Dopóki Jutrzenka nie wyjaśni wątpliwości związanych z przejęciem Goplany, jej papiery będą w niełasce inwestorów.
Od chwili podania oficjalnej informacji o przejęciu poznańskiej Goplany akcje bydgoskiej Jutrzenki spadły o blisko 5 proc. Nie jest to dramatyczne załamanie kursu, ale to miała być dobra informacja, więc powinna wywołać wzrosty. Coś nie gra?
— Z teorii i doświadczeń na rynkach rozwiniętych wynika, że kurs spółki przejmującej spada, a przejmowanej rośnie. W przypadku Jutrzenki można znaleźć jednak inne powody — mówi Bartosz Widzyński, analityk Inwestycyjnego Domu Maklerskiego Kredyt Banku.
Jego zdaniem, inwestorzy nie mają dostępu do informacji.
— Jutrzenkę po przejęciu Goplany można wycenić opierając się na udziałach w rynku. Problem w tym, że to nie rozwiązuje sprawy, bo nadal nie wiemy, czy Goplana jest rentowna. Pod znakiem zapytania stoi także kwestia finansowania, jego struktury i wielkości — dodaje Bartosz Widzyński.
Wczoraj akcjonariusze bydgoskiej spółki mieli podjąć uchwałę o sprzedaży części nieruchomości w Bydgoszczy. To kolejny krok do sfinalizowania przejęcia Goplany. Środki z transakcji zasilą bowiem szykowany budżet na przejęcia. Prawdopodobnie nie obejdzie się też bez zaciągnięcia długu.
— Inwestorzy być może obawiają się, że zarząd postanowi dodatkowo podnieść kapitał. Emisja akcji będzie oznaczała rozwodnienie kapitału, więc nie byłaby to dobra wiadomość — mówi jeden z analityków.
Czy wobec tego akcje Jutrzenki są skazane na spadki?
— Nie. Ich cena jest atrakcyjna i jak wątpliwości się rozwieją, notowania powinny wzrosnąć — twierdzi Bartosz Widzyński.
— Notowania w tej chwili nie rosną po części za sprawą średnich wyników w trzecim kwartale. Sądzę, że zainteresowanie może wzrosnąć w pierwszym kwartale. Wówczas będą znane wyniki za czwarty kwartał oraz wyjaśnią się kwestie związane z przejęciem Goplany — mówi Robert Kurowski, analityk Amerbrokers.