Jej Królewskiej Mości smakowało

Sylwester Sacharczuk
opublikowano: 2006-03-29 00:00

Jednym z czterech największych przetwórców łososi w Europie jest firma Suempol. Zaczynała od przerabiania importowanych krewetek.

— Od etykietowania tacek do ryb mieliśmy z mężem całe niebieskie ręce — wspomina Monika Siecińska-Jaworowska, prezes Suempolu.

Firma powstała w 1989 r. Edward Sieciński, ojciec pani Moniki, przeczytał w gazecie ogłoszenie, że holenderska firma szuka w Polsce partnera do przerobu krewetek. Nie miał doświadczenia, ale zaryzykował. W pół roku postawił w Bielsku Podlaskim zakład, który przerabiał importowane z Belgii krewetki i dostarczał je z powrotem na zachodnie rynki.

— Bardzo żmudna praca, ale dawała satysfakcję. Naszym bezpośrednim odbiorcą był belgijski dwór królewski. Wtedy to był wyjątek, by polska firma mogła dostarczać swój produkt bezpośrednio do takiego klienta. Widocznie królowej smakowało, bo dostawaliśmy od niej kartki z podziękowaniami — opowiada Monika Siecińska-Jaworowska, obecna prezes Suempolu.

W 1995 r. firma zajęła się jednak przetwórstwem norweskich łososi.

— Przerób krewetek przestał się opłacać. Szukaliśmy czegoś nowego, ale w branży, by nie tracić wypracowanej reputacji. Wybór łososia był ryzykiem, bo to droga ryba. Wiele osób uważało, że to się skończy fiaskiem. Ale intuicja nas nie zawiodła — mówi pani prezes.

Uniknąć pośredników

Na początku łososie z Suempolu trafiły do Niemiec, Holandii, Belgii i Danii. W 2002 r. powstał oddział firmy w Niemczech, z biurami handlowymi i centrum logistycznym.

— Rezygnacja z pośredników okazało się to bardzo dobry krokiem. Oddział dał nam mnóstwo nowych kontrahentów i umocnił naszą pozycję na Zachodzie. Dziś wypieramy tamtejszych producentów — cieszy się Monika Siecińska-Jaworowska.

Wiele barier zlikwidowało wejście Polski do Unii Europejskiej.

— Zniknęły problemy administracyjne, celne i podatkowe. Jest dużo łatwiej. Ale i Zachód ma już inne nastawienie. Kiedyś polski produkt traktowano tam jako towar trzeciej jakości, teraz to się zmieniło — uważa Monika Siecińska-Jaworowska.

Filet, stek, tatar...

Rocznie Suempol przerabia 10 tys. ton świeżych łososi. 80 proc. trafia do Niemiec. Firma zdobyła też uznanie w Holandii, Belgii, Danii, Norwegii. Celuje w rynek francuski. Dzięki rozwiniętej logistyce może w 24 godziny dostarczyć produkt w dowolne miejsce w Europie. W Polsce ryby z Suempolu można dostać w sklepach wielkosieciowych i eleganckich supermarketach. Zabiegają o nie renomowane hotele i restauracje.

— Ryby trafiają do nas prosto z Norwegii i Alaski, obłożone lodem lub zamrożone, co gwarantuje zachowanie świeżości. Do klientów docierają między innymi jako cała ryba, filet, stek, w postaci wędzonej, marynowanej, jako tatar i carpaccio — wymienia Andrzej Malinowski, asystent dyrektora ds. handlowych.

Firma ma w ofercie także m.in. makrele, halibuty, pstrągi i marliny. Co roku notuje blisko 30-procentowy wzrost obrotów.

— W tym roku realne jest nawet 40 procent wzrostu. Niebawem oddamy do użytku kolejną dużą halę produkcyjną, wędzarnię i linię do filetowania — ocenia prezes Suempolu.

Nad właściwościami produktu pracuje kilkanaście osób. Sposób solenia i wędzenia to skrzętnie skrywana tajemnica.

— Nie dodajemy do ryb barwników i konserwantów, przez co produkt jest jeszcze bardziej ceniony — podkreśla Monika Siecińska-Jaworowska.

Ma swoją receptę na sukces.

— Wytężona praca, stałe podnoszenie kwalifikacji personelu, umiejętność negocjacji i — co niezwykle ważne — pomoc rodziny, na którą zawsze mogę liczyć. Ten rynek jest mały. Jeśli ktoś przez lata jest solidnym partnerem, dba o stałych klientów, ma zdrowe ceny — to znajdzie miejsce w tej branży — podkreśla pani prezes.

Ładowanie akumulatorów

W marcu firma otworzyła oddział w Norwegii. Chce umocnić pozycję w Europie, a potem — być może — wejść na rynek amerykański.

— Część przerabianych przez nas łososi pochodzi z Alaski, więc chcielibyśmy wysyłać je do USA z powrotem do sprzedaży. Mam nadzieję, że z czasem do tego doprowadzimy — mówi prezes Suempolu.

Ale firma to nie wszystko. W wolnym czasie Monika Siecińska-Jaworowska stara się jak najwięcej czasu spędzać na świeżym powietrzu.

— Najlepiej z synem. Wspólna gra w piłkę czy każda inna zabawa to dla mnie fantastyczny odpoczynek. Lubimy też wyjeżdżać na weekend na wieś. Po powrocie do pracy mam dwa razy więcej energii i planów rozwoju firmy — uśmiecha się Monika Siecińska-Jaworowska.