Marka to klucz do eksportu
Artman lansuje angielskojęzyczną markę — House, aby podbić rynki zagraniczne.
Przygoda Artmana, krakowskiego producenta odzieży, z własną marką rozpoczęła się w 1997 r. Firma postawiła na oryginalne kolekcje dla młodych ludzi.
— Silny brand to narzędzie walki z konkurencją i sposób na przywiązanie klienta. Wypracowana, znana marka jest również biletem wstępu na zagraniczne rynki. Żadna firma z branży odzieżowej w Polsce nie ma szans na udział w rynku rzędu 30 proc. Eksport to warunek rozwoju — podkreśla Krzysztof Bajołek, prezes Artmana.
Firma przyjęła angielsko brzmiącą nazwę House dla marki m.in. z myślą o zagranicy.
— Moda kojarzy się z pewnymi krajami. Wylansowanie polsko brzmiącej nazwy byłoby w Europie niemożliwe — mówi Krzysztof Bajołek.
Artman ma 26 sklepów w miastach wojewódzkich. Kolejne 25 działa na zasadzie franczyzy w mniejszych miejscowościach. Spółka zapowiada rozwój sieci. W 2005 roku planuje też mocne uderzenie na unijne rynki.
— Wysyłamy próbne partie towarów i przygotowujemy się do ekspansji. Skoncentrujemy się m.in. na Czechach, Słowacji, Litwie, Łotwie, Estonii — mówi prezes Artmana.
Udział eksportu w sprzedaży ma wynieść w 2004 r. około 7 proc.
Artman w czerwcu chce zadebiutować na giełdzie.
— Liczymy, że z emisji pozyskamy 25-30 mln zł. Przeznaczymy je na rozbudowę sieci dystrybucji i promocję marki — zapowiada Krzysztof Bajołek.
44 proc. akcji Artmana, Gazeli Biznesu 2003, ma Krzysztof Bajołek, 42 proc. — Jan Pilch, 14 proc. — Arkadiusz Bajołek. Firma produkuje w Chinach, Indiach i w Polsce. Jej sprzedaż w 2003 r. sięgnęła 86,9 mln zł, zysk netto — 1,8 mln zł.