Kaczka w śnieżnej oprawie

Stanisław Majcherczyk
opublikowano: 2009-02-13 00:00

Coś nas podkusiło, aby wpaść do Zjednoczonego Królestwa. Korzystając z okazji, chcieliśmy zjeść coś autentycznie chińskiego w londyńskim China Town. Oblizywaliśmy się już na podniebieniowe ekstrawagancje, gdy nagle znaleźliśmy się w pogodowym cyklonie. Zgoda, lekko sypnął śnieg i było nawet może minus dwa. Ale żeby od razu zamarło lotnisko, metro i nie wyjechały autobusy? Żeby milusińskim ze względu na grozę sytuacji zakazano iść do szkoły?

Aby dotrzeć na lunch do upatrzonej wcześniej restauracji, przezornie ruszyliśmy o świcie. Byliśmy przygotowani. Przywieźliśmy z Polski kijki turystyczne, także gumowce. Brnąc w śniegowych koleinach, dotarliśmy w końcu do restauracji Harbour City. I chociaż przez całą drogę myśleliśmy tylko o legendarnym tam dim sum, patriotycznie zamówiliśmy w końcu kaczkę. Po pekińsku (nie po mongolsku) — cała za 27 funtów. Podano tradycyjnie — z gorącymi i z cieniutkimi naleśnikami, także z paseczkami ogórka i z aromatycznym sosem.

Poprosiliśmy o radę, co do niej zamówić z wina. Trudno się było dogadać, bo obsługa genetycznie nastawiła się na chiński. Zaproponowano beaujolais village. O dziwo, ta kombinacja francuzowi pasowała. Szkoda, że okazał się za ciepły. A można go było przecież szybko wystawić za okno.

Restauracja Harbour City

Soho, 46 Gerrard Street

Londyn