Kampania moralnego niepokoju

Adam Sofuł
25-09-2007, 00:00

Jesienią 2005 r. nikt się nie spodziewał, że połączoną prezydencko-parlamentarną kampanię wyborczą będziemy wspominać z łezką w oku. Pustoszała lodówka, znikały pluszaki, a jednak trudno sobie przypomnieć w najnowszej historii Polski kampanie, w której tak dużo mówiono o podatkach i gospodarce. Dziś podatki i gospodarka zeszły na najdalszy plan. Wszystkie partie postawiły na kampanię wizerunkową w oryginalnym wydaniu. Nie chodzi o poprawę swojego wizerunku, ale o zszarganie rywali.

Kampania odbywa się według schematu „Prawo i Sprawiedliwość kontra reszta świata” — skądinąd to PiS skutecznie zaproponowało taki model debaty. Dlatego w telewizyjnych reklamówkach będących połączeniem filmu gangsterskiego z kinem moralnego niepokoju PiS straszy swoim odejściem od władzy i powrotem skorumpowanych biznesmenów i polityków oraz elit nierozumiejących prostego człowieka, a PO straszy PiS-em, by po chwili uspokajać odbiorców wizją wyłaniających się ze światłości Donalda Tuska lub Julii Pitery. W grze o władze wszystkie chwyty dozwolone, więc w telewizyjnym serialu wyborczym wiele jeszcze przed nami.

Programów wyborczych nikt nie czyta — twierdzą zgodnie sztabowcy wszystkich ugrupowań. Pewnie słusznie. Taktyka gry na emocjach wyborców jest skuteczniejsza. Wieczorem 21 października urny wyborcze zostaną zamknięte i gra na emocjach już nie wystarczy. Niewiele wskazuje na to, by partie — zaabsorbowane kręceniem kolejnych reklamówek i wykupywaniem powierzchni reklamowych — miały plany działania po wyborach.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Kampania moralnego niepokoju