To miała być złota jesień dla krajowych inwestorów. Indeksy miały zacząć odrabiać straty. Tymczasem nad rynkiem zawisły czarne chmury
Na warszawskim parkiecie nie widać końca trzeciej fali bessy, która rozpoczęła się na początku sierpnia. WIG20 stracił w dwa miesiące 24 proc. Od połowy września spadki zdynamizowały się. WIG zanurkował prawie 14 proc. A wszystko przez upadek Lehman Brothers doprawiony problemami kolejnych instytucji finansowych.
Na warszawskim parkiecie w trwającej od 15 września przecenie wręcz roi się od ofiar. Kłopoty banków, wizja bankructwa Islandii czy ogólny strach przed pożyczaniem pieniędzy mocno podkopały notowania krajowych banków. I to mimo że dzięki opóźnieniu technologiczno-produktowemu nasz system bankowy wydaje się zdrowy. Problemy z płynnością rynku międzybankowego mogą jednak odbić się czkawką. Chodzi o mniejszą akcję kredytową (droższe i mniej dostępne kredyty, szczególnie hipoteczne). Wrześniowej przecenie nie oparły się instytucje o silnej bazie depozytowej. Kurs PKO BP zanurkował 14,6 proc., choć w ostatnich dniach do skarbca banku codziennie wpływało aż 250 mln zł lokat. Problemem jest więc głównie negatywne postrzeganie przez globalnych inwestorów całej branży oraz kierowanie się emocjami i zniżkującymi wycenami zagranicznych konkurentów (indeks WIG-Banki spadł o 11 proc.). Jakiekolwiek pogłoski o kłopotach, choć od razu dementowane, spychały notowania niektórych instytucji jeszcze niżej. Tak było chociażby w przypadku Millennium (-29,8 proc.) i włoskiego Unicredit (-25,8 proc.)
Deweloperzy i firmy budowlane to najwięksi przegrani ostatnich turbulencji rynkowych. Ich indeksy branżowe spadły od połowy września odpowiednio 29,2 i 15,7 proc. Spowolnienie gospodarcze, którego obawiają się wszyscy analitycy, zmniejsza popyt na mieszkania czy biura. Obniży go mniejsza dostępność kredytów i czekanie na spadek wysokich cen. Kłopoty z finansowaniem widać będzie także bezpośrednio w księgach firm z sektora, bo większość przedsięwzięć finansują one długiem. Liderami spadków były regionalne firmy (Immoeast, Orco), których notowania dodatkowo obciążyły spekulacje o kłopotach z płynnością.
Prawdziwy dramat przeżywają akcjonariusze Azotów Tarnów. To debiutant z 30 czerwca. Przeciętny indywidualny gracz, który maksymalnie lewarował się preferencyjnym kredytem w IPO państwowej firmy i sprzedał akcje na wczorajszym dołku (uzupełniając w międzyczasie kilkakrotnie zabezpieczenie bankowe), stracił w trzy miesiące aż 136 proc. własnego zainwestowanego pierwotnie kapitału plus odsetki bankowe i prowizje maklerskie! Sugestia ministra skarbu, by nie sprzedawać akcji zaraz po fatalnym debiucie, na razie okazuje się mocno nietrafiona.
Tymczasem spółki defensywne, których zyski w małym stopniu zależą od koniunktury, to dobry wybór na przyspieszającą bessę. Podczas gdy od połowy września WIG zniżył się o 14 proc., kurs TP praktycznie nie drgnął. Wyjątkiem jest jednak czeski CEZ, którego kapitalizacja stopniała o 14,9 proc. Tu wszystkiemu winni są uciekający z naszego regionu inwestorzy zagraniczni. Niewiele pomogła podwyższona przez czeski koncern prognoza zysku czy wycena akcji dokonana przez analityków.
Adrian Boczkowski