Porównanie opakowania soku Karotka i Karotella przypomina — znaną choćby z „Przekroju” — zabawę w „znajdź różnice”, w której dwa obrazki z pozoru wyglądają tak samo — odmienne są tylko mało istotne szczegóły. Podobieństwo obu opakowań — i ich zawartości — doprowadza do furii Marka Moczulskiego, prezesa Agros Fortuna, właściciela marki Karotka.
— Korzystają z naszej renomy na rynku i nie wydają na reklamę swoich soków ani złotówki! — wyrzuca z siebie.
Trudno się dziwić irytacji. Sprzedaż Karotki załamała się — dosłownie — z miesiąca na miesiąc po wprowadzeniu na rynek Karotelli. W styczniu zeszłego roku zakupy klientów, którzy wybrali Karotkę, wzrosły o ponad 37 proc. (i aż o 60 proc. w grudniu 2001!), ale w lutym były o 40 proc. niższe od poziomu z lutego 2001 r. Winą za ten kryzys Agros obarcza oczywiście Maspex, który na początku zeszłego roku wprowadził na rynek Karotellę — w opakowaniu „łudząco podobnym” do produktu Agrosu.
— Odrzucamy oskarżenia o podobieństwo z Karotką! Obydwa opakowania wystarczająco różnią się między sobą — twierdzi Krzysztof Pawiński, prezes Maspexu Wadowice. Jego firma — podkreślił — wydała 9 mln zł na promocję nowego soku.
Awantura trafiła oczywiście do sądu. Rozsierdzony prezes Moczulski nadział się jednak na niespodziewaną kontrę Krzysztofa Pawińskiego.
Agros rozesłał bowiem pisma przedprocesowe do producenta Karotelli oraz około 20 dystrybutorów tego soku w całej Polsce, domagając się zaprzestania „czynów nieuczciwej konkurencji”. Taki krok — po zlekceważeniu upomnienia przez adresatów — umożliwiał wniesienie sprawy do sądu.
Jakież było zdziwienie w sztabie prawniczym Agrosu, kiedy okazało się, że Maspex wykorzystał procedurę prawną do kontrofensywy. Producent Karotelli wniósł oto pozew do krakowskiego sądu, w którym domagał się zakazu nakłaniania przez Agros dystrybutorów do wycofania z obrotu soku konkurencji i uznania, że próbuje on w ten sposób firmie z Wadowic ograniczyć dostęp do rynku. I sprawę wygrał (wydano nieprawomocne postanowienie tymczasowe)!
Zanim jednak do tego doszło, Agros wytoczył 16 spraw przeciw dystrybutorom Karotelli, domagając się zabezpieczenia — na czas procesu — soków i opakowań Karotella (oraz Carotella) oraz zakazu ich sprzedaży i wprowadzania do obrotu.
— Karotka jest marką renomowaną (rozpoznawaną przez co najmniej 50 proc. konsumentów — red.) i podlega szczególnej ochronie. Karotella jest do niej łudząco podobna: ta sama oprawa graficzna, te same znaki, nawet zawartość witamin jest eksponowana tak samo i w tym samym miejscu opakowania! — mówi Jolanta Kalecińska-Porucznik, radca prawny z reprezentującej interesy Agrosu Fortuna. Aby nie pozostać gołosłownym, pokazuje fotosy obu opakowań.
Od czasu rozpoczęcia sprawy Maspex zdecydował się jednak na istotną zmianę oznakowania swego wyrobu. Karotella zmieniła też nazwę na Carotella.
— Podejrzewamy, że to element strategii Maspexu. Najpierw Karotella była bardzo podobna do Karotki, a po odebraniu klientów Agrosowi Fortunie, firma zamienia K na C i wygląd opakowania, by utrudnić dochodzenie praw naszemu klientowi — mówi mecenas. Wygląda na to, że ma rację.
Maspex zarejestrował w urzędzie patentowym najpierw Carotellę, a dopiero później Karotellę. Prawnicy Agorsu sądzą zatem, że wprowadzenie literki C mogło być z góry zakładane.
— Bzdury! — kwituje prezes Maspexu. — Nazwa jest podobna, ale tylko w rdzeniu. Karot wywodzi się z łaciny i oznacza marchewkę. Agros nie może rościć sobie prawa do wyłączności tego rdzenia. Nawet Coca-Cola przegrała podobną sprawę z Pepsi. To chyba naturalne, że produkując sok z marchewki, jabłek i bananów umieszczamy ich wizerunek na opakowaniu. Przecież to nasz obowiązek... — mówi Krzysztof Pawiński. Jego zdaniem, Maspex — idąc za radą prawników — zgłosił w urzędzie patentowym obydwie nazwy soku (przez C i K), gdyż fonetycznie brzmią tak samo. — W ostatnim czasie zmieniliśmy nazwę produktu na Carotellę, ponieważ wysyłamy soki do Czech i Węgier, a tam tylko taka pisownia jest prawidłowa — wyjaśnia.
W czternastu na 16 wytoczonych spraw przeciw dystrybutorom soku C/Karotella Maspex zdołał przekonać sąd do swoich racji.
— To jest linia, którą wybrał Agros... Ponieważ w Polsce nie ma prawa precedensu, wytacza sprawy naszym dystrybutorom przed różnymi sądami. Liczy widocznie na to, że dystrybutorów nie będzie stać na ochronę prawną. My jednak otoczyliśmy kooperantów opieką i zapewniliśmy im ochronę interesów w sądach — mówi Pawiński.
Kilkakrotnie Agros Fortuna przekonał sąd do swoich racji. I mimo, że prezes Pawiński twierdzi, że jego firma uzyskała przewagę procesową, prawdopodobieństwo rzucenia Maspexu na deski wzrasta. W maju 2002 roku Sąd Okręgowy w Bydgoszczy zakazał Kujawskiemu Centrum Dystrybucji Maspex--Tymbark wprowadzania do obrotu soków C/Karotella. We wrześniu Agros uzyskał zakaz przeciwko całemu Maspexowi (30 grudnia orzeczenie to poparł również sąd apelacyjny w Gdańsku). Oznacza to, że Maspex nie może wprowadzać na rynek ani Carotelli, ani Karotelli do czasu zakończenia procesu.
Maspex jest innego zdania. 17 stycznia sąd w Bydgoszczy uchylił bowiem swoje pierwsze postanowienie dotyczące dystrybutora. Spółka uważa, że na tej podstawie zwolniony z zakazu będzie również Maspex.
Strony są zgodne co do jednego. 5 grudnia 2002 r. sąd w Koszalinie oddalił wyrokiem sądowym (to jedyny wyrok jaki zapadł w tej sprawie — pozostałe to „tylko” zarządzenia tymczasowe) powództwo Agrosu przeciwko jednemu z dystrybutorów. Prawnicy Fortuny zamierzają złożyć apelację.
Ewentualna przegrana w sądzie nie przekreśla jednak szans Maspexu. Zakończy się jedna runda, a — być może — zacznie druga. Wystarczy, że Maspex znowu zmodyfikuje opakowanie swego soku i zmieni nazwę na np. Carotelka i cała zabawa zacznie się od nowa. Zresztą w sklepach już pojawiła się Carotella Plus...
Dr Krystyna Szczepanowska-Kozłowska
szef departamentu własności intelektualnej
Kancelaria Linklaters Warszawa
- Często spotykam się z opinią, że nie warto prowadzić procesu o naruszenia praw do znaków towarowych: szkoda czasu i pieniędzy. Wyrok po kilku latach postępowania nie ma już znaczenia. Ale — na razie — nie ma skuteczniejszej metody niż droga sądowa. Znak towarowy, który powoduje, że klienci sięgają po oznaczony nim wyrób, to nierzadko najcenniejszy składnik przedsiębiorstwa. Jak wynika z raportu opublikowanego w 2001 r. przez „BusinessWeek”, najdroższym znakiem towarowym jest Coca-Cola (wartość 68 mld dol.!). Ci, którzy nie reagują na naruszenia ich znaków towarowych, muszą się liczyć, że będą się powtarzały. Obecność „podróbek” zniechęca też nabywców do kupna produktów, oznaczonych „pierwotnym” znakiem — nie są nigdy pewni, co kupują. Niekiedy tolerowanie naruszeń może również prowadzić do wygaśnięcia prawa ochronnego na znak towarowy. Dlatego nie ufałabym opiniom, że postępowania sądowe niewiele dają, gdyż nawet po korzystnym rozstrzygnięciu nie zrekompensują szkód. Dają one znacznie więcej, gdyż tak naprawdę pośrednio kreują wizerunek znaku towarowego.
A to zawsze przekłada się na pieniądze.
