Kapitał spekulacyjny pomógł w walce ze światową bessą
Polski rynek kontynuował w zeszłym tygodniu wzrosty na przekór całemu światu i bez względu na bardzo zły stan naszych finansów.
Z Ameryki
To był fatalny tydzień dla inwestorów na całym świecie z wyjątkiem Polski. Indeks S&P 500 spadł do poziomu bliskiego 3-letniemu minimum, a NASDAQ zbliżył się do średnioterminowego dna. Jesienna bessa w pełni. Powodem były oczywiście obawy o stan gospodarki i zyski spółek.
Dane o aktywności gospodarczej (NAPM) były lepsze od oczekiwań. Jednak jeden miesiąc poprawy NAPM hossy nie czyni. Reakcja na tak niespodziewanie dobre dane o zwiększeniu aktywności gospodarczej była złym sygnałem. Nawet neutralny rynek nie powinien reagować spadkiem na dane mogące być początkiem powrotu gospodarki na ścieżkę wzrostu. Okazało się też, że mocno trzymający się do tej pory sektor usług uległ recesji. NAPM w usługach spadł z 48,9 do 45,6. To może być nawet ważniejsze od NAPM w sektorze produkcyjnym, ponieważ usługi są bliższe konsumentów, a właśnie konsument amerykański i jego postawa jest kluczowa dla gospodarki.
Rośnie bezrobocie
Piątkowe dane o bezrobociu (4,9 proc.) podziałały na rynek bardzo źle. Nawet, gdyby nastąpiło ożywienie gospodarcze to bezrobocie nie będzie spadać ponieważ firmy zwalniające pracowników nie zaczną znowu zatrudniać zanim nie dojdą do wniosku, że koniunktura naprawdę i na stałe się poprawiła. Rosnące bezrobocie wpływa na zaufanie konsumentów - zmniejsza się popyt wewnętrzny – na skutek tego zmniejszają się zyski spółek – spadają kursy i indeksy na giełdzie, rośnie bezrobocie. W konsekwencji zmniejsza się zamożność konsumentów i ich zdolności kredytowe... i koło się zamyka. Próbą rozerwania tego błędnego koła są obniżki stóp oraz podatków. Problem w tym, że Amerykanie wcale nie biegną do sklepów, a oszczędzone dzięki cięciom podatkowym pieniądze traktują jako oszczędności, albo spłacają swoje ogromne zadłużenie.
Niepokojące jest, że członkowie Fed są zaskoczeni tym, iż gospodarka nie rusza z miejsca. Np. prezes Banku Dallas R. McTeer powiedział, że ożywienie już nadchodzi i wypatrywał jego oznak. Teraz nie podjął się określenia terminu w którym można oczekiwać wyjścia z obecnej sytuacji. Oczywiście, że takie dane makro na 100 proc. spowodują podjęcie decyzji w październiku o ósmej obniżce stóp. Tyle tylko, że wiara w obniżki powoli zanika, a zaczyna się szukanie powodów, dlaczego nie działają, co zmniejsza siłę oddziaływania każdej kolejnej akcji Fed.
Krytyka Greenspana
Nasila się krytyka posunięć szefa Fed Alana Greenspana. Mówi się, że za bardzo podniósł stopy i za późno zaczął je obniżać. Teraz każdy jest mądry, ale ja nie widziałem takich głosów w czasie działania Fed. Jest to o tyle niedobre, że jeśli krytyka się nasili to Amerykanie przestaną wierzyć w nieomylność Greenspana i w to, że działania Fed dadzą w końcu pozytywny wynik. Ja już od paru tygodni wstrzymuję się z pisaniem o pogłoskach, ale już kilka tygodni temu CNBC poinformowała, że szef Fed może odejść z końcem roku. Sam Alan Greenspan przed wyborami prezydenckim mówił, że nowy prezydent ma prawo wyboru szefa Fed. Oczywiście nie ma ludzi niezastąpionych, ale jest to o tyle istotne, że odejście, czy prawie pewność odejścia tak ważnej postaci, będzie się kojarzyła z przyznaniem się do błędu, co może wywołać panikę.
W tym tygodniu uderzeniową dawkę danych rynek dostanie w piątek. Warto jednak spojrzeć na dane poniedziałkowe o kredycie konsumenckim. Ciekawe czy spadek tego kredytu był jednorazowy, czy też zaczął się jakiś trend. Jeśli znowu spadnie lub tylko nieznacznie wzrośnie to można poważnie zacząć się obawiać scenariusz opisanego przeze mnie tydzień temu. W piątek będą dane o inflacji PPI, dynamice sprzedaży detalicznej, wykorzystaniu potencjału produkcyjnego, dynamice produkcji przemysłowej i wstępne dane o indeksie nastroju Uniwersytetu Michigan. Możliwości kombinacji jest tyle, że nie ma sensu tego analizować. Jedno jest pewne: inwestorzy na całym świecie muszą się modlić, by przypadkiem wszystkie te dane nie były gorsze od oczekiwań.
Złe sygnały
W obrazie technicznym widać same złe sygnały. DJIA przełamał wsparcie na 9900 pkt. (teraz to opór) i ruszył do 9400. Na wykresie długoterminowym wsparciem jest 9200. S&P 500 wyłamał się z kanału trendu spadkowego i doszedł do marcowego dna, a w cenach zamknięcia je przełamał. Droga do 950 pkt. jest otwarta. W przypadku odbicia opór to 1130 pkt. NASDAQ naruszył jedynie wsparcie na 1700 pkt. Teraz wsparciem jest 1620, a oporem w razie odbicia 1830. Jeśli wsparcie zostanie przełamane to otwiera się droga do 1200 pkt.
Problemem jest to, że olbrzymia większość społeczności giełdowej oczekuje testu marcowego dołka na indeksach i liczy na formację podwójnego dna. Jednak skoro takie są ogólne oczekiwania to szansa na ich spełnienie jest prawie żadna.
W tym tygodniu, oprócz super-piątku, najważniejsze będą ostrzeżenia bądź potwierdzenia prognoz płynące ze spółek. To już pełnia sezonu na takie informacje. Warto również zwrócić uwagę na poniedziałek. Od dawna już nikt nie mówi o krachu w USA. Tyle razy już się o tym mówiło, że nie ma odważnych do stawiania takich prognoz. I to jest właśnie niebezpieczne, a krach zdarza się właśnie wtedy, gdy mało kto się go spodziewa. Z powodów psychologicznych najgorszy jest poniedziałek (za dużo czasu na myślenie w weekend). W każdym razie, jeśli krachu nie będzie (bardziej logiczny byłby za tydzień) to i tak trend w USA jest ustalony, mimo że z powodu wyprzedania rynku mogą nastąpić dzikie i mocne odbicia.
Z Polski
Polski rynek kontynuował w zeszłym tygodniu wzrosty na przekór całemu światu i bez względu na bardzo zły stan naszych finansów. Ja uważam, że również gospodarki, ale oficjalne czynniki starają się to wyciszyć, a niektóre banki inwestycyjne wyraźnie w to wierzą. Dziwne tylko, że nie dostrzegają objawów światowej bessy i oznak recesji. Nasza działalność gospodarcza nie rozwija się na Marsie.
Wyborcza hossa
Teraz mamy do czynienia z sytuacją, kiedy nasze fundusze zrobiły początek - przedwyborczy wzrost (a może i przed następnym porównaniem rentowności inwestycji). Poza tym kilka dużych spółek miało pod co zagrać. Oczywiście jakiś pretekst zawsze się przyda, ale tak serio to chodzi o to tylko, by spółka była duża i płynna. Okazję zobaczył fundusz (lub fundusze), które fruwają po świecie w poszukiwaniu szybkich zysków i to jest całe wytłumaczenie. Ci bardziej odpowiedzialni wyszli po naszych zawirowaniach z budżetem, ale mogli przyjść bardzo szybcy i niebezpieczni.
Naprawdę nie radzę szukać powodów, dla których rynek wzrasta. Wzrasta, bo jest maleńki, łatwo nim ruszyć i sporo zarobić. Rynek polski dla świata jest czymś takim jak najmniejsza spółka giełdowa dla całej GPW.
Dla porządku trzeba odnotować posiedzenie Rady Gabinetowej i Sejmu w sprawie budżetu. Niczego nowego to nie wniosło, bo nie mogło.
