Kampania daleka od ucywilizowania

opublikowano: 22-08-2018, 22:00

Termin wyborów samorządowych 21 października, z dogrywką w części gmin 4 listopada, był oczywistością od wielu miesięcy.

Notabene cztery lata temu wójta/burmistrza/prezydenta dopiero w drugiej turze wybrało 35,9 proc. gmin/miast, zaś w pierwszej rozstrzygnęło to 64,1 proc. W tym roku dogrywek zapowiada się więcej. Niezależnie jednak od ich liczby, dwa możliwe teoretycznie późniejsze warianty wyborów samorządowych nie wchodziły w grę, zatem premier Mateusz Morawiecki odegrał rolę notariusza. W tych okolicznościach zastanawia, czemu gotowego od dawna rozporządzenia nie podpisał już 16 lipca, w pierwszym dniu możliwym prawnie, lecz przetrzymał długie cztery tygodnie, aż do 13 sierpnia.

Zobacz więcej

Fot. Adam Chelstowski-FORUM

Podpisowa opieszałość nie była przypadkowa, to element taktyki ekipy tzw. dobrej zmiany. Przecież im później zostało wydane i ogłoszone rozporządzenie premiera, tym dłużej mogła trwać tzw. prekampania, mająca charakter dzikiej wojny propagandowej bez jakichkolwiek zasad i norm. Na samym jej początku Państwowa Komisja Wyborcza wyraziła swoje zaniepokojenie, ale szybko się uciszyła i zajęła technicznymi przygotowaniami do wyborów. Notabene urzędowy start kampanii, która ruszyła 14 sierpnia, wielu jej obszarów nadal nie ucywilizował. Na przykład termin zgłaszania kandydatów na wójtów/burmistrzów/prezydentów upływa 26 września o północy, do czego trzeba doliczyć dwa, trzy dni na ich zarejestrowanie. I aż do tego momentu wszyscy rywalizujący np. o stanowiska prezydentów wielkich miast, namaszczeni od wielu miesięcy przez macierzyste partie, prawnie są… osobami prywatnymi. Dlatego nie ma podstaw np. wyliczanie przez oburzoną PO czasu antenowego, poświęcanego przez TVP gigantycznej promocji Patryka Jakiego — formalnie to jedynie… kandydat na kandydata na prezydenta Warszawy. Jednostronność i dyspozycyjność finansowanej z podatków tzw. narodowej anteny zapisze się w historii polskich mediów, zgłoskami nie złotymi, lecz raczej zardzewiałymi. Wiceminister sprawiedliwości na pstryknięcie palcami zajmuje o dowolnej porze dnia ekran TVP Info dla opowiadania coraz to nowych bajek o świetlanej przyszłości stolicy pod jego prezydenturą. Ten proceder będzie trwał jeszcze ponad miesiąc, aż do odebrania przez pełnomocnika komitetu PiS zaświadczenia o zarejestrowaniu jego kandydata. Ucywilizowana, ściśle rozliczana kampania medialna na antenach zwanych publicznymi przewidziana jest dopiero na ostatnie tygodnie przed głosowaniem, w dniach 6-19 października.

Innego typu anomalią obecnej fazy kampanii jest jej odejście od samorządności. Dla głównych partii ważne są z powodów polityczno-prestiżowych ratusze wielkich miast oraz tylko sejmiki wojewódzkie. Tymczasem te ostatnie organy tak naprawdę nie zasługują na miano samorządowych. Ze względu na ordynację wyborczą, od 1998 r. wykluczone było/jest zdobycie mandatu przez jakąkolwiek listę spoza partii centralnych, poza epizodycznymi osiągnięciami autonomicznego ruchu na Śląsku. Sejmiki generalnie są zbiorowiskami partyjnych kadr drugiego sortu, którym nie wyszło w innych wyborach. Niejeden z tych działaczy zdobycie 21 października 2018 r. mandatu potraktuje jako… trampolinę do kandydowania już 26 maja 2019 r. do Parlamentu Europejskiego, a gdy się nie uda — to później jesienią do Sejmu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Kampania daleka od ucywilizowania