Jest energetyczny projekt, czas na negocjacje

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2015-02-26 00:00

Polska skłoniła Komisję Europejską do możliwości wspólnych, choć dobrowolnych, zakupów gazu. Do unii energetycznej droga jednak daleka

Słowa rozczarowania mieszały się wczoraj z wyrazami radości w komentarzach wygłaszanych po zaprezentowaniu przez Marosza Szefczovicza, wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej (KE), strategii utworzenia unii energetycznej.

AMBITNY PROJEKT:
AMBITNY PROJEKT:
To najbardziej ambitny projekt w dziedzinie energii od czasu utworzenia Europejskiej Wspólnoty Wegla i Stali — mówił wczoraj Marosza Szefczovicz, wiceprzewodniczacy Komisji Europejskiej, prezentujac strategie unii energetycznej.
[FOT. ARC]

Wspólne zakupy tylko dobrowolnie

Różnice w ocenie wynikają z porównania postulatów, z którymi wiosną 2014 r. wystąpił ówczesny premier Donald Tusk, z ogłoszonym planem. Donald Tusk, który jest ojcem idei utworzenia unii energetycznej, postulował m.in. o to, by kraje Unii wzięły się za wspólne kupowanie gazu.

Zamysł był prosty: skoro głównym dostawcą gazu dla Europy jest rosyjski Gazprom, to nie dajmy mu się rozgrywać, choćby cenowo. Dziś państwa członkowskie płacą za gaz rozmaite ceny, nieuzasadnione kosztami transportu, tylko względami politycznymi. Postulat jednak nie przeszedł, a w zamian KE zaproponowała miękki zapis o „możliwości dobrowolnych wspólnych zakupów gazu”. Miałoby do tego dochodzić jedynie w szczególnych sytuacjach, np. kryzysowych.

— Szkoda, że nie udało się wprowadzić bardziej jednoznacznego zapisu. Mam nadzieję, że w przyszłości w tej materii dojdzie do większego zakresu współpracy między krajami Unii — podkreślał w rozmowie z PAP Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka. Z kręgów rządowych płyną tymczasem nieoficjalne sygnały radości. Bo idea wspólnych zakupów i tak nie wyglądała nigdy na realną, a wprowadzenie dobrowolności to już wielki sukces.

— Takie włożenie nogi w drzwi. Pytanie, czy i to ostatecznie zyska poparcie — mówi nasz rozmówca z kręgów rządowych. Bo przed koncepcją unii energetycznej jest jeszcze długa droga, czyli negocjacje z poszczególnymi państwami członkowskimi. Co z niej zostanie? Przedstawiciele rządu trzymają się wersji, że sukcesem jest już to, że projekt w ogóle powstał. — Przecież jeszcze kilka lat temu zarzucano Polsce w tej kwestii paranoję. Dziś droga została otwarta — dodaje nasz rozmówca.

Będą negocjacyjne rafy

Dokument KE jest bardzo ogólny, a diabeł będzie prawdopodobnie tkwił w szczegółach. Państwa członkowskie dopiero będą określać, jak konkretnie ma wyglądać realizacja poszczególnych postulatów.

Poza możliwymi wspólnymi postulatami, w projekciejest jeszcze mowa o rozwoju transgranicznych połączeń energetycznych, o dywersyfikacji źródeł energii, o wspólnych planach awaryjnych na wypadek kryzysu energetycznego, a także o zwiększeniu przejrzystości umów zawieranych przez państwa członkowskie z dostawcami energii (w praktyce chodzi o jawność cen w umowach z Gazpromem). Raf, na których projekt może osiąść, jest bez liku.

Po pierwsze, jest mowa m.in. o przekazaniu części uprawnień krajowych operatorów sieci przesyłowych (w Polsce byłoby to PSE i Gaz-System) podmiotom działającym na poziomie europejskim.

Opór wzbudzi też prawdopodobnie postulat dotyczący ujawniania umów z dostawcami, owocujący w gruncie rzeczy koordynacją polityki energetycznej. Według niemieckiej gazety „Sueddeutsche Zeitung” rząd niemiecki będzie temu niechętny, bo nie chce utrudniać swoim koncernom kontaktów z Gazpromem.

— To będzie najtrudniejszy punkt w negocjacjach — przyznaje nasze źródło w kręgach rządowych. Po raz pierwszy w historii kraje będą rozmawiać o wspólnym reagowaniu na kryzysy energetyczne. Zagadką jest, co z tego wyjdzie. Z kolei problemem dla Polski może być unijna presja na dekarbonizację gospodarek. Rząd ma jednak nadzieję, że w ramach wspierania wewnętrznych źródeł energii uda się uzyskać poparcie także dla węgla. © Ⓟ

OKIEM MINISTRA

Jesteśmy zadowoleni

RAFAŁ TRZASKOWSKI

minister ds. europejskich

Komisja Europejska przyjęła właściwie w 90 proc. te propozycje, które były zgłaszane przez stronę polską. A co najważniejsze – całą filozofię opartą na stawianiu czoła wyzwaniom bezpieczeństwa energetycznego. Teraz czas na negocjacje między państwami członkowskimi. Obligatoryjne wspólne zakupy gazu i tak nie były najważniejszym elementem unii energetycznej. Chodziło bardziej o mechanizmy dające niezależność od dostaw gazu z jednego kierunku, które zapewnią przejrzystość, solidarność, wspólne planowanie kryzysowe i zwiększą kontakty z państwami, takimi jak Ukraina. Wiadomo, że niektóre państwa członkowskie chcą ograniczać np. energię pochodzącą z węgla. Ale dla nas jest jasne, że państwa członkowskie samodzielnie kształtują swój koszyk energetyczny.