Warto zastanowić się nad planem Marka Belki, o ile taki istnieje. Ważne i chyba pewne jest to, że Marek Belka podjąłby się roli uzdrowiciela finansów pod dwoma warunkami. Jeden z nich to powierzenie mu kierowania zarówno finansami, jak i gospodarką. Jak myślę z tym problemu nie będzie. Drugi to samodzielne rządzenie SLD-UP bez dodatkowych koalicjantów. Oczywiste jest, że w sytuacji zagrożenia recesją na świecie i kryzysem finansów w Polsce rząd musi być bardzo silny i mieć poparcie Sejmu i prezydenta. I nie ma specjalnie znaczenia jakiej opcji politycznej będzie to rząd. Warunek słuszny, ale do 23 września nie ma możliwości sprawdzenia, czy realny. Do tej daty wypowiedzi prof. Marka Belki można czytać z zainteresowaniem, ale nie ma najmniejszej pewności, że właśnie on zostanie ministrem finansów.
Bez reakcji
Do wyborów wpływ tego co mówią rządzący i informacje o budżecie będą miały bardzo ograniczony wpływ. Dlatego też złoty jest mocny i waha się w stosunku do dolara tak, jak euro. Nie wzmacnia się mimo ostatecznej decyzji o sprzedaży TP SA. Po prostu środki za pakiet akcji mają nie przepływać przez rynek walutowy. Nie można było tak robić wcześniej? Ciągle powtarzam, że oczekiwania, iż po wyborach będzie lepiej są niesłuszne. Nie chodzi mi o to, że nowy rząd będzie gorszy od obecnego. Jednak z całą pewnością nowa ekipa odmaluje stan finansów i gospodarki w dużo czarniejszych barwach, niż to jest opisywane obecnie. Muszą to zrobić, by uzyskać zezwolenie społeczne na twarde i niepopularne działania i pokazać poprawę. A to podziała negatywnie na rynki finansowe.
Niemiłe informacje płyną z Ameryki Łacińskiej. W Argentynie bank centralny zwiększył ilość gotówki, którą zasila banki komercyjne do wartości największej od 1991 r., co jest niezbędne, by wydobyć gospodarkę z recesji. Niestety nie widać skutku takiego działania. Stopy nie spadają. W Meksyku szef banku centralnego Guillermo Ortiz powiedział, że PKB w 2001 roku wzrośnie o mniej niż jeden proc. (rok temu było 6,7 proc.). Sytuacja w Argentynie szybciej się zaostrzy niż się nam wydaje i będzie to miało wpływ na naszą walutę.
Problem indeksów
W związku z sytuacją na świecie pooglądałem sobie indeksy większych giełd i skóra mi ścierpła. Na wielu z nich tworzą się olbrzymie formacje RGR, która na WIG wypełniła się już dawno. W tej chwili bylibyśmy w końcówce G. To optymistyczne, bo oznacza, że mamy szansę na duże wzrosty z przełomem roku. Jednak jeśli formacja się wypełni to od 2003 roku zacząłby się dramat równy temu z 1929 roku. Nie twierdzę, że warto się tym teraz przejmować, ale nie zaszkodzi co parę miesięcy popatrzeć na indeksy pod tym kątem.
Obraz techniczny rynku jest ciekawy, ale obawiam się, że na tak maleńkiej giełdzie jak nasza, przy ataku kapitału spekulacyjnego, analiza techniczna nie musi wcale się sprawdzać. Cenowy i WIG jest praktycznie bez zmian. Oporem na WIG jest 14 500 pkt. WIG-20 doszedł do oporu na 1200 pkt. Test tego obszaru (1200–1230 pkt.) jest szalenie istotny. Przełamanie otwierałoby drogę do ruchu w kierunku górnego ograniczenia kanału trendu spadkowego (okolice 1280 pkt.). Krótkoterminowym wsparciem jest 1170, wsparciem 1115 i oczywiście 1060. Książkowym rozwiązaniem odwracającym trend spadkowy, byłby spadek do 1115, powrót do 1200, przebicie tego poziomu i utworzenie formacji odwróconej RGR.
Nie wiem jakie założenia i horyzont czasowy ma kapitał, który napłynął na nasz rynek. Wykorzystuje on spokój na naszym rynku walutowym i nadzieje przedwyborcze oraz plotki z dużych spółek. Gdyby na świecie się uspokoiło, to wzrost jest możliwy nawet do dnia wyborów. Jednak jeśli rynki światowe runą w przepaść, to nie ma możliwości, by nasz im nie towarzyszył. Zakładam, że kapitał zachowa spokój do momentu testowania dna na NASADA i 9400 na DJIA. Jeśli to zostanie przełamane, to czekają nas duże spadki.