Bytom nie ma pieniędzy na rozwinięcie skrzydeł. Po pierwszych oznakach finansowej poprawy będzie chciał ich poszukać na rynku.
Zarząd Bytomia, notowanych na giełdzie zakładów odzieżowych, prowadzi wstępne rozmowy z inwestorami finansowymi, którzy są zainteresowani zakupem akcji kontrolowanej dziś przez osoby fizyczne (w tym kadrę zarządzającą) spółki.
— To krajowi inwestorzy finansowi. Od pewnego czasu zauważam większe zainteresowanie naszą spółka — mówi Tomasz Sarapata, prezes Bytomia i właściciel niespełna 10 proc. kapitału spółki.
Boom na lekkie akcje
Od niedawna akcje Bytomia są wyceniane w atrakcyjnym systemie notowań ciągłych. Spółkę zauważyli już giełdowi inwestorzy, którzy kupując jej akcje wywindowali kurs w ciągu ostatniego miesiąca o 45 proc., do około 9,5 zł. Sektor lekki, wcześniej krytykowany przez giełdowych specjalistów, teraz znalazł się w orbicie zainteresowań także inwestorów finansowych. Spółki związane z grupą PZU są głównymi rozgrywającymi w Vistuli i Wólczance. Te dwie firmy mogą jednak pochwalić się zdecydowanie lepszą kondycją finansową. Bytom wciąż balansuje na granicy utraty płynności finansowej i potrzebuje dokapitalizowania.
— Na razie nawet trudno myśleć o kierowanej emisji akcji. Pieniądze potrzebujemy, ale musimy przekonać inwestorów wynikami finansowymi — dodaje Tomasz Sarapata.
Spółka chce w tym roku dojść do rentowności na poziomie produkcji ubrań. W pierwszym kwartale przy sprzedaży 8,1 mln zł firma zanotowała 400 tys. zł straty netto i 200 tys. straty operacyjnej. Ta druga do końca roku ma zamienić się w zysk.
— To jakościowa zmiana, bo w ubiegłym roku straciliśmy na podstawowej działalności 2 mln zł — dodaje prezes Bytomia.
Powrót do Niemiec
Jego zdaniem, łatwiej byłoby wyjść na prostą, gdyby nie brakowało środków obrotowych na produkcję. Bez tego jednak jej poziom też wzrasta.
— W poszczególnych kwartałach sprzedaż rośnie o kilkadziesiąt procent w porównaniu z rokiem poprzednim. Tak będzie też w drugiej połowie. Staniemy na nogi przy produkcji rzędu 50 tys. garniturów. Przez pierwsze półrocze wyprodukowaliśmy ich 15-18 tys. — wyjaśnia Tomasz Sarapata.
Firma ma pięć sklepów własnych i ponad 100 współpracujących. Od 1 maja w Berlinie działa także pierwszy sklep zagraniczny i biuro handlowe.
— Chcemy odzyskać rynek niemiecki, bo to na nim Bytom wzrastał. Poza sprzedażą pod własną marką proponujemy też tzw. szycie uszlachetniające — dodaje prezes Bytomia.
Spółka liczy, że jeszcze w sierpniu uda się jej uzyskać pierwsze kontrakty zagraniczne. Od czasu ich podpisania do realizacji mija około pół roku.