Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. administracyjnych Siim Kallas powiedział w środę, że Polska powinna bardziej się starać, aby na stanowiska w Komisji Europejskiej byli wysyłani dobrzy kandydaci. Kallas zapewnił przy tym, że w procedurze konkursowej podstawowym kryterium są względy merytoryczne.
"Polska, podobnie jak i inne kraje, powinna więcej pracować nad tym, by wysyłać odpowiednich kandydatów. Mamy wiele kłopotów, by znaleźć odpowiednie osoby na niektóre stanowiska" - powiedział w środę PAP estoński komisarz, pytany o wyjaśnienie małej liczby Polaków zatrudnionych dotychczas w Komisji Europejskiej.
Kallas przyznał jednak, że wciąż "nie osiągnęliśmy równowagi geograficznej", co jest w przypadku Polski "niesatysfakcjonujące", ale przy zatrudnianiu "najpierw decydują sprawy merytoryczne".
Kallas powiedział, że często reprezentanci rządów dzwonią do niego lub przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso, aby wesprzeć swoich kandydatów.
"Wielka Brytania nigdy by nie zadzwoniła do nikogo, by promować jakiegoś kandydata. Oni po prostu ciężko pracują, by dostarczyć wystarczającą liczbę najlepszych ludzi. Zawsze mają dobrych kandydatów" - powiedział Kallas.
Przyznał jednak, że "procedura wyłaniania jest zła", skoro niektóre dyrekcje KE, które ogłosiły w maju ubiegłego roku nabór pracowników z nowych krajów UE, nawet nie zakończyły etapu wstępnej selekcji kandydatów.
Dla nowych krajów przewidziano do 2010 roku 10 najwyższych rangą stanowisk dyrektorów generalnych bądź wicedyrektorów w KE. Polska nie ma na razie żadnego, podczas gdy takie kraje jak Węgry i Czechy mają po dwa. Żaden Polak nie zajął też żadnego z przeznaczonych dla Polski 16 miejsc zwykłych dyrektorów, głównych doradców i szefów gabinetów.
Najwięcej kontrowersji wzbudził w Polsce wynik konkursu na stanowisko zastępcy szefa dyrekcji generalnej KE ds. stosunków zewnętrznych, o które ubiegali się wiceminister spraw zagranicznych Jan Truszczyński oraz ambasador Polski przy UE Marek Grela. Stanowisko dostał trzeci kandydat - dotychczasowy ambasador Czech w NATO Karel Kovanda.
Kallas był w komisji przeprowadzającej ostateczna rozmowę z kandydatami. "Nie podejrzewacie mnie chyba, że nie jestem pozytywnie nastawiony wobec spraw Ukrainy. Ten Czech był najlepszym kandydatem" - powiedział Kallas ustosunkowując się do krążących opinii, że Polak nie został wybrany, gdyż Polska zbyt otwarcie popiera unijne aspiracje Ukrainy.