Kompetencje jutra. AI podpowiada, człowiek decyduje

Mirosław KonkelMirosław Konkel
opublikowano: 2026-09-04 12:30
zaktualizowano: 2026-09-11 12:30

Nie wiemy, jakie zawody będą potrzebne za 10 lat. Możemy jednak rozwijać kompetencje, które pozwolą nam odnaleźć się w świecie ciągłej zmiany – mówi Paweł Pytka, regionalny dyrektor dydaktyczny Sieci Szkół dla Dorosłych Żak.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

- jakie cztery kompetencje miękkie dają największą przewagę w połączeniu z umiejętnościami cyfrowymi

- czym dokładnie jest umiejętność oduczania się i dlaczego bywa trudniejsza niż zdobywanie nowej wiedzy

- dlaczego posiadanie dyplomu szkoły wyższej przestaje być jedynym wyznacznikiem sukcesu zawodowego

- kto w rzeczywistości podejmuje decyzje o wykorzystaniu sztucznej inteligencji i redukcji etatów w firmach

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

PB: Po co rozmawiać o zawodach przyszłości, skoro z powodu technologii tak szybko zmienia się rynek pracy?

Paweł Pytka: Rozmowa o przyszłości zawsze ma sens. Choć trudno ją przewidzieć, możemy analizować trendy, raporty i dane i na tej podstawie stawiać hipotezy. Ale historia wielokrotnie pokazywała, że pojawiają się wydarzenia, które w jednej chwili zmieniają rynek pracy, technologie lub sposób funkcjonowania całych społeczeństw. Kiedyś wielkie zmiany dojrzewały przez dekady. Dziś niemal każdy rok przynosi nową technologię, nowy sposób pracy i nowe wymagania. Dlatego zamiast zgadywać, jaki zawód będzie potrzebny za 10 lat, lepiej uczyć ludzi, jak radzić sobie ze zmianą.

Postęp kojarzymy przede wszystkim z technologią. Czy to oznacza, że najważniejszymi kompetencjami przyszłości będą kompetencje cyfrowe?

Skupiliśmy się na sztucznej inteligencji, ale rozwijają się także nauki nauki humanistyczne, w tym psychologia, filozofia czy humanistyka, choć mniej spektakularne. Oczywiście warto opanować narzędzia AI, lecz przewagę daje dopiero połączenie wiedzy i umiejętności cyfrowych z kompetencjami, które przez lata nazywaliśmy miękkimi. Mam tu na myśli przede wszystkim te cztery: krytyczne myślenie, komunikację, współpracę i kreatywność.

Zatrzymajmy się przy krytycznym myśleniu. Wszyscy używamy tego określenia, ale każdy może rozumieć je trochę inaczej. Czym ono jest dla pana?

Próbą zobaczenia świata takim, jaki jest, a nie takim, jakim chcielibyśmy go widzieć. To oznacza odróżnianie prawdy od fałszu, co w epoce deepfake'ów, fake newsów i propagandy jest coraz trudniejsze. Ale krytyczne myślenie to również umiejętność zakwestionowania własnych przekonań, uprzedzeń i mechanizmów obronnych. Najchętniej szukamy informacji, które potwierdzają to, w co już wierzymy. Nasz umysł wie, jak skutecznie nas przekonać, że mamy rację.

Przejdźmy do komunikacji. Dlaczego mielibyśmy mieć z nią problem, skoro bez przerwy korzystamy z telefonów, komunikatorów i mediów społecznościowych?

Ponieważ przesyłanie informacji nie jest jeszcze komunikacją. Możemy być z sobą połączeni przez całą dobę, a jednocześnie wcale się nie słuchać. Warto zadać sobie proste pytanie: czy kiedy rozmawiam z drugim człowiekiem, naprawdę próbuję zrozumieć, co mówi? Czy tylko czekam na moment, w którym będę mógł przedstawić własne zdanie? Technologia zniosła bariery czasu i przestrzeni, jednak problem z porozumieniem między ludźmi pozostał.

Trzecia kompetencja jutra to współpraca.

I bardzo trudno oddzielić ją od komunikacji. Coraz częściej pracujemy w zespołach i grupach projektowych. Nawet jeżeli część obowiązków wykonujemy indywidualnie, w pewnym momencie musimy skonfrontować nasze rozwiązanie z pracą innych osób. Musimy umieć wytłumaczyć swój pomysł, wysłuchać drugiej strony, czasem pójść na kompromis. Pomysły mogą się przecież wzajemnie wykluczać albo trzeba je połączyć w całość. Dlatego te kompetencje nie funkcjonują osobno. One się wzajemnie wzmacniają.

Podobnie jest chyba z kreatywnością.

Tak. Przy czym kreatywność nie musi oznaczać wymyślania czegoś, czego wcześniej nie stworzył żaden człowiek. To zdarza się stosunkowo rzadko. Rozumiem ją szerzej: jako zdolność szukania różnych rozwiązań. Człowiek kreatywny, kiedy pojawia się problem, nie zatrzymuje się na pierwszym rozwiązani. Rozważa co najmniej kilka możliwości. Dzięki krytycznemu myśleniu i we współpracy z innymi umie ocenić, która z nich będzie najlepsza.

Do tych czterech kompetencji dodałbym jeszcze jedną: oduczanie się. Futorolog Alvin Toffler zwracał uwagę, że człowiek przyszłości będzie musiał uczyć się, oduczać i uczyć ponownie.

Oduczanie się jest szczególnie trudne. Łatwiej zdobyć zupełnie nową wiedzę czy umiejętności, niż porzucić znany i oczywisty sposób działania.

Przez niemal 20 lat był pan nauczycielem. Chciałby pan dzisiaj wrócić pod tablicę – w epoce AI, TikToka i uczniów, którzy mogą zlecić algorytmowi napisanie wypracowania?

W jakimś sensie ciągle jestem nauczycielem, choć już nie stoję codziennie pod tablicą. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym całkowicie odejść od tej roli. To piękna praca. Jestem przekonany, że nic nie zastąpi relacji mistrz–uczeń. AI może być świetnym narzędziem w rękach nauczyciela. Może pomóc przygotować zajęcia, uatrakcyjnić je czy usprawnić organizację pracy. Ale nie zastąpi człowieka, który prowadzi innych przez proces uczenia się. To nadal pozostaje przywilejem nas, ludzi.

Brzmi to trochę jak powrót do Sokratesa. Im bardziej zaawansowana technologia, tym większego znaczenia w przekazywaniu wiedzy nabierają międzyludzkie relacje.

Zwróciłbym również uwagę na język, którym się posługujemy. Często mówimy o edukacji w świecie AI, biznesie w świecie AI czy medycynie w świecie AI. A przecież edukację, biznes czy medycynę ludzkość rozwija od tysięcy lat. Sztuczna inteligencja pojawiła się bardzo niedawno. Może więc właściwiej byłoby mówić o AI w świecie edukacji, medycyny czy biznesu. Nie umniejszajmy sobie, ludzkiej cywilizacji i naszym dokonaniom w starciu z technologicznym narzędziem.

Jak używać AI, żeby wspierała myślenie, zamiast nas w nim wyręczać?

Sam dbam o tradycyjny wysiłek intelektualny: czytam, piszę, nieraz kwestionuję zastany porządek, słucham mądrych ludzi i rozmawiam z nimi. Z AI korzystam z rozwagą. Co do naszych nauczycieli – jedni po te narzędzia sięgają chętnie i świadomie, inni z dużą ostrożnością. I dobrze. Nadal nie wiemy, jak stała obecność AI wpłynie na nasze myślenie. Być może, dzięki dzisiejszym sceptykom technologicznym, za pewien czas będziemy mogli zrobić krok wstecz, jeśli wszyscy poczujemy, że technologie i AI zdominowały nasze myślenie i nasze życie.

Im więcej technologii, tym bardziej rośnie wartość fachu w ręku – stolarza, hydraulika lub fryzjera. Czy zmienia się dziś definicja dobrej kariery?

Zdecydowanie. Około 70 proc. naszych słuchaczy ma 18–24 lata. Wielu wybiera konkretny zawód, który można zdobyć w kilka semestrów i szybko wejść na rynek pracy. Dla części to dziś atrakcyjniejsza droga niż studia.

Dyplom przestaje być jedyną miarą sukcesu?

Przez lata szkolnictwo zawodowe miało w Polsce słabą reputację, ale to się na szczęście zmienia. Absolwent szkoły branżowej nie ma powodu już do kompleksów. Może szybko wejść na rynek pracy, zdobywać doświadczenie, a później dalej się kształcić.

Co doradziłby pan 18-latkowi, który zastanawia się, czego się uczyć, żeby za kilka lat mieć dobry zawód?

Nie wskazywałbym konkretnego zawodu. Powiedziałbym raczej: wybierz coś zgodnego ze swoimi predyspozycjami, bądź w tym najlepszy, jak potrafisz, a równocześnie rozwijaj krytyczne myślenie, komunikację i umiejętność współpracy. I bądź otwarty na zmianę. Dziś najważniejszą kompetencją może się okazać gotowość, by kilka razy w życiu nauczyć się czegoś nowego i zacząć od nowa.

Kiedy rozmawiamy o AI i rynku pracy, bardzo łatwo wpaść w zero-jedynkowe myślenie: sztuczna inteligencja albo nam pomoże, albo zabierze miejsca pracy. Pan proponuje inne spojrzenie.

Bo sztuczna inteligencja sama nam niczego nie daje i niczego nam nie zabiera. Nie ma własnej mocy sprawczej w takim sensie, w jakim często jej przypisujemy. Nie jest osobowością, decyzyjnym człowiekiem. To ludzie podejmują decyzje. Pracodawca decyduje, czy wykorzysta AI do zwiększenia produktywności czy redukcji etatów. Konsumenci decydują, czy chcą korzystać z produktów i usług opartych na sztucznej inteligencji.

Nie jesteśmy bezradnymi ofiarami technologicznej rewolucji?

Właśnie. Nie mamy wpływu na gospodarkę, rozwój technologii czy wydarzenia na świecie. Ale mamy wpływ na własne decyzje: możemy się uczyć, zmieniać kompetencje, dostosowywać i świadomie wybierać, jak korzystać z technologii. To daje poczucie sprawczości i wpływu na nasze życie.

Przeceniamy potęgę sztucznej inteligencji?
Zdecydowanie tak.