Za czasów rządu premiera Gordona Browna odsetek miejsc pracy zdobywanych przez imigrantów sięgał 74 proc. Obecnie wynosi 55 proc. Konserwatyści przekonują, że może być jeszcze niższy.
— Kiedy liczba wolnych miejsc pracy rośnie i spada bezrobocie, obowiązkiem firm, szczególnie dużych, jest skorzystanie z miejscowych młodych ludzi, a nie natychmiastowe sięgnięcie po najłatwiejszą opcję rekrutowania pracowników z zagranicy — uważa Matthew Hancock.
Minister skrytykował też twierdzenie niezależnego Biura Odpowiedzialności Budżetowej, że w Wielkiej Brytanii konieczne jest zatrudnianie corocznie 60 tys. imigrantów, aby dług publiczny nie wymknął się spod kontroli.