Korzystniej mimo wszystko było wejść w Narodowe Święto Niepodległości 11 listopada niż w tradycję 4 grudnia. Gdyby uczestnicy chcieli ostatecznego potwierdzenia czarnego wizerunku polskiej gospodarki, to wystarczyłoby im posłuchać barbórkowych wynurzeń premiera Donalda Tuska. Według szefa rządu „górnicy to być może najpotrzebniejsza klasa zawodowa w Polsce z punktu widzenia interesu całego narodu”.
Znaczenie energetyki węglowej dla polskiej gospodarki to oczywistość. Gdyby od zaraz ugiąć się przed zwiększającymi się naciskami Unii Europejskiej na dekarbonizację, to cena energii elektrycznej w Polsce skoczyłaby ze trzy razy. Dzięki węglowi poczucie bezpieczeństwa w branżach od niego zależnych mamy per saldo niezrównanie większe niż w tych opartych na importowanym gazie. Ale wciąż za mało uwagi przywiązujemy do unowocześnienia sektora węglowego, podnoszenia jego sprawności oraz koniecznego wygaszania niepoprawnych energożerców.
Mimo wszystko zdumiewa jednak poziom politycznych uniesień premiera z okazji Barbórki. W poprzednich latach znaczenie górnictwa dla Polski nie było mniejsze, ale aż takich peanów jakoś nie słyszeliśmy. Jako żywo przypominają się czasy towarzysza Edwarda Gierka, Honorowego Górnika PRL. Znać ogromne ciśnienie sondaży wyborczych, wszak ludny Śląsk to ogromny rezerwuar głosów, które będą przydatne już w maju podczas wyborów Parlamentu Europejskiego.