Jestem kolarzem romantycznym

Robert Rybarczyk
opublikowano: 29-01-2021, 14:45

W 2020 r. przejechał niemal 15 tys. km, w tym dwa ultramaratony rowerowe: Bałtyk-Bieszczady Tour, 1008 km non stop, i Pierścień Tysiąca Jezior na dystansie 610 km. Tobiasz Jankowski, prezes Navitel Europe, przygodę zaczynał od… miejskich rowerów Veturilo.

Zmiana:
Zmiana:
Dzięki rowerowi stałem się innym człowiekiem. Jeśli ktoś mnie znał, powiedzmy, trzy lata temu, teraz widzi, że jestem totalnie odmieniony – przyznaje Tobiasz Jankowski, prezes Navitel Europe.
Marek Wiśniewski

Na facebookowym profilu rodzinnej miejscowości Nowy Kłopoczyn jego rówieśnicy życzą sobie wesołych świąt, pokazują zdjęcia dzieci i chwalą się sympatiami. Ponieważ to teren sadowniczy, prezentują również filmy, np. „test nowego opryskiwacza Agrola Optimum”. On opisuje swoją największą pasję: „Odwiedziny u rodziców. Wspólny obiad, magiczne chwile. I spokojne 163 km wpadło. A jak wasz weekend? Przekroczyłem pierwszy raz w życiu 10 tys. km [na rowerze – red.]”.

Albo: „Dzisiaj Mazowsze. Po przywiezieniu rodziny z Zakopanego stwierdziłem, że objadę rodzinne strony. Wczoraj góry, dzisiaj płaskie Mazowsze. Miły, gorący dzień, 33 stopnie. A wy jak jeździcie przy tej temperaturze?”.

– Dzięki rowerowi stałem się innym człowiekiem. Jeśli ktoś mnie znał, powiedzmy, trzy lata temu, teraz widzi, że jestem totalnie odmieniony – przyznaje Tobiasz Jankowski, prezes Navitel Europe.

Coś ty z siebie zrobił?

Osiągnięcie:
Osiągnięcie:
W 2020 r. Tobiasz Jankowski przejechał na rowerze 14 700 km.
Marek Wiśniewski

Rok 2018. W życiu tylko praca – wprowadzanie mobilnej nawigacji do Polski i Europy. Duży stres, więc dużo papierosów. Spotkania biznesowe, przyjęcia, alkohol.

– W wieku 30 lat stanąłem przed lustrem. Zobaczyłem 110-kilogramowego faceta i zapytałem: coś ty z siebie zrobił? Wyglądałem i miałem wydolność 45-latka – wspomina Tobiasz Jankowski.

Nie wie, dlaczego wybrał rower.

– Wypożyczyłem zwykłe Veturilo. Zrobiłem 20 km. Zaskoczyło na tyle, że na drugi dzień kupiłem prostego górala. W pierwszym roku 1,8 tys. km na nim zrobiłem. W 2019 r. – 3,2 tys. km – dodaje.

To dystans jak z Warszawy do hiszpańskiej Kordoby.

Potem go opętało. Rower szosowy kupił 17 marca 2020 r. Po dwóch tygodniach od zakupu pojechał nim do rodziców. Zrobił trasę 220 km. Wtedy nie wiedział, co to jest bike fitting (ustawianie roweru pod sylwetkę kolarza).

– Jakaś abstrakcja, a okazało się, że aby dobrze jeździć, trzeba fittingować. Zacząłem jeździć dystanse od 100 do 200 km. Po dwóch miesiącach pojechałem do przyjaciela w Jaworznie, pokonując ponad 300 km. Wstałem o trzeciej w nocy, ubrałem się, wziąłem kilka batonów i włączyłem nawigację. Dojechałem na Śląsk o 22.30. Jechałem 17 godz. Wróciłem i wszystko było dobrze – wspomina prezes Navitel Europe.

Potem wpadł mu w ręce wywiad z ultramaratończykiem.

– Powiedział, że to nie jest zwykły sport, tylko pasja. Teraz mogę to potwierdzić. Z tego człowieka bił spokój. Robił trasy po tysiąc kilometrów i nic już nie musiał sobie udowadniać – mówi Tobiasz Jankowski.

Z wywiadu dowiedział się o trasach, m.in. Bałtyk-Bieszczady, i maratonach. Zaczął guglować i trafił na Pierścień Tysiąca Jezior, ultramaraton organizowany w lipcu na Warmii i Mazurach w formule non stop. Trzeba przejechać 610 km w 40 godzin. Przewyższenia na tej trasie wynoszą około 4 tys. m.

– Jeden z najtrudniejszych w kraju, ale o tym dowiedziałem się później. Zapisałem się. Znajomi powiedzieli, że jestem nienormalny. Trzy tygodnie przed zawodami pojechałem w Bieszczady, żeby się przygotować, poczuć przewyższenia. Potem na Mazury. PTJ przejechałem w 33 godz. Byłem zmasakrowany. Dużo kryzysów, niesamowite zmęczenie. Przewyższenia duże, poszarpane, choć to Mazury. Byłem głodny, nie miałem doświadczenia, co i jak jeść. Trasa wiodła przez piękne okolice, były więc pytania, po co się to robi, kiedy można odpoczywać z przyjaciółmi. Kończąc ultramaraton, powiedziałem sobie, że nigdy w życiu nie będę już jechał. Koniec. Sprawdziłem się, zrobiłem coś szalonego – wspomina menedżer.

Wrócił do Warszawy. Po trzech dniach odpoczynku zaczął się zastanawiać, co by do PTJ dorzucić. Pomyślał o maratonie Bałtyk-Bieszczady ze Świnoujścia do Ustrzyk Górnych – ponad 1000 km w formule non stop. Przygotowywał się w Chorwacji, gdzie są duże przewyższenia, i na podjazdach z Tour de Pologne w Tatrach (Ściana Bukowiny i Harnasia).

23 sierpnia 2020 r. ruszył ze Świnoujścia przez Polskę, mówiąc: „Ahoj, przygodo!”. Zmagał się z kryzysami. W Opocznie czekali na niego rodzice, którzy wzmocnili go domowym jedzeniem – twierdzi, że te pierogi z dzika go uratowały. Do Ustrzyk dojechał w 56 godzin. Spalił 24 tys. kalorii (dobowe zapotrzebowanie mężczyzny to 2-2,5 tys. kalorii). Na rowerze spędził dwie noce bez snu.

– Po tysiącu kilometrach na rowerze problemy życia codziennego stają się błahe. Doświadczyłem porażek, byłem zmęczony jak nigdy. Ten maraton to niesamowity szlif charakteru. Jestem taki zero-jedynkowy – albo grubo, albo wcale. Jeśli się w coś angażuję, to na całego. Po tym wszystkim mogę się już nazwać ultramaratończykiem, czyli człowiekiem, który jeździ szalone dystanse – przyznaje Tobiasz Jankowski.

Bez idola

Rozwój:
Rozwój:
Navitel dostarcza rozwiązania z dziedziny elektroniki samochodowej. Prezes firmy zapowiada, że w planach są produkty na rower.
Marek Wiśniewski

Nigdy nie kibicował nikomu, nie oglądał wyścigów, nie miał sportowego idola. Był skupiony na pracy. To była jego największa pasja. Wychował się w Nowym Kłopoczynie. Jego rodzice są sadownikami. Do 20. roku życia ciężko pracował fizycznie, pomagając w rodzinnym gospodarstwie. Miał 26 lat, kiedy został prezesem – jednym z najmłodszych w kraju. Wcześniej był związany z firmą Asbis. Poznał tam Alexandra Kazakova, założyciela spółki Navitel, który zaproponował mu prowadzenie biura w Europie. Przyjął tę ofertę, choć nie miał doświadczenia w zarządzaniu ludźmi. Był handlowcem. Marzył o tym zawodzie od dziecka. W wieku 13 lat zarabiał już 3 tys. zł, wydrukował sobie wtedy pierwszą wizytówkę.

Sześć lat temu Navitel był nieznaną marką. Zaczęli od aplikacji działającej w trybie offline. Można ją zainstalować w telefonie i korzystać na całym świecie, nie wydając pieniędzy na internet. Teraz mają 40 mln aktywnych użytkowników. Sprzedali już 1,5 mln urządzeń, także w Czechach, na Słowacji, Węgrzech, w Grecji, na Litwie, Łotwie, w Niemczech. Otwierają biznes w Anglii. Mimo pandemii koronawirusa dobrze prosperują. W planach są produkty na rower – być może uda się je wprowadzić jeszcze w tym roku.

Tobiasz Jankowski spełnił zawodowe marzenia przed trzydziestką. Potem pojawiła się potrzeba pasji, która dałaby mu szczęście. Tą pasją stał się rower.

– To dla mnie styl życia. Prowadzę Cycleblood, kanał na Facebooku, którego mottem jest: Żyj pasją. Pokazuję tam pokonywanie długich dystansów i zmiany w moim życiu. Mam 4 tys. obserwujących. Traktuję to jako dobrą zabawę. Kiedy nadaję z trasy, ludzie chcą się ze mną spotkać i przybić piątkę. To dla mnie ważne i bardzo mi się podoba – mówi prezes.

Co rower zmienił w jego życiu?

– Dojrzałem. Stałem się bardziej systematyczny. Wprowadziłem stały rytm dnia. Kiedy wsiadam na rower, zapominam o problemach. Jestem tylko ja, rower i droga. Jaram się każdym kilometrem, poczuciem wolności. Rower ją daje. Każdemu polecam. Rower dał mi też całkowicie inne spojrzenie na życie – przyznaje Tobiasz Jankowski.

Na swoim profilu facebook.com/cycleblood2020 napisał: „Kolarstwo w takich momentach uczy pokory wobec życia. To egzamin z charakteru i własnych możliwości”.

– Wiadomo, jaka jest sytuacja na rynku z powodu COVID-19, mnie też to przytłacza. Ale wyrzucam złe emocje, zapominam o wszystkim. Na rowerze nie myślę o pracy, problemach. Mogę dokonać niemożliwego. Całe życie powtarzałem, że niemożliwe nie istnieje. Od swoich pracowników na 30. urodziny dostałem bluzę z takim napisem – mówi prezes Navitel Europe.

