Wśród spółek, których akcje zachowują się znacznie gorzej od rynku, jest Hygienika. W trakcie ostatnich trzech sesji ich wartość stopniała o 11 proc., podczas gdy WIG zyskał około 1 proc. Od ceny emisyjnej, która jest jednocześnie historycznym maksimum (15 zł), kurs firmy spadł już o 28 proc. Powód przeceny jest oczywisty: producent wyrobów higieny osobistej zredukował prognozy finansowe, na podstawie których inwestorzy w maju zapisywali się na akcje w ofercie publicznej.
Hygienika nie jest pierwszym nowicjuszem, który rozczarowuje inwestorów. Niestety, wiele wskazuje na to, że i nie ostatnim. Do rewizji prognoz może zostać zmuszony Redan, zbierający jeszcze do niedawna pochlebne recenzje. Okazuje się, że wykorzystując hossę, warszawski producent pieluch i inni debiutanci dyktowali bardzo wygórowane ceny emisyjne. Pół biedy, gdyby spółki potrafiły udowodnić później, że warto było ponieść ryzyko. Tymczasem firmy, które nie zawiodły inwestorów, można policzyć na palcach jednej ręki.
Na razie gorsza atmosfera wokół niedawnych nowicjuszy nie szkodzi kolejnym debiutantom. Jednak sytuacja ta nie będzie trwać w nieskończoność. Inwestorzy przełknęli już kilka bardzo gorzkich pigułek. Ryzyko inwestycji w pierwsze oferty publiczne rośnie. Dlatego kolejni chętni do wejścia na parkiet będą musieli zaoferować dyskonto cenowe. Inaczej muszą liczyć się z fiaskiem emisji.
Nierealne prognozy wyników finansowych, na których podstawie spore grono spółek sprzedało akcje, powinny dać do myślenia nie tylko inwestorom, ale również Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. Redukcja prognoz powinna w takich przypadkach być karalna. Zwłaszcza że na tych co najmniej nieetycznych działaniach tracą inwestorzy giełdowi, bo oni ponoszą największe ryzyko.