Kalendarzowe dmuchanie na zimne

opublikowano: 24-01-2019, 22:00

Nietknięcie ustawy budżetowej tym razem miało dodatkowe przyczyny kalendarzowe.

Błyskawiczne puszczenie 24 stycznia przez Senat (izba miała czas do 6 lutego) — stosunkiem 61:26, przy 13 nieobecnych — ustawy budżetowej na 2019 r. bez jakiejkolwiek poprawki było oczywistą oczywistością. Pod rządami tzw. dobrej zmiany taka jest dominująca forma aktywności Senatu, który zwłaszcza wobec ustaw najważniejszych dla PiS wykonuje dyrektywę i nie poprawia wychwyconych nawet przez senatorów partii rządzącej rażących błędów. Sprowadzając własną decyzyjność do zera, konstytucyjny organ potwierdza całkowitą zbędność swojego istnienia w III Rzeczypospolitej, która ma przecież ustrój unitarny, a nie federalny.

Zgodnie z partyjnym nakazem Senat nie wprowadził do ustawy budżetowej na 2019 r. jakiejkolwiek poprawki.
Zobacz więcej

Zgodnie z partyjnym nakazem Senat nie wprowadził do ustawy budżetowej na 2019 r. jakiejkolwiek poprawki. Fot. Andrzej Hulimka

Otóż procedura budżetu 2019 mocno spóźniła się w stosunku do wymagań konstytucyjnych. Rządowy projekt wpłynął do Sejmu 26 września 2018 r., zatem ukończona ustawa powinna trafić do Kancelarii Prezydenta RP najpóźniej 26 stycznia 2019 r. (realnie w pierwszy dzień roboczy — 28 stycznia). W art. 225 Konstytucji RP wisi zagrożenie, że jeśli parlament w ciągu czterech miesięcy się nie wyrobi, to „Prezydent Rzeczypospolitej może w ciągu 14 dni zarządzić skrócenie kadencji Sejmu”. Pierwsza izba planowo miała uchwalić budżet 14 grudnia, a 16 stycznia zakończyć już wszystko rozpatrzeniem poprawek drugiej. Harmonogram został jednak z niepojętych powodów zerwany, Sejm przegłosował budżet dopiero 16 stycznia, w związku z tym kolejne fazy musiały przebiegać w anormalnym tempie i Senat w ustawie tak fundamentalnej nie mógł tknąć nawet jednej cyferki. Wśród nieprzyjętych poprawek senatorów PO rozbrajająco naiwne okazały się wysiłki przywrócenia wysokości dotacji dla Europejskiego Centrum Solidarności. Ta znakomita placówka muzealno-edukacyjna znajduje się poza zasięgiem tzw. dobrej zmiany, dlatego rząd postanowił wziąć ją głodem.

Paradoksalnie, budżetowy pośpiech kalendarzowy PiS nie miał żadnego uzasadnienia. Czyżby prezes obawiał się, że usiłujący od czasu do czasu wybić się na niezależność Andrzej Duda może nagle skrócić kadencję? Takie pojawiające się ostatnio pogłoski były czystym absurdem. Po pierwsze — ratio legis dyscyplinującego art. 225 dotyczy nie krótkotrwałego spóźnialstwa, lecz rozsypki parlamentu, paraliżującej przyjęcie budżetu. Po drugie — zaskakujące wybory w marcu do Sejmu i Senatu, przed wyznaczonymi na 26 maja wyborami do Parlamentu Europejskiego, to niedorzeczność. W całych dziejach III RP możliwość przewidziana w art. 225 Konstytucji RP zaistniała tylko raz, przez kilkanaście godzin 13 lutego 2006 r. Wtedy budżet się spóźnił, czysto proceduralnie, więc Jarosław i Lech Kaczyńscy wykorzystali okazję i rozpuścili pogłoskę o skróceniu kadencji — w celu zdyscyplinowania krnąbrnych przystawek PiS, czyli LPR i Samoobrony. Cały dzień trwało sztuczne napięcie, złoty poleciał na łeb, zagraniczny dług Polski księgowo wzrósł o kilkaset milionów dolarów, ale równie szybko zmalał. Wieczorem świeży stażem prezydent łaskawca Lech Kaczyński wygłosił w telewizji oświadczenie „nie widzę przesłanek do skorzystania z artykułu 225 Konstytucji RP i skrócenia kadencji parlamentu”. Od tamtej zabawy braci państwowymi procedurami już nigdy nikomu nie przyszło coś podobnego do głowy. Chociaż — może prezes PiS obecnie jednak miał jakieś sygnały i dlatego postąpił jak w tytule… © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu