Katastrofalny niedobór i emocje rozgrzewają jabłka

Od przesytu do deficytu. To będzie największa katastrofa, zdaniem jednych, od 30 albo nawet 50 lat. Zdaniem innych, na razie to gra. I nie warto robić zapasów

Polscy sadownicy, po wprowadzeniu rosyjskiego embarga borykający się z nadmiarem jabłek, byliby w tym roku bardzo mile widziani na wielu zachodnich rynkach. Sęk w tym, że mrozy zniszczyły część kwiatostanu. Jak mocno? Nikt nie wie. Bart Lieseborghs z Belgian Lievefruit, który specjalizuje się w doradztwie technologicznym dla sadowników, mówi na łamach portalu Freshplaza.com o stratach na polskim rynku sięgających nawet 75 proc. potencjalnych zbiorów. „ To katastrofalny rok. Europejskie sady są kompletnie zniszczone. To pierwsza taka sytuacja od 50 lat” — mówi cytowany przez dziennikarzy portalu Bart Lieseborghs.

Wyświetl galerię [1/2]

BEZ EKSPORTU: Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP, przyznaje, że ostatnio tak duże straty branża poniosła w sezonie 1986/87. Nie będzie miała co wysyłać na eksport. Problem w tym, że inne sadownicze kraje są w podobnej sytuacji. Marek Wiśniewski

— To może nie 50 lat, ale 30. Podobnie fatalna sytuacja była w sezonie 1986/87. Straty są ogromne, trudno jednak oszacować ich wysokość. Jedni mówią, że w sadach coś się zregenerowało, inni, że jabłek nie będzie. W tym roku zapewne będziemy musieli skupić się na zaspokojeniu popytu wewnętrznego, a eksport będzie minimalny — twierdzi Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP.

Niespotykany wzrost

Bart Lieseborghs podkreśla na łamach Freshplaza.com, że do tej pory Europa liczyła, że to właśnie Polacy zasypią niedobór, bo problemy z jabłoniami miało kilku znaczących producentów w Europie.

— Z przymrozkami zmagali się m.in. Niemcy, po raz pierwszy więc będziemy walczyli w UE nie z nadmiarem, lecz niedoborem jabłek. Rynek już oszalał. Przez ostatnie dwa tygodnie cena kilograma jabłek rosła o 10 groszy dziennie. To niespotykany wzrost. Wcześniej, gdy urosła o 10 groszy w skali tygodnia, ocenialiśmy to jako znaczący wzrost cen. Nie wiedzieliśmy, po jakiej cenie podpisywać zamówienia, bo przecież na ich skompletowanie potrzebujemy 2-3 dni, a wtedy stawka była całkiem inna — przyznaje Michał Lachowicz, jeden ze współtworzących konsorcjum producentów Appolonia.

Na obecny skok cen już zareagowały sieci handlowe w Czechach — zamiast zamawiać w Polsce, przerzuciły się na jabłka holenderskie i włoskie, bo ich cena jest równa polskim bądź niższa od niej. Bart Lieseborghs przyznaje na portalu Freshplaza.com, że doradza swoim klientom, by nie wyprzedawali zapasów z zeszłego sezonu, jeśli tylko owoce są odpowiedniej jakości. Jego zdaniem, można je przechowywać do końca tego roku — dzięki obecnym technologiom w odpowiednich warunkach jabłka przetrwają nawet 18 miesięcy.

— To nie musi być opłacalne. Dłuższe przechowywanie to więcej ubytków w owocach, czyli jabłek nienadających się do sprzedaży. Ponadto koszty chłodni latem są znacznie wyższe. Jabłka musiałyby być po prostu bardzo drogie jesienią i mimo ceny nie zniechęcać konsumentów — uważa Michał Lachowicz. Jego zdaniem, konsumenci nie będą mieli specjalnie bogatej oferty innych owoców, więc będą musieli sięgnąć do kieszeni.

— Teoretycznie wiele owoców mogłoby w jakiejś mierze zastąpić jabłka, ale np. owoce pestkowe ucierpiały z powodu przymrozków bardziej niż jabłka. Jeśli chodzi o importowane, to duże zniszczenia nastąpiły w uprawach pomarańczy hiszpańskiej, pomarańcza egipska jest słabej jakości, a nie można cały czas jeść bananów — uważa Michał Lachowicz.

Nie Polska, to Chiny

Witold Boguta, prezes Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw, studzi emocje.

— Sytuacja w Europie jest poważna i trzeba ją monitorować. Czytamy o problemach nie tylko w sadach, ale także winnicach, co podnosi temperaturę dyskusji. Naukowcy i eksperci podkreślają, że na razie nie można jednoznacznie ocenić skali zniszczeń. Część osób związanych z branżą sadowniczą twierdzi, że straty są ogromne, ale przecież wystarczy 5 proc. kwiatów, by drzewo dało przyzwoity plon. Zasadnicze pytanie więc brzmi: czy wymarzło wszystko i czy to, co zostało, będzie dobrze zapylone i da plon? Jest za wcześnie, by to oceniać — tłumaczy Witold Boguta, dodając, że część włoskich spółdzielni już podjęła decyzję o zwiększonym przechowywaniu jabłek z poprzedniego zbioru. Wraz ze zmieniającą się sytuacją sadowników zmienia się też sytuacja przemysłu przetwórczego. Połowa naszej produkcji to owoce nie deserowe, lecz przerabiane na koncentrat, który trafia do soków, sosów czy keczupów. Piotr Podoba, szef Doehlera w Polsce, mówi, że zapasy koncentratu są małe, ale do informacji o potencjalnych stratach podchodzi spokojnie.

— Na razie czekamy na ostateczną prognozę wielkości zbiorów. Jedni mówią o 50, drudzy o 70, a kolejni o 20 proc. strat. Nie sposób dziś ocenić sytuacji, zbyt wiele jest tu emocji i sprzecznych informacji. Koncentrat to produkt globalny — Polska z produkcją na poziomie 300 tys. ton wobec światowych 1,5 mln ton [największym producentem są Chiny — red.] nie jest w stanie poprzez ograniczenie podaży znacząco zmienić sytuacji globalej. Po prostu klienci zaopatrzą się w innej części świata — twierdzi Piotr Podoba.

Tomasz Iżewski, prezes Warwinu, mówi wręcz o wystarczających zapasach.

— Do czasu kolejnych doniesień o stratach cena koncentratu była wręcz niska — 800 EUR za tonę, przy średniej z wcześniejszych lat na poziomie około 1100 EUR, co świadczy o tym, że podaż przewyższała popyt. Ponadto duzi odbiorcy zazwyczaj kontraktują koncentrat na cały sezon, czyli od października do października. Nie muszą więc dziś nagle robić zakupów na zapas. Są w stanie poczekać i zobaczyć, ile rzeczywiście owoców będzie na rynku — twierdzi Tomasz Iżewski. Przypomina, że Europa już przeżywała podobną sytuację 10 lat temu.

— Mniejsza podaż jabłek doprowadziła do mocno ograniczonej podaży polskiego koncentratu. Wtedy kontynent otworzył się na tańszy koncentrat jabłkowy z Chin, co doprowadziło do załamania cen. Koncentrat jabłkowy to produkt masowy i globalny, więc go nie braknie — uważa Tomasz Iżewski. Sadownicy szykują się na ciężki finansowo rok.

— Walczymy o rekompensaty, resort rolnictwa poinformował nas, że najpierw musi oszacować straty i dopiero wtedy ewentualnie zacznie z nami rozmawiać. Polska powinna z innymi poszkodowanymi przymrozkami krajami wystąpić o pomoc na poziomie unijnym — twierdzi Mirosław Maliszewski.

 

2mln ton Tyle jabłek z poprzednich zbiorów miały kraje UE w kwietniu tego roku, o 100 tys. ton mniej niż rok wcześniej…

0,6 mln ton …a tyle należało do Polski w unijnych zapasach — więcej jabłek trzymali tylko Włosi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Katastrofalny niedobór i emocje rozgrzewają jabłka