Jedzenie w świetle fleszy

Magdalena Mastykarz
opublikowano: 2014-09-29 00:00

By klient mógł jeść oczami, potrzebny jest stylista żywności

Rynek kulinarny prężnie się rozwija, a Polacy poświęcają jedzeniu dużo więcej uwagi niż jeszcze kilkanaście lat temu. To zainteresowanie przekłada się na powstawanie coraz to nowych programów i czasopism kulinarnych oraz blogów poświęconych żywności i żywieniu. Te natomiast generują popyt na specjalistów, którzy jedzenie potrafią zaprezentować w taki sposób, aby potencjalni klienci nie mogli mu się oprzeć — styliści żywności poszukiwani!

CENNE DOŚWIADCZENIE:
CENNE DOŚWIADCZENIE:
Paweł Mieszała jest mistrzem cukiernictwa. Fachową wiedzę wykorzystuje, pracując w nowym zawodzie — jako stylista żywności.
[FOT. ARC]

Wzory z zagranicy

— Gdy 20 lat temu zaczynałam swoją przygodę ze stylizowaniem żywności, w Polsce nie było jeszcze takiego zawodu. Specjaliści przyjeżdżali z zagranicy i do realizacji zleceń szukali asystentów. Zajmowałam się wówczas scenografią, więc przy okazji im asystowałam — mówi Joanka Sikora działająca w branży od 1994 r.

Dziś lista firm, które zleciły jej stylizację swoich produktów, jest długa, a znajdują się na niej m.in.: Oreo, Milka, Winiary, Pudliszki, Lubella, Pizza Hut, Nescafe, Hortex, Jacobs, Tymbark, Fortuna i wiele innych. Mimo tak bogatego doświadczenia Joanka Sikora stale inwestuje w rozwój.

— Na rynku wciąż pojawiają się nowości, które usprawniają moją pracę. Stale poznaję nowe środki spożywcze, które mogą być przydatne w stylizacji. Ten zawód wymaga nieustannego dokształcania się — trzeba czytać, poszukiwać, rozmawiać z zagranicznymi stylistami. W ramach wakacji najczęściej staram się odwiedzać szkoły kulinarne na całym świecie i poznawać tam zaskakujące techniki gotowania oraz przygotowywania jedzenia — mówi stylistka.

Architektura smaku

O tym, jak cenne w tym zawodzie są wiedza i doświadczenie z zakresu gastronomii, wie Paweł Mieszała — mistrz cukiernictwa, a od 1997 r. również stylista żywności.

— Doświadczenie w pracy z produktami spożywczymi oraz świadomość łączenia określonych składników, by uzyskać założony cel, są bezcenne — przyznaje Paweł Mieszała. W jego portfolio można znaleźć takie firmy, jak Delecta, Aviko, Lisner, Lidl czy Terravita, a zainteresowanie ofertą stale rośnie. Jego stronę internetową odwiedza dziennie ok. 90 osób.

— Myślę, że wynika to z modnego od kilku lat gotowania. Wielkie sieci handlowe kładą ogromny nacisk na wygląd produktów, powstaje też mnóstwo programów kulinarnych, w których obecność stylisty żywności jest wręcz niezbędna, by fotografowany lub filmowany produkt wyglądał atrakcyjnie dla odbiorcy — wyjaśnia stylista. Swoją wiedzą Paweł Mieszała chce się dzielić, prowadząc warsztaty dotyczące stylizacji i fotografii żywności. Aby ten cel osiągnąć, potrzebuje dodatkowych pieniędzy, dlatego podjął próbę ich pozyskania z UE i obecnie jest w trakcie wypełniania procedur.

— Chciałbym, aby ta profesja stała się kierunkiem na studiach wyższych i mogła nazywać się architekturą smaku na ASP. Poza tym myślę o stworzeniu zespołu, który zajmowałby się detalami i kompleksową obsługą największych imprez eventowych w tym kraju — zapowiada Paweł Mieszała.

Wiele zależy od rodzaju zlecenia

Zarówno Joanka Sikora, jak i Paweł Mieszała w zależności od rodzaju i rozmiaru zlecenia tworzą wokół siebie zespoły współpracowników oraz asystentów.

Bywa, że pracują w pojedynkę, a bywa, że do obsługi planu angażują dziesięcioosobowy zespół. Wielkość zlecenia determinuje też koszty prowadzenia tego rodzaju działalności.

— Stałe miesięczne koszty utrzymania to ok. 2500 zł. Wydatki poniesione na przygotowanie konkretnych sesji są natomiast bardzo różne i mogą się wahać od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Wszystko jest bardzo płynne, zależy np. od tego, jakiej ceramiki i elementów aranżacji potrzebuję, czy jest niezbędne wynajęcie określonego pomieszczenia do wykonania sesji — przybliża Paweł Mieszała.

— Ogólna wiedza na temat tego zawodu jest wciąż nierówna: z jednej strony realizuję wielkie kampanie na światowym poziomie, z drugiej — wciąż dostaję zapytania o wystylizowanie kateringu na wesele — wyjaśnia Joanka Sikora.

Nierówno i nieprzewidywalnie jest też, jeśli chodzi o liczbę zleceń w miesiącu.

— Bywają miesiące, kiedy dostaję kilka propozycji pracy, ale są też takie, kiedy tych propozycji jest kilkadziesiąt i z części pracy trzeba rezygnować. Wówczas nierzadko jest tak, że polecamy kogoś innego z branży, zatem trzeba przyznać, że na razie konkurencja nie jest stricte konkurencją — mówi stylistka żywności.