Jula chce być większa w Polsce niż w Szwecji

MZAT
opublikowano: 18-02-2014, 00:00

Szwedzka sieć z artykułami budowlano- dekoracyjnymi, niezrażona kłopotami konkurencji, będzie otwierać kolejne sklepy w Polsce.

Szwedzi rozwijają się w polskim handlu nie tylko pod szyldem IKEA. Sieć Jula, która nad Wisłą zadebiutowała jesienią 2011 r., ma dziś 38 sklepów w Szwecji, 19 w Norwegii i 10 — w Polsce. Właśnie u nas ma w pierwszej kolejności otwierać nowe placówki.

Zobacz więcej

MAJSTROWANIE SIECI: Szwedzka Jula zadebiutowała na polskim rynku, wprowadzając się do marketów opuszczonych przez brytyjski Electro World. Teraz otwiera kolejne sklepy, ale do liderów rynku — jak Castorama — jeszcze jej daleko. [FOT. ARC]

— Mamy duże oczekiwania wobec polskiego rynku — wierzymy, że w przyszłości stanie się naszym największym.

W tym roku chcemy otworzyć tu trzy sklepy — mówi Joachim Frykberg, CEO Juli.

W polskiej Juli pracuje dziś prawie 300 osób. Spółka nie ujawnia szczegółowych danych finansowych, nie wiadomo więc, jaką część jej łącznych obrotów w 2013 r., szacowanych na 4,9 mld SEK, czyli ok. 2,3 mld zł, przyniósł nasz rynek.

— Możemy jednak powiedzieć, że ten rok zaczął się dla nas bardzo dobrze — w styczniu sprzedaż była ponad dwa razy większa niż rok wcześniej — mówi Joachim Frykberg.

Choć część sieci z artykułami dla majsterkowiczów — jak np. Bricomarche — stawia na coraz mniejsze miasta, Jula zamierza rozwijać się przede wszystkim w największych ośrodkach.

— Nasz typowy sklep ma 3 tys. mkw. i mieści się w dużych centrach handlowych lub galeriach. Na początku celujemy w miasta powyżej 100 tys. mieszkańców. W Polsce na pewno jest kilka aglomeracji, w których możemy mieć więcej niż jeden sklep — mówi Joachim Frykberg.

Jula nie ma w Polsce własnego centrum logistycznego — towary dostarczane są ze szwedzkiej Skary. Na półki trafiają i produkty markowe, i marki własne.

— Część z nich jest produkowana w Polsce. Chcemy też sprzedawać wytworzone tu artykuły na rynku szwedzkim i norweskim — mówi Joachim Frykberg.

Jula planuje ekspansję, choć dwie sieci z jej branży, dobrze zadomowione na polskim rynku, mają spore problemy. Praktiker jeszcze działa, ale jego niemiecka spółka matka w ubiegłym roku zbankrutowała, a sklepy sieci za naszą zachodnią granicą są wyprzedawane. Nomi, którego właścicielem jest fundusz i4ventures, w listopadzie złożyło wniosek o upadłość. Czy na sklepach, które mogą opuścić konkurencyjne sieci, pojawi się szyld Juli?

— Zawsze zainteresują nas dobre lokalizacje dla naszych sklepów, ale w tej chwili nie jesteśmy aktywnie zaangażowani w jakiekolwiek rozmowy z Praktikerem czy Nomi — mówi Joachim Frykberg.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MZAT

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy