Kapustę zmieniają w delikates

Michalina SzczepańskaMichalina Szczepańska
opublikowano: 2015-03-18 00:00

POMYSŁ NA BIZNES: Firma Brassica tracące nieco popularność warzywo wprowadza na półkę premium

Polacy jedzą coraz mniej kiszonej kapusty, bo ta dostępna w sklepach jest po prostu niesmaczna — uznał Grzegorz Raczkiewicz, grafik komputerowy. Rozkręcił więc biznes kapuściany z technologiczną nowinką w postaci specjalnego opakowania.

SEKRET OPAKOWANIA:
SEKRET OPAKOWANIA:
Grzegorz Raczkiewicz, założyciel Brassici, rozwiązał problem przechowywania kiszonej kapusty bez konserwantów. To możliwe dzięki nowatorskiemu opakowaniu. Warzywo z Małopolski trafia do sklepów ze zdrową żywnością, także za granicą.
T. GOTFRYD

Kapuściana stolica

3,76 kg — tyle Polak zjadł kiszonej kapusty w 2010 r. W zeszłym prawie 1,5 kg mniej, jak podaje Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ).

— Sprzedajemy w tej chwili kilka ton tygodniowo i liczba ta cały czas rośnie, więc statystyki też muszą drgnąć — mówi Grzegorz Raczkiewicz, założyciel firmy Brassica, która konfekcjonuje i handluje kapustą charsznicką, produktem z małopolskiej gminy Charsznica, określanej mianem kapuścianej stolicy Polski. To tu kapusta nazywana jest „zielonym złotem”, produkuje się ją od 600 lat, a na corocznych dniach kapusty wybiera się króla i królową — liderów kapuścianej produkcji z około tysiąca gospodarstw. — Pomysł na sprzedaż kiszonej kapusty z tego regionu — ale bez żadnych konserwantów — i zbudowania kapuścianej marki narodził się pięć lat temu. Jednak znalezienie opakowania, które nie dopuści do psucia się produktu pomimo braku substancji chemicznych, które zatrzymują proces fermentacji, zajął długie miesiące. Oczywiście można kapustę np. pasteryzować, ale to odbiera jej część właściwości zdrowotnych, a Brassica miała być czymś, czego na rynku dotychczas nie było — opowiada Grzegorz Raczkiewicz.

Kluczowy okazał się wentyl

— Zagraniczny producent wentyli do opakowań wypuścił na rynek ciekawostkę przeznaczoną właśnie do produktów kiszonych. Trzymanie kapusty w workach bez wentylacji doprowadziłoby do ich wybuchu. Odpowiednio zaprojektowane papierowo-foliowe opakowanie z wentylem zaraz zastrzegłem, bo to rewolucja, choć na mikroskalę branży kapuścianej — opowiada twórca Brassici. Producent kiszonej kapusty ponadto chwali się certyfikatem Global G.A.P (Global Partnership for Good Agricultural Practice), czyli dobrowolnym ograniczeniem do niezbędnego minimum stosowania środków ochrony roślin i nawozów, oraz wpisem na ministerialnej liście produktów tradycyjnych.

Kapusta na Kubie

— Odmiany i sposób uprawy w Charsznicy kosztują rolników około trzy razy więcej niż w przypadku większości kapusty dostępnej na rynku. Do tego dochodzą koszty odpowiedniego pakowania. Dlatego też nasza już ukwaszona kapusta jest produktem z półki premium — 1 kg (zależnie od marży narzuconej przez sklep) — kosztuje od 7 do 11 zł — tłumaczy Grzegorz Raczkiewicz. Przekonuje, że cena jednak nie zniechęca odbiorców.

— Kiszona kapusta regeneruje nasz układ odpornościowy dzięki zawartej w niej mikroflorze bakteryjnej, a konsumenci coraz częściej zwracają uwagę właśnie na zdrowotne walory produktów. Korzystamy więc z tej rosnącej świadomości — twierdzi szef Brassici. Wysyła już kapustę za granicę. Na razie za Polakami — do Irlandii, Wielkiej Brytanii i USA. W kraju charsznicki produkt dostępny jest głównie w sklepach ze zdrową żywnością, małych sieciach i pojedynczych sklepach.

— Jeszcze nie udało nam się wejść do sieci handlowych. Rozmowy się toczą, ale nie chcemy pojawiać się tam za wszelką cenę. Chwalimy sobie mniejsze placówki, gdzie sprzedawca zna klienta i z nim rozmawia. W ten sposób powoli zbudowaliśmy ogólnopolską obecność i choć jesteśmy małą firmą, zrobiliśmy trochę szumu, robiąc konkurs dla naszych konsumentów, w którym do wygrania była warta 25 tys. zł wycieczka na Kubę. To pokazuje, że mały gracz nie jest skazany na przegraną pomimo konsolidującego się handlu — opowiada Grzegorz Raczkiewicz. Zaczęło się od kapusty, ale jeszcze w tym roku pod marką Brassica mają pojawić się na półkach kolejne zdrowe warzywa. — Na razie będą to marchewka, burak i cebula — zapowiada Grzegorz Raczkiewicz.