Kac po roczniku 2010

Weronika Kosmala
opublikowano: 30-11-2017, 22:00

Rynek bordoskiego wina trzeźwieje i patrzy, jak najwyżej wyceniany rocznik przynosi właśnie inwestorom 40 proc. straty.

Kiedy rocznik 2010 zaczynał być dostępny w obiegu, było już lato następnego roku — ostatni tak gorący okres dla rynku bordoskich trunków przed spadkiem, dłużącym się przez następne cztery lata. Ceny od samego początku były o ponad 10 proc. mniej przystępne względem poprzedniego rocznika, a w stosunku do 2008 średnia była wyższa już o 229 proc.

Zobacz więcej

Fot. Bloomberg

Sprzedaż miała rosnąć, a niezaspokojony popyt jeszcze podnosić poprzeczkę, tymczasem rynek zareagował korektą i przeszacowane skrzynki potaniały po 20, 30, a nawet 42 proc. Od lata 2011 r. indeks pięciuset najbardziej poszukiwanych bordoskich win wspiął się jednak o 4,3 proc., a wina z pechowego rocznika zdrożały średnio o 5,6 proc. — podaje Liv-ex.

Taką informacją ostatecznie można byłoby się pocieszać, ale raczej w przypadku, gdyby inwestor odtworzył w swoim koszyku cały zmieniający się skład indeksu — nie pomijając takich châteaux jak Le Pin czy Pape Clément, które zdrożały po kilkadziesiąt procent. Rekordzista Le Pin kosztował podczas debiutu 18 tys. GBP (85 tys. zł) za skrzynkę dwunastu butelek, natomiast obecna cena to 35 tys. GBP (166 tys. zł), a więc prawie dwa razy tyle. Wino Pape Clément — które w zestawieniu z poprzednim nie wydaje się już tak absurdalnie kosztowne — zaprezentowało skok o prawie 63 proc., przy czym obecna stawka na giełdzie to 1,8 tys. GBP (8,5 tys. zł) za skrzynkę.

Przekornie, najgorzej poszło pewniakom, bo to właśnie słynne Lafite Rothschild potaniało z 12 tys. GBP (57 tys. zł) aż o 42,5 proc., dobitnie pokazując, jak zgubny potrafi być przedwczesny entuzjazm. Jak przy większości gwałtownych załamań zrzucanie winy wyłącznie na podażową stronę byłoby krótkowzroczne, bo oprócz ciasnego obszaru Bordeaux na trendy tego rynku wpływają ogromne Chiny. Po tym, jak ich polityka podatkowa poluźniła się w 2008 r., azjatyccy inwestorzy zaczęli zamawiać skrzynki z europejskimi winami na taką skalę, że ceny na londyńskiej platformie Liv-ex poszybowały.

Notowania odpowiedziały wtedy również na kompletne zniesienie wwozowych opłat za wina z Hongkongu — wskaźniki rosły więc wraz z oczekiwaniami, ale do momentu, w którym chińska polityka antykorupcyjna z powrotem przywołała je do porządku. Na pierwszy ogień poszły najśmielej przeszacowane klasyki, co w pewnym sensie rozjaśniło też sytuację tym inwestorom, którzy w obliczu kilkudziesięcioprocentowej straty uwolnili się od rozterki „trzymać dla zwyżki czy wypić”. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Kac po roczniku 2010