Już w lutym Softbank będzie mieć nowy zarząd

Mariusz Zielke
opublikowano: 2003-01-31 00:00

Koniec ery Aleksandra Lesza. Prezes i założyciel Softbanku, jednej z największych polskich firm IT, do połowy lutego odda władzę Mirosławowi Szturmowiczowi, obecnemu wiceprezesowi Prokomu. Zostawia spółkę w opłakanym stanie, ale z wciąż silną marką.

Do połowy lutego Aleksander Lesz ma oddać fotel prezesa Softbanku Mirosławowi Szturmowiczowi, obecnemu wiceprezesowi Prokomu. Wraz z prezesem w firmie zmienią się także inni członkowie zarządu i władz spółki, m. in. wiceprezes finansowy i dyrektor personalny. Zmiany nie będą zaskoczeniem. Po podpisanej w 2002 r. umowie przejęcia Softbanku przez Prokom było jasne, że wcześniej czy później gdyńska firma przejmie też zarządzanie warszawskim integratorem.

— Raczej wcześniej. Właściwie to już od dłuższego czasu faktyczną władzę w Softbanku sprawuje Prokom. Zmiany w zarządzie planowane są od dawna — mówi osoba zbliżona do obu spółek.

— Bez komentarza — odpowiada Beata Stelmach, członek zarządu Prokomu.

Dla analityków fakt zmian personalnych w Softbanku także nie jest zaskoczeniem.

— Ważne, żeby władze spółki miały umocowanie u jej strategicznego partnera. Aleksander Lesz stworzył ważną, silną firmę, ale ostatnich trzech lat nie może zaliczyć do sukcesów. Zmiana prezesa jest więc pozytywna dla spółki — komentuje Sobiesław Pająk, analityk CDM Pekao.

Trzy ostatnie lata rzeczywiście nie należały dla Softbanku do udanych. Spółka, która po wejściu na giełdę w 1998 r. była jednym z ulubieńców analityków i inwestorów, od 2000 r. zaczęła przeżywać poważne kłopoty finansowe i strategiczne. Kolejne zmiany zarządu, oddanie „na chwilę” władzy operacyjnej przez Aleksandra Lesza, programy naprawcze nie przynosiły efektów.

— Lata 1998 i 1999 były dla Softbanku znakomite. Fantastyczne wyniki finansowe, znakomita pozycja na rynku rozwiązań IT dla banków bardzo poprawiły wycenę akcji. Potem spółka popełniła kilka błędów, które doprowadziły ją do obecnego stanu. Najbardziej zaważyły na tym nietrafione inwestycje internetowe oraz niepotrzebna pogoń za zamówieniami publicznymi za wszelką cenę, bez dbałości o marże — mówi Sobiesław Pająk.

Na Internecie Softbank stracił ponad 100 mln zł, robione na siłę wyniki zachwiały płynnością finansową, a spółka nie miała pomysłu na biznes. Gdyby nie wejście Prokomu, mogłaby stanąć nawet na krawędzi bankructwa. Prokom nie tylko dał Softbankowi poważny zastrzyk kapitałowy (41,5 mln zł), pomógł upłynnić obligacje za 32 mln zł, ale też wyczyścił sytuację wewnętrzną, tworząc rygorystyczne rezerwy na utratę wartości aktywów. Porządki w spółce i otwarte informowanie o nich poprawiło wyraźnie notowania Softbanku i podbudowało zaufanie, którego wyraźnie wcześniej brakowało. Spółka otrzymała pozytywne rekomendacje oparte na dobrych perspektywach wynikających ze współpracy z Prokomem i zwiększonej szansy udziału w informatyzacji PKO BP.