Kiedy kupić, by dobrze zarobić

Marek Wierciszewski
opublikowano: 2011-05-10 00:00

W długim terminie fundusze obligacji amerykańskich oferują skromne zyski. Są jednak okresy, kiedy zachowują się lepiej od funduszy inwestujących w inne klasy aktywów.

Obligacje USA, jako lokata oferująca największą na świecie płynność, stają się obiektem pożądania w okresach zawirowań na rynkach. Tak było w drugiej połowie 2008 r., kiedy wyniki funduszy obligacji dolarowych wspomogło gwałtowne umocnienie amerykańskiej waluty oraz fala wzrostów cen samych papierów. Inwestorzy pospiesznie wyprzedawali wtedy wszystkie ryzykowne aktywa, obawiając się konsekwencji upadku banku Lehman Brothers. Wolną gotówkę lokowali w dolarach oraz obligacjach USA.

Także w ubiegłym roku inwestowanie w amerykańskie obligacje nie było złym pomysłem. Umożliwiło przejście suchą stopą przez perturbacje związane z kryzysem zadłużeniowym w strefie euro. W dłuższej perspektywie na obligacjach amerykańskich trudno było jednak zarobić. Widać to na przykładzie Pioneera Obligacji Dolarowych Plus, który w ciągu 9 lat od początku działalności uzyskał dla swoich klientów stopę zwrotu 21,3 proc. To zaledwie 2,2 proc. w stosunku rocznym. W tym czasie dwukrotnie więcej, i to przy znikomym ryzyku, można było zarobić na lokacie bankowej. Tymczasem fundusz Pioneera, jak przyznaje towarzystwo, należy do grupy obarczonej wysokim ryzykiem (związanym głównie z kursem walutowym).

Jeszcze niższe zyski przyniósł siostrzany Pioneer Obligacji Dolarowych. Jednostki funduszu wyceniane są obecnie zaledwie 4,6 proc. powyżej wartości z początku działalności. Średnioroczna stopa zwrotu to symboliczne 0,5 proc., a prawie wszystkie wypracowane zyski zabrał spadek wartości dolara. Od początku działalności funduszu dolar tracił rocznie średnio 4,8 proc.

Te przykłady sugerują, że fundusze obligacji dolarowych warto rozważać głównie jako lokatę uzupełniającą nasz portfel. Jej ujemna korelacja z innymi aktywami może wtedy pomóc zmniejszyć całkowite ryzyko, jakie ponosimy. Dodatkowo może pozwolić nam na przeczekanie okresów zwiększonej niepewności w gospodarce.

Przed inwestycją zawsze warto dowiedzieć się, w jakie aktywa inwestuje nasz fundusz. Gdy to zbadamy, upewnijmy się, czy rozumiemy, od jakich czynników uzależnione są ich notowania.

Zmiany nie zawsze wychodzą

na dobre klientom

Wyniki funduszy obligacji amerykańskich nie są zachętą dla klientów. Jeszcze cztery lata temu można było wybierać przynajmniej z pięciu krajowych funduszy lokujących pieniądze w tej klasie aktywów. Teraz tylko z dwóch. Jednak nawet posiadacze jednostek funduszy, które zmieniły politykę, nie zdołali wyjść na swoje.

Potwierdza to przykład Skarbca Dolarowej Obligacji FIO, który latem 2007 r. zaczął inwestować w zagraniczne fundusze akcji. Jak się później okazało, w najgorszym momencie. Nie dość, że straty przyniosło pięć lat inwestowania w obligacje, to jeszcze fundusze akcji zarządzający zakupili w samym szczycie hossy. Już jesienią 2008 r. 5-letnia stopa zwrotu z inwestycji w fundusz zanurkowała do -57 proc., a strat z poprzedniej dekady nie udało się odrobić do tej pory.

Nieco lepszą decyzję podjęli zarządzający BPH FIO Dolarowych Obligacji. Fundusz zaczął inwestować w obligacje z europejskich emerging markets, dzięki czemu zdołał odrobić straty poniesione od początku działalności. Jednak i w tym przypadku stopa zwrotu z funduszu od początku działalności jest jedynie symboliczna.