Prezes fundacji CASE uważa, że żadne państwo nie jest dzisiaj bezpieczne
Niewypłacalność? O tym może zdecydować przypadek. Bezpieczeństwa nie gwarantuje nawet euro — mówi Marek Dąbrowski.
Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) razem z Unią Europejską objął programami pomocowymi już trzy kraje członkowskie — Węgry, Łotwę i Rumunię. Według Marka Dąbrowskiego, prezesa fundacji CASE — Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych, kraje te nie miały wyboru.
— Skala zewnętrznego szoku i wewnętrznej nierównowagi okazała się na tyle duża, że bez pomocy zewnętrznej (w tym przypadku MFW i UE) trudno byłoby uniknąć niewypłacalności państwa oraz destabilizacji systemu finansowego — mówi Marek Dąbrowski.
Aby sprostać rosnącym z dnia na dzień potrzebom wsparcia dla tzw. rynków wschodzących, państwa G20 w Londynie zdecydowały się zasilić instytucje międzynarodowe kwotą biliona dolarów. Do MFW ma popłynąć 500 mld USD, dzięki czemu jego rezerwy wzrosną do 750 mld USD. Według Marka Dąbrowskiego, do naszego regionu trafi jednak tylko część tych pieniędzy.
— Dla MFW nasz region raczej nie będzie najważniejszym klientem. Jest spora grupa krajów z innych rejonów, które będą musiały prosić o pomoc, żeby uniknąć kryzysu walutowego, kryzysu obsługi zadłużenia czy kryzysu systemu finansowego — mówi ekonomista.
Rosyjska ruletka
Kto poza Łotwą, Rumunią i Węgrami, a także Ukrainą, Białorusią i Serbią, może trafić pod kroplówkę instytucji międzynarodowych? Niestety, każdy.
— Nie widzę żadnego kraju w naszym regionie, który miałby gwarancję, że nie wpadnie do tego koszyka. To jest często kwestia przypadku lub braku szczęścia. Nie można ulegać naiwnej iluzji, że dany kraj pozostanie oazą stabilności i prosperity w otoczeniu globalnego kryzysu. Ale nadal o stopniu ryzyka decyduje w znaczącej mierze jakość polityki gospodarczej, prowadzonej zarówno w poprzednich latach, jak i w czasie, gdy kryzys już się zaczął. A poza tym wewnętrzna stabilność polityczna, z którą wiele krajów ma poważne problemy — mówi Marek Dąbrowski.
Jego zdaniem, nawet niektóre kraje strefy euro nie mogą czuć się wolne od ryzyka niewypłacalności.
— Przez dekadę funkcjonowania euro wydawało się, że jest to skuteczne ubezpieczenie przeciwko kryzysowi. Doszło do tego, że kraje nieposiadające zdrowych finansów publicznych (np. Grecja, Włochy lub Portugalia) miały marżę dochodowości bonów skarbowych tylko minimalnie wyższą od bonów niemieckich. Teraz to wszystko się zmieniło. Marże ryzyka w krajach postrzeganych przez rynki finansowe jako potencjalnie niewypłacalne drastycznie wzrosły. To jest nowe, naprawdę poważne wyzwanie dla strefy euro — uważa prezes CASE.
Płynąć do przystani
Mimo wszystko ekonomista twierdzi, że wejście do strefy euro takiego kraju jak Polska będzie miało więcej plusów niż minusów.
— Dla krajów znajdujących się na peryferiach globalnego rynku finansowego (do tej kategorii zalicza się olbrzymią większość małych i średnich krajów), które w dodatku nie zdołały osiągnąć, ze względów historycznych, wysokiego stopnia wiarygodności własnej polityki monetarnej, wejście do obszaru wspólnej, sensownie zarządzanej waluty jest bezspornie korzystne. Do tego dochodzi spadek kosztów transakcyjnych w handlu i operacjach finansowych. Nie widzę żadnych istotnych argumentów ekonomicznych przeciwko szybkiemu przyjęciu wspólnej waluty europejskiej — mówi Marek Dąbrowski.
Zaznacza jednak, że zagrożenia istnieją.
— Okres dwóch lat w ERM2 będzie bardzo trudny i nie ma pewności, że któreś z kryteriów konwergencji nie wymknie się spod kontroli. Tym bardziej że przy stałym kursie inflacja jest w dużej mierze poza kontrolą krajowej polityki makroekonomicznej. W warunkach niestabilności zewnętrznej lub wewnętrznej może też nastąpić atak spekulacyjny i próba wyrzucenia złotego z korytarza dopuszczalnych wahań — mówi szef CASE.
Świat w ruinie
Jak dalej potoczą się wydarzenia na świecie? Według Marka Dąbrowskiego, kryzys ciągle jest w stosunkowo wczesnym stadium.
— Są optymiści, którzy uważają, że kryzys już sięgnął dna, i liczą na pozytywne rezultaty działań antykryzysowych. Nie umiem powiedzieć, czy tak rzeczywiście jest. Być może ekspansywna polityka pieniężna i fiskalna USA i kilku innych wysoko rozwiniętych krajów rzeczywiście szybko pobudzi światową gospodarkę. Istnieje jednak zagrożenie, że nadmucha ona kolejną bańkę, np. inflacyjną, co może przerodzić się w długotrwałą stagflację [stagnacja gospodarcza z podwyższoną inflacją — red.] — przestrzega ekonomista.
Optymizmem nie napawa też to, że narzędzia do walki z kryzysem w skali globalnej lub UE są ograniczone. Według Marka Dąbrowskiego, początkowa faza kryzysu obnażyła poważne defekty konstrukcji instytucjonalnej Unii.
— UE jest swoistą hybrydą instytucjonalną. Ma wspólną walutę, ale nie ma wspólnej polityki fiskalnej. Ma wspólny rynek finansowy, ale nie ma wspólnego nadzoru finansowego. Kryzys drastycznie unaocznił tę asymetrię, a przede wszystkim wykazał ograniczone zdolności do prowadzenia wspólnych działań ratunkowych, wymagających poważnego udziału środków publicznych — podkreśla Marek Dąbrowski.
Według niego, dwa najostrzejsze przykłady to, po pierwsze, niemożność wspólnego ratowania instytucji finansowych, co prowadzi do ich kawałkowania wzdłuż granic narodowych i do naruszania unijnych zasad konkurencji. Po drugie, niemożność udzielenia pełnego i wiarygodnego wsparcia krajom członkowskim zagrożonym przez kryzys.
— MFW musiał się zaangażować w odniesieniu do krajów członkowskich UE, gdyż Unia nie dysponuje dostatecznymi środkami finansowymi i wystarczającym mandatem prawnym dla tego typu akcji ratunkowych —mówi Marek Dąbrowski.
Zaznacza, że kłopoty instytucjonalne przeżywa też MFW.
— Dosłownie w przeddzień kryzysu MFW przeszedł głęboką reorganizację, polegającą m.in. na pozbyciu się wielu doświadczonych analityków i zamknięciu szeregu stałych przedstawicielstw w krajach rozwijających się. To wszystko odbywało się na fali euforii makroekonomicznej sprzed kilku lat, kiedy liczba krajów objętych pomocą zmalała do grupy krajów najbiedniejszych. Kryzys już pukał do drzwi, ale wydawało się, że dotknie on co najwyżej Stany Zjednoczone i kraje najbardziej rozwinięte — mówi prezes CASE.
Marek Dąbrowski, prezes fundacji CASE — Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych: Nie można ulegać naiwnej iluzji, że dany kraj pozostanie oazą stabilności i prosperity w otoczeniu globalnego kryzysu.
Jacek Kowalczyk