Kaspijska ropa ani o krok bliżej

Jacek Zalewski
opublikowano: 12-03-2010, 00:00

Kończący się dzisiaj objazd Donalda Tuska po trzech państwach Kaukazu — Azerbejdżanie, Gruzji i Armenii — to wizyta nie tylko szefa rządu Polski, lecz i posłańca Unii Europejskiej z dobrą nowiną tzw. partnerstwa wschodniego. Unijny budżet przeznaczył na nie do roku 2013 kwotę 600 mln EUR, ale na razie rozsądne zagospodarowanie tych niemałych pieniędzy idzie kulawo. Notabene gość z UE naprawdę musi się dyplomatycznie nagimnastykować, gdy w odstępie kilkudziesięciu godzin rozmawia z totalnie skonfliktowanymi o Górny Karabach politykami Azerbejdżanu oraz Armenii.

W Azerbejdżanie premier odkrywczo zauważył, że bez możliwości transportowych bogactwa naturalne stają się bezwartościowe. W tym kontekście kolejny raz wymieniono równie idealistyczne, co nierealizowalne opinie na temat tzw. euroazjatyckiego korytarza dostaw ropy naftowej do Europy. Kluczowe znaczenie dla abstrakcyjności owego projektu ma niechęć bogatego w ropę Kazachstanu, który nie chce zadzierać z Rosją. Same złoża azerskie po naszej stronie Morza Kaspijskiego są zdecydowanie za ubogie.

Wypada przypomnieć, jak karkołomną trasą miałaby być przesyłana mityczna ropa. Najpierw ropociągiem przez Gruzję, która obecnie nie jest krajem bezpiecznego inwestowania. Potem przeładunek i tankowcem przez Morze Czarne do Odessy. Kolejny przeładunek — i ukraińskim ropociągiem do Brodów oraz jego przedłużeniem, do wpięcia się już na terenie Polski w nitkę ropociągu Przyjaźń. Stąd do rafinerii Orlenu w Płocku oraz Lotosu w Gdańsku, a także Naftoportu. Jeszcze jeden przeładunek i tankowcem nareszcie do Europy Zachodniej… Tak oto imaginacje polityków uderzają głową w mur realiów finansowych i technologicznych.

Na razie ukraińskim odcinkiem z Brodów do Odessy (czyli w stronę odwrotną od oczekiwanej przez Polskę) intensywnie płynie ropa rosyjska, dalej wywożona tankowcami. Hipotetyczne odwrócenie kierunku przesyłu zależy od nowej ekipy rządzącej w Kijowie. Bez jej jasnego określenia się — na które możemy czekać długie lata — wszelkie debaty, np. polsko-azerskie, są tylko dyplomatycznym chciejstwem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane