Jest dobrze, choć nieco gorzej

Mira Wszelaka
opublikowano: 2006-01-02 00:00

Polskie firmy nadal radzą sobie całkiem nieźle, choć zyski nie są tak duże jak w 2004 r. Niezadowoleni są tylko rybacy.

Pierwszy niepełny rok członkostwa w Unii Europejskiej pokazał, że obawy biznesu były mocno przesadzone. Z koniunktury skorzystała przede wszystkim branża spożywcza, której produkty podbijały unijny rynek. Przedsiębiorcy zdawali sobie jednak sprawę z tego, że przewagę konkurencyjną w dużej części zawdzięczają różnicom cen, a te nie będą trwały wiecznie.

Branża spożywcza górą

Rozpoczęła się mordercza walka o rynek — nie tylko unijny, ale także krajowy. Firmy, które na czas zdążyły się zrestrukturyzować, skorzystały na koniunkturze. Tylko ci, którym udało się umieścić swoje wyroby na półkach unijnych sklepów, wiedzą, jak wiele wysiłku to kosztuje. Mimo silnego złotego, drugi rok w UE branża spożywcza zamyka nieco słabszą dynamiką eksportu, choć nadal imponującą.

— Sukces pierwszego roku w Unii, jaki odnieśli krajowi przedsiębiorcy związany jest przede wszystkim ze zniesieniem części ograniczeń. Teraz dochodzi do głosu czynnik regulujący i biurokratyczny, który z każdym rokiem zacznie się ujawniać i dusić krajowy biznes — ostrzega Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha.

Na razie jednak nie ma co narzekać. Prawdziwy rozkwit przeżywa krajowa turystyka, która wyjątkowo dobrą koniunkturę zawdzięcza otwarciu nieba i pojawieniu się tanich przewoźników. Polacy coraz chętniej korzystają z zagranicznych ofert biur podróży. Pocieszające jest to, że prawdziwy boom ponoć jeszcze przed nami. Nieźle radzą sobie także producenci słodyczy, choć akurat dla nich największy potencjał tkwi w krajowym rynku.

Rybołówstwo na minusie

Firmy farmaceutyczne jeszcze nie zdążyły skorzystać na integracji, bo jak twierdzą przedsiębiorcy, zawiniła opieszałość Urzędu Rejestracji Leków. Przewoźnicy i budowlańcy, choć specjalnie nie narzekają, to po cichu liczą, że tłuste lata jeszcze przed nimi.

Najgorsza atmosfera panuje wśród rybaków, dla których 2005 r. był decydujący. Wyjątkowo ciężkie warunki, jakie im zgotowano, przyczyniły się do upadku wielu armatorów, a ich załogi otrzymały wsparcie socjalne z wielomiesięcznym opóźnieniem.