Czytasz dzięki

KGHM nie widzi zmian

Państwowy gigant uspokaja, że sprzedaje tyle miedzi, ile planował. Cena jest jednak zmienna.

— Utrzymujemy ciągłość produkcji, nie obserwujemy zmian w wolumenach sprzedaży, odpowiadamy na potrzeby handlowe. Codziennie rozmawiamy z dyrektorami, kontrolujemy sytuację. Najbliższy czas pokaże, w którą stronę zmierza świat i przemysł — mówił Marcin Chludziński, prezes KGHM, w czasie środowej telekonferencji.

Kontrolowany przez skarb państwa KGHM to jeden z największych na świecie producentów miedzi i srebra. Ma aktywa wydobywcze w Polsce, Chile, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. W Chile jest współwłaścicielem kopalni Sierra Gorda, która do dziś ma status największej w historii polskiej inwestycji zagranicznej.

— Chile wprowadziło już środki zapobiegawcze, tzn. zamknęło granice dla cudzoziemców, zamknęło szkoły. Projekt pracuje jednak bez zakłóceń, nie ma przypadków zachorowań, mało ich też w regionie naszej kopalni — mówi Marcin Chludziński.

O ile produkcyjnie w KGHM rewolucji z powodu koronawirusa nie widać, o tyle w modelu pracy są już zmiany. Grupa wstrzymała wyjazdy zagraniczne, ograniczyła wyjazdy krajowe, kluczowe osoby odwołały urlopy, a wielu pracowników pracuje z domu.

— To nie tylko osoby sprawujące opiekę nad dziećmi, ale również osoby w wieku ponad 65 lat, czyli najbardziej narażeni — mówi Marcin Chludziński.

Mimo że KGHM zachowuje biznesowy spokój, to firmę cieszy zaprezentowany wczoraj przez premiera pakiet rozwiązań dla biznesu.

— Cieszy szczególnie wątek inwestycji infrastrukturalnych, ulg i subwencji. To pomoże biznesowi zmierzyć się z zagrożeniem — uważa Marcin Chludziński.

Mimo optymizmu zarządowi trudno jest wypowiadać się na temat możliwości wypłaty dywidendy z zysku za 2019 r.

— Jako zarząd jesteśmy pozytywnie nastawieni do tej kwestii, ale trzeba będzie jeszcze rozejrzeć się po rynku. W tej chwili nie widzimy zmiany popytu, ale cena miedzi się zmienia — uważa szef KGHM.

Szef KGHM podkreśla, że o ile poprzedni kryzys związany był z wirtualnym pieniądzem, o tyle obecny wiąże się z nieobecnością ludzi i brakiem dostaw, co będzie miało konsekwencje.

— Skutkiem może być odejście od dostaw just-in-time na rzecz powiększania zapasów — uważa Marcin Chludziński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu