Każdy musi sam wycenić sobie TGE

Agnieszka Berger
opublikowano: 15-04-2011, 00:00

Wycena TGE na potrzeby przejęcia, choć jeszcze jej nie ma, już budzi kontrowersje w radzie nadzorczej.

Giełda energii jest warta mniej niż 300 mln zł, bo… GPW więcej nie zapłaci

Wycena TGE na potrzeby przejęcia, choć jeszcze jej nie ma, już budzi kontrowersje w radzie nadzorczej.

Już wiele tygodni upłynęło od czasu, gdy zarząd Towarowej Giełdy Energii zapowiedział przegląd firm doradczych pod kątem sporządzenia wyceny spółki. Wygląda na to, że do wyboru doradcy wciąż jest daleko, a rada nadzorcza spółki ma wątpliwości, czy w ogóle powinien nastąpić. Może byłoby lepiej, gdyby każdy akcjonariusz sam wycenił sobie TGE na potrzeby ewentualnej transakcji z Giełdą Papierów Wartościowych (GPW), bo to ona jest głównym kandydatem do przejęcia giełdy energii. Jak wynika z nieoficjalnych informacji "Pulsu Biznesu", na taką konkluzję wskazuje przebieg ostatniego posiedzenia rady nadzorczej TGE, podczas którego zdecydowane stanowisko w tej sprawie miał zająć Krzysztof Majewski, przewodniczący rady i reprezentant największego akcjonariusza spółki, czyli skarbu państwa. Nasze źródło podaje, że szef rady sprzeciwił się propozycji, by rada udzieliła zarządowi zgody na wybór doradcy lub sama go dokonała.

— Argument był taki, że to nie leży w kompetencjach rady nadzorczej — twierdzi nasz rozmówca.

Krzysztof Majewski nie chciał komentować tej sprawy. Odesłał nas do Adama Leszkiewicza, wiceministra skarbu nadzorującego TGE, z którym nie udało nam się porozmawiać. Jaka jest nieoficjalna interpretacja przebiegu posiedzenia rady?

Schizofrenia skarbu

Skarb państwa jest w dość niewygodnym położeniu. Z jednej strony w potencjalnej transakcji z GPW będzie występował jako sprzedający — bezpośrednio (ma ponad 22 proc. akcji) i poprzez swoje spółki (kolejne ponad 30 proc.) — powinno więc zależeć mu na maksymalizacji ceny TGE. Jednak skarb kontroluje również kupującego — Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie — a w dodatku bardzo popiera to przejęcie. Wiadomo jednak, że cena może okazać się barierą nie do przekroczenia. Na to wskazują wypowiedzi Ludwika Sobolewskiego, prezesa GPW, który podważał lub wręcz określał mianem żartu dotychczasowe szacunki wartości TGE podawane przez zarząd spółki. Wynikało z nich, że wartość giełdy energii, która bardzo zyskała na wrześniowej zmianie prawa energetycznego wprowadzającej obligatoryjny handel giełdowy, może przekroczyć 300 mln zł.

Nieuprawniona metoda

Ciekawostką jest, że wycena na podobnym poziomie pojawiła się również w przygotowanej przez Unicredit pod koniec stycznia analizie przeznaczonej dla klientów banku inwestujących w akcje GPW. Paweł Kozub, analityk Unicredit, który ją sporządził, podał kwotę 380 mln zł wynikającą z porównania wskaźników P/E (cena/zysk) dla GPW i TGE. Sam autor analizy twierdzi jednak, że kwota jest raczej nierealna, a taka metoda szacowania wartości TGE — nieuprawniona.

— W analizie przytoczyłem ją tylko dlatego, że takie szacunki podawał wcześniej zarząd TGE. Jednak wypowiedzi prezesa GPW, najbardziej prawdopodobnego nabywcy giełdy energii, jednoznacznie wskazują na to, że taka kwota jest nie do zaakceptowania dla kupującego. A od tego, ile nabywca zgodzi się zapłacić, de facto zależy rynkowa wartość TGE. Tak naprawdę niewiele o tej spółce wiadomo. Gdy powstawała analiza, znane były tylko szacunki zarządu dotyczące zysku za 2010 r. — mówi Paweł Kozub.

Jego zdaniem, przejęcie TGE przez GPW to bardzo dobry pomysł.

— Na polskim rynku nie ma miejsca na dwie konkurencyjne giełdy energii — zwłaszcza że obie kontroluje skarb państwa — mówi analityk.

Dodaje, że GPW nie będzie miała problemów ze sfinansowanie transakcji, mimo że cały ubiegłoroczny zysk ma wypłacić akcjonariuszom w postaci dywidendy.

— Spółka w ogóle nie jest zadłużona. Nie będzie miała żadnych problemów ze sprzedażą obligacji, co uważam za najbardziej prawdopodobną formę finansowania transakcji — ocenia Paweł Kozub.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu