Każdy Norweg milionerem, a Polak...

Marek WierciszewskiMarek Wierciszewski
opublikowano: 2014-01-13 00:00

Posiadający zaledwie 8200 zł oszczędności emerytalnych Kowalski z zazdrością może spojrzeć na stan konta przeciętnego Norwega

Dzięki działającemu od ponad 20 lat funduszowi majątkowemu przeciętny Norweg został właśnie milionerem. Aktywa funduszu przekroczyły w środę 5,11 bln NOK, czyli 828,6 mld USD. To oznacza, że uzbierał on już dokładnie 1 mln koron w przeliczeniu na mieszkańca kraju (496 tys. zł). Fundusz Government Pension Fund Global założono w 1990 r., by chronić będący obecnie siódmym co do wielkości eksporterem ropy kraj przed nadmiernymi wahaniami cen surowca.

None
None

— Wiele krajów boleśnie przekonało się, że przejściowe duże wpływy z eksportu surowców wywołują krótkotrwałe okresy boomu, po których następują ciężkie dostosowania — powiedziała Siv Jensen, minister finansów Norwegii. Aby uniknąć baniek spekulacyjnych w krajowej gospodarce, przychody ze sprzedaży ropy Norwegowie inwestują za granicą. Kupują obligacje oraz nieruchomości — należy do nich już 1 proc. wartości wszystkich spółek notowanych na światowych giełdach. W 2012 r. fundusz miał akcje spółek notowanych na warszawskiej giełdzie warte 3,32 mld zł. Posiadał wtedy udziały w 48 spółkach, a ostatnio zaczął interesować się też polskimi nieruchomościami. Tymczasem w samej Norwegii może być inwestowanych tylko skromne 4 proc. wpływów ze sprzedaży ropy.

— Fundusz odniósł sukces w tym sensie, że pomógł Norwegom odłożyć pieniądze na przyszłość. To nie udało się w wielu innych krajach — komentował dla Reutersa Oeystein Doerum, główny ekonomista DNB Markets. Mimo tak zapobiegawczej polityki Norwegom nie udało się uniknąć niekorzystnych konsekwencji boomu naftowego. Stały napływ gotówki zniechęca rząd do reform i cięcia niedorzecznych subsydiów. Choć oficjalna stopa bezrobocia sięga 3,3 proc., co piąty Norweg w wieku produkcyjnym, zamiast pracować, dostaje pomoc społeczną, a farmerzy otrzymują dofinansowanie nawet na… ogrzewanie stodół za kołem podbiegunowym. Te problemy to zupełna abstrakcja dla Kowalskiego, który ma przed sobą długą drogę do zostania milionerem. Co więcej, pozostały dystans wcale się nie skraca. O ile w pierwszej kadencji — zgodnie z obietnicami — rząd Donalda Tuska zaczął przekazywać na Fundusz Rezerwy Demograficznej (FRD) 40 proc. wpływów z prywatyzacji, o tyle z biegiem czasu zaczął coraz głębiej do niego sięgać. Od 2010 r. pobrał z będącego odpowiednikiem norweskiego funduszu majątkowego FRD na wypłatę bieżących emerytur 16,9 mld zł. To kwota niemal równa obecnej wartości aktywów FRD, które sięgają… 17 mld zł.

To nie koniec złych wiadomości dla tych, którzy liczą, że jak Norwegowie zostaną milionerami. Rządowa reforma systemu emerytalnego sprawi, że otwarte fundusze emerytalne, które do tej pory gromadziły zarabiające na przyszłe emerytury Polaków aktywa, staną się stroną sprzedającą akcje notowane na warszawskiej giełdzie. Jak już we wrześniu z rozbrajającą szczerością zauważał bank BofA Merrill Lynch, celem okrojenia oszczędności emerytalnych prawdopodobnie miało być umożliwienie rządowi sfinansowania wzrostu wydatków przed kampanią wyborczą 2015 r. Aktywa OFE i FRD, które sięgają obecnie 316 mld zł, raczej więc już nie urosną. Efekt? Podczas gdy przeciętny Norweg stał się właśnie milionerem, przeciętny Polak na swoim koncie doliczy się kwoty… 8200 zł.