Magia prismatic

Sprzęt:
Sprzęt:
Tobiasz Jankowski ma teraz trzy rowery. Górski Trek Procaliber 9.6, szosowy Trek Domane SL 5 i karbonowy Treck Domane SLR 9.
Marek Wiśniewski

Na Cycleblood opowiada też o trasach, sprzęcie i ubraniach dla ultramaratończyków. Teraz ma trzy rowery. Górski Trek Procaliber 9.6, 29-calowe koła, rama karbonowa. Fitting był, więc siodełko dobrane indywidualnie. Drugi to szosowy Trek Domane SL 5.

– Ktoś powiedział, że można go pokochać powyżej 200 km. To prawda – przyznaje kolarz.

Rower waży 9,7 kg. Przejechał na nim wszystkie ultramaratony.

Teraz odebrał nowy – karbonowy Treck Domane SLR 9.

– W magicznym kolorze prismatic: innym o każdej porze dnia. Jest przepiękny. Budowany specjalnie dla mnie, po bike fittingu, który zrobiłem w firmie Airbike w Piasecznie. Wyszło dobrze, nie mam schorzeń, problemów ze zdrowiem – twierdzi Tobiasz Jankowski.

Używa spodenek z wkładką piankową, nie żelową.

– Wiadomo, że kolarze jeżdżą w samych kolarkach, bez majtek. Ja przełamałem się dopiero po trzech miesiącach – przyznaje prezes.

Po chwili dodaje:

– Jestem kolarzem romantycznym.

Co to znaczy?

– Moje treningi są bez planu. Po prostu ich nie rozpisuję. Wsiadam na rower i zakładam, że mam do przejechania np. 200 km. Kiedy chcę się zatrzymać, robię to. Dla mnie kolarstwo to pasja, czerpię przyjemność z każdego kilometra. Nie trenuję z ustalonym planem, bo tego nie potrzebuję. To ma być przyjemność. Pochłaniam kilometry w najlepszym dla mnie czasie – twierdzi prezes.

O odżywianiu na trasie mówi: „pełen spontan”.

– Dwa, trzy batony. Lubię banany, coś słodkiego i kawę. 90 proc. moich jazd to samotne wyprawy. Jestem indywidualistą i nie lubię, kiedy ktoś mi narzuca swoje tempo. To ja lubię narzucać własne. Jeżdżę cały rok, zimą też. Ponadto dwa razy w tygodniu chodzę na siłownię. Przygotowuje mnie trener personalny. Raz na dwa tygodnie fizjoterapia, masaż, akupunktura – i nic mi nie wysiada podczas jazdy. Jeśli bolą mnie plecy, staję i się rozciągam. Boli noga – staję, żeby ją rozchodzić. Ultramaraton to nie wyścig. My się ścigamy sami ze sobą – podkreśla Tobiasz Jankowski.

W planach na ten rok ma jazdę tylko w ultramaratonach – około 5 tys. km. Najtrudniejszy zacznie na Helu, a skończy w Zakopanem – 1018 km.

Hołd dla Ani

Charytatywnie:
Charytatywnie:
Prezes Navitela zorganizował cykliczny ultramaton rowerowy upamiętniający dziennikarkę Annę Karbowniczak, która zginęła na trasie. Na stronie Hołd dla Ani na FB trwają zapisy, a na siepomaga.pl/fpowk – zbiórka pieniędzy na Fundusz Pomocy Ofiarom Wypadków Kolarskich.
Marek Wiśniewski

Prowadzi też własne wydarzenie rowerowe: ultramaraton, który zorganizował we wrześniu 2020 r.

– Dowiedziałem się o wypadku Anny Karbowniczak, dziennikarki z Chodzieży. Dużo jeździła na rowerze, do września zrobiła 16 tys. km. Na trasie potrącił ją samochód, kierowca uciekł z miejsca wypadku, a dziewczyna zmarła. Zobaczyłem w internecie, że policja szuka sprawcy. Napisałem post i wrzuciłem. Został udostępniony 7 tys. razy, przeczytało go 1,5 mln ludzi. Poruszyło mnie to. Napisałem do Kamila Sobkowiaka, radnego i redaktora lokalnej gazety w Chodzieży, że chcę zorganizować 360-kilometrowy przejazd z Warszawy do Chodzieży. W pięć dni stworzyłem wydarzenie Hołd dla Ani. Powstał też fundusz dla ofiar takich wypadków. Chcemy zmienić sytuację na polskich drogach, zatrzymać agresję. Sam jeżdżę i widzę te problemy. Dlatego to wydarzenie będzie cykliczne – zapowiada Tobiasz Jankowski.

Kolejny maraton upamiętniający śmiertelny wypadek dziennikarki odbędzie się we wrześniu tego roku. Będzie liczył dwa dystanse – 360 i 720 km. Na stronie Hołd dla Ani na FB trwają zapisy, a na siepomaga.pl/fpowk – zbiórka pieniędzy na Fundusz Pomocy Ofiarom Wypadków Kolarskich.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane