Żaden z największych producentów aut nie spełni unijnych wymogów w zakresie emisji dwutlenku węgla — wynika z analizy PA Consulting. Posypią się kary — łącznie aż 14,5 mld EUR. Obowiązujące w UE przepisy dotyczące emisji CO 2 są najbardziej rygorystyczne na świecie. Każdy producent samochodów ma wyznaczony konkretny cel, aby do 2021 r. auta w Europie emitowały średnio mniej niż 95 gramów CO 2 na kilometr. Przekroczenie indywidualnych limitów (ustalonych m.in. na podstawie średniej masy floty) będzie karane grzywną wynoszącą 95 EUR za każdy nadmiarowy gram CO 2 razy liczba sprzedanych aut. Twarde prawo skłoniło producentów do rozwoju nisko- i zeroemisyjnych napędów.
— Aby osiągnąć ambitny cel dotyczący CO 2, Grupa Volkswagenrozpoczęła ofensywę elektryczną. Od tego roku sprzedaż pojazdów zelektryfikowanych [chodzi o różne napędy, m.in., hybrydowy i hybrydowy plug-in — red.] oraz elektrycznych znacznie wzrośnie. Jednocześnie wdrażamy szeroko zakrojone działania techniczne dla pojazdów napędzanych konwencjonalnie w celu dalszego znacznego ograniczenia emisji CO 2, np. łagodną hybrydę — mówi Tomasz Tonder z VGP.
W ubiegłym roku udział samochodów elektrycznych w europejskiej sprzedaży grupy wynosił około jednego procenta, w tym roku ma wzrosnąć czterokrotnie.
— W 2025 r. planujemy udział na poziomie ponad 20 proc. Duża część tej produkcji będzie sprzedawana w Europie. Ponadto wprowadzimy wiele nowych modeli z układem napędowym PHEV — podkreśla Tomasz Tonder.
„VW planuje 70 zelektryfikowanych modeli we wszystkich swoich markach. Celem jest sprzedaż miliona pojazdów rocznie na całym świecie do 2021 r., (...) 20 milionów w 2025 r. Pomimo tych ambitnych planów (...) Volkswagen spóźnia się z elektryfikacją i istnieje znaczne ryzyko, że nie osiągnie celów” — czytamy w raporcie PA Colsulting.
Na podstawie analizy obecnych tendencji firma szacuje, że emisja CO 2 w VGP spadnie do 109,3 g w 2021 r., podczas gdy indywidualny limit to 96,6 g. To oznacza, że producent prawdopodobnie zostanie ukarany grzywną wynoszącą 4,5 mld EUR. W najlepszej sytuacji jest Toyota, choć ona również raczej nie uniknie kar. Dzięki inwestycjom w niskoemisyjne napędy hybrydowe będą one jednak symboliczne.
— Już dziś praktycznie mieścimy się w limicie wyznaczonym producentom na 2021 r. My też wkrótce zaproponujemy samochody czysto elektryczne, będzie to naturalne rozwinięcie naszych konstrukcji hybrydowych — mówi Robert Mularczyk z Toyota Motor Poland.
Z analizy PA Consulting wynika, że Toyota osiągnie w 2021 r. poziom emisji CO 2 95,1 g. Cel to 94,9 g, grzywna może więc wynieść zaledwie 18 mln EUR. Autorzy raportu przewidują, że po 2021 r. hybrydy (PHEV i HEV) będą stanowić ponad 71 proc. europejskiej sprzedaży Toyoty. Zaznaczają, że Japończycy wciąż nie mają opcji zerowej emisji, której będą potrzebowali, aby osiągnąć cel na 2025 r. W trudnej sytuacji są wszyscy producenci sprzedający auta na Starym Kontynencie. Maździe grozi 877 mln EUR kary, a to ponad 100 proc. zysku firmy z 2018 r. JLR może zapłacić „tylko” 93 mln EUR, byłoby to jednak ponad 400 proc. jego zysku z 2018 r. Według PA Colnsulting, producenci — żeby zrealizować cele na 2021 r. — łącznie musieliby sprzedać ponad 2,5 mln pojazdów elektrycznych. W stosunku do 2018 r. oznaczałoby to wzrost o… 1280 proc. „Producenci będą musieli nadal pracować nad obniżaniem emisji — także w procesie produkcji. Bycie dużym już nie wystarczy. Muszą współpracować z rządami, konkurentami i klientami — i muszą to zrobić szybko, albo do 2025 r. grożą im grzywny sięgające dziesiątek miliardów, wtedy zaczną bowiem obowiązywać nowe, niższe limity” — ostrzegają autorzy raportu.
Podkreślają, że bardzo ważną kwestią jest to, na co będą przeznaczone wpływy z kar. Ich zdaniem powinny stymulować rozwój niskoemisyjnych technologii.


