Bank koresponduje
z resortem skarbu
w sprawie PKO BP.
Tłumaczy się, jak doradzał
bankowi i wyjaśnia, że
nadal powinien doradzać.
JP Morgan długo się nie odzywał, nawet kiedy sypały się na niego gromy i oskarżenia, m.in. o manipulowanie na giełdzie lub granie na złotym. Teraz przerywa milczenie. Wczoraj zorganizował konferencję, podczas której przedstawił dwa listy, jakie wysłał do ministra skarbu. Obydwa dotyczą emisji PKO BP, przy której bank miał doradzać.
"W chwili gdy nasza reputacja jest podważana, czujemy się zobowiązani, bronić honoru JP Morgan, oraz, w odniesieniu do aktualnych ataków, naszych wieloletnich klientów PKO BP i Eureko" — to początek pierwszego listu, datowanego 29 czerwca.
Bank wyjaśnia w nim, jak to było z planami dokapitalizowania PKO BP. Informuje, że przedstawił zarządowi trzy warianty przeprowadzenia emisji i wypłaty dywidendy, z którego zarząd wybrał jeden. W dalszej części listu JP Morgan odnosi się krótko zarówno i do fixingu cudów, jak i do oskarżeń o działanie na szkodę polskich firm, przez sprzedaż opcji walutowych.
— Natychmiast po sygnałach o domniemanych nieprawidłowościach rozpoczęliśmy wewnętrzne śledztwo, które do dzisiaj nic nie wykazało — mówi David Wells, szef marketingu i komunikacji banku na Europę, Środkowy Wschód i Afrykę.
22 lipca JP Morgan znowu pisze do ministra.
"Z dużym zaskoczeniem przyjąłem informację, że PKO BP planuje, bez wskazania przyczyny, wypowiedzieć umowę doradztwa, jednocześnie wykluczając nasz bank z procesu bookrunnera przy planowanej emisji akcji" — pisze Bill Winters.
Bank chciałby doradzać przy emisji w konsorcjum z wybranymi już instytucjami.