Jest nowe TFI, które długów się nie boi

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 14-01-2009, 00:00

Spółki, które mają problemy z płynnością, i deweloperzy bez finansowania — na tym chce zarabiać Fincrea TFI.

Spółki, które mają problemy z płynnością, i deweloperzy bez finansowania — na tym chce zarabiać Fincrea TFI.

Najgorszy rok w historii funduszy inwestycyjnych nie odstraszył wszystkich śmiałków od wejścia na rynek. W listopadzie UC Financial Services (UCFS) kupił od General Electric GE Debt Management TFI. Nabywca należy do Andrzeja Kustry i Gabrieli Białowąs, którzy razem prowadzą też kancelarię adwokacką. Obie firmy specjalizują się w windykacji, a ich historia wywodzi się ze współpracy z Ultimo Group, jedną z największych firm windykacyjnych w Polsce. Towarzystwo, które działa już pod nową nazwą: Fincrea, nie oderwie się od korzeni.

— Otworzymy fundusz sekurytyzacyjny dla korporacyjnych i komercyjnych wierzytelności bankowych. Teraz banki bardzo chętnie sprzedają portfele kredytowe. W dalszej kolejności rozważymy skup wierzytelności konsumenckich — mówi Rafał Prądzyński, prezes Fincrea TFI.

Spółki w tarapatach

Drugim obszarem zainteresowań nowego TFI mają być spółki. W odróżnieniu od konkurentów, Fincrea nie będzie szukała najlepszych firm, ale tych z problemami.

— Kryzys wpędził wiele firm w problemy z płynnością. Nasz fundusz może im pomóc się wydostać z tarapatów. Zajmiemy się też prawną i finansową restrukturyzacją — mówi Rafał Prądzyński.

Trzecią nogą będą nieruchomości.

— Rozważamy stworzenie funduszu inwestującego w nieruchomości w trudnej sytuacji, np. gdy deweloper ma problemy z uzyskaniem finansowania, a projekt jest w naszej ocenie dobry. Coraz częściej dochodzi do takich sytuacji — mówi Rafał Prądzyński.

Fincrea będzie więc niszowym TFI.

— W ciągu trzech lat chcemy uruchomić 4-5 funduszy, ale wszystko zależy od tego, ile ciekawych projektów i ilu inwestorów znajdziemy. Nie będziemy tworzyli funduszy, a potem szukali na nie chętnych. Najpierw znajdziemy inwestorów lub ciekawy projekt i potem utworzymy fundusz. W tym roku chcemy osiągnąć skalę działania, która pozwoli firmie zarabiać i wyrobić sobie markę — tłumaczy Rafał Prądzyński.

Pierwszy fundusz ma być skierowany do właścicieli, kolejne już do inwestorów zewnętrznych.

Tak było szybciej

— Nastawiamy się na inwestorów zagranicznych i dużych krajowych. Zdecydowaliśmy się na działalność w formie TFI, bo to zapewnia najwyższą przejrzystość inwestorom. W pozyskiwaniu klientów pomogą doświadczenia i kontakty założycieli TFI — dodaje Rafał Prądzyński.

Ani GE, ani UCFS, nie chcą ujawnić wartości transakcji.

— W naszym modelu liczy się szybkość reakcji na sytuację na rynku i właściwy moment rozpoczęcia działalności. Na uzyskanie licencji czekalibyśmy co najmniej pół roku, dlatego zdecydowaliśmy się na zakup — dodaje Rafał Prądzyński.

okiem konkurenta

Radosław Solan

prezes Copernicus Capital TFI

Przestrzegam, łatwo nie będzie

Na funduszach sekurytyzacyjnych kokosów się nie zarabia. My zarabiamy, ale dzięki temu, że osiągnęliśmy odpowiednią skalę działalności i mamy długą historię. Wejść na rynek nie będzie łatwo, o czym przekonało się już kilka TFI. Wiedza w zakresie windykacji jest potrzebna, ale biznes TFI to zupełnie co innego. Tu trzeba wiedzieć, jak uzyskać finansowanie, zarządzać funduszem, zbudować całą infrastrukturę. Lepiej aby każdy zajmował się tym, na czym zna się najlepiej. My nie mamy w grupie podmiotu zajmującego się windykacją, lecz współpracujemy z firmami zewnętrznymi. Z konkurencji się cieszymy, bo mobilizuje, ale przestrzegam, że łatwo nie będzie.

Grzegorz Nawacki

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Jest nowe TFI, które długów się nie boi