnych partnerów należy szukać wcześnie, a nie np. dopiero po przeczytaniu interesującego ogłoszenia. Najlepiej zaczynać od najbliższego otoczenia, zbadać, kto na rynku dysponuje tym, czego ja nie mam.
Jednym z podstawowych błędów popełnianych przez przedsiębiorców jest to, że decyzję o udziale w przetargu podejmują w ostatniej chwili, na zasadzie: złożę ofertę i zobaczę, co będzie dalej. W takim przypadku dalej bywa na ogół źle.