Radosław Domagalski-Łabędzki objął stanowisko prezesa KGHM w październiku 2016 r., zastępując Krzysztofa Skórę, powołanegoledwie osiem miesięcy wcześniej. Nowy prezes, wcześniej wiceminister rozwoju, jest menedżerem z bogatym doświadczeniem w biznesie i otrzaskanym na rynkach międzynarodowych. To otrzaskanie stanowiło jedną z jego przewag nad poprzednikiem. Dziś widać, że ta przewaga w KGHM się przyda.
— Naszym celem, jeśli chodzi o chilijską kopalnię Sierra Gorda, jest poprawa parametrów operacyjnych,ale też poprawa nadzoru. Nasz poziom zaangażowania i dociekliwości jest większy — stwierdził w piątek Radosław Domagalski-Łabędzki.
Chilijska Sierra Gorda to największa inwestycja zagraniczna w historii Polski. W 2012 r., za 9 mld zł, KGHM kupił spółkę, która miała w portfelu złoże miedzi i molibdenu w Chile. Zbudował tam kopalnię, której do dziś nie udało się osiągnąć zakładanego poziomu wydobycia. Zmartwieniem jest przede wszystkim uzysk molibdenu, którego zawartość w rudzie jest — na razie — nierównomiernie rozłożona i niższa od założeń.
— Można to poprawić, doskonaląc procesy chemiczne i pracujemy nad tym — mówi Radosław Domagalski-Łabędzki. Zmartwieniem, jak dziś się okazuje, był też sposób sprawowania nadzoru nad kopalnią w ostatnich miesiącach. Obecny zarząd podkreśla jedynie, że chętnie lata do Chile, traktuje tę inwestycję priorytetowo, a ponadto wysyła właśnie do pracy w kopalni menedżera ds. finansowych, Polaka. Nie ocenia, jak było wcześniej. O tym, jak było pod rządami Krzysztofa Skóry, opowiadają natomiast chętnie byli pracownicy.
— KGHM International miał w ciągu pięciu miesięcytrzech prezesów, ponadto kilkadziesiąt osób przeszło z Sierra Gorda do konkurencyjnej kopalni Caserones — opowiadają pracownicy, chcący zachować anonimowość. Mimo rotacji skorygowana EBITDA Sierra Gorda (KGHM ma w niej 55 proc.) w 2016 r. wyniosła 189 mln zł, co oznacza wzrost w stosunku do 101 mln zł straty w 2015 r.