Klient znów rządzi

Agnieszka Zielińska
opublikowano: 29-04-2008, 00:00

Tempo sprzedaży wyraźnie spadło, a kupujący mogą przebierać w ofertach. Może to już najlepszy moment, aby zdecydować się na zakup?

Nadchodzą czasy prawdziwych okazji i cenowych korekt

Tempo sprzedaży wyraźnie spadło, a kupujący mogą przebierać w ofertach. Może to już najlepszy moment, aby zdecydować się na zakup?

W wielu miastach ceny mieszkań doszły już do takiego poziomu, że popyt uległ zahamowaniu. Potencjalni nabywcy mogą więc liczyć na prawdziwe okazje — i to zarówno na rynku wtórnym, jak i pierwotnym. Jednocześnie podaż nowych mieszkań systematycznie rośnie. Aby je sprzedać, deweloperzy będą więc musieli przeprowadzić korektę cen. Ta sytuacja nie potrwa wiecznie. Czy jednak zanim będzie lepiej, nie będzie wcześniej gorzej?

Cenowe spadki

Na razie skutkiem zmniejszenia popytu jest wyraźny spadek cen mieszkań. Największy, bo aż o 5 proc., zanotowano przez ostatnie pół roku w Katowicach. Aż do tej pory w stolicy Górnego Śląska ceny nieprzerwanie szły w górę. W grudniu ubiegłego roku średnia cena metra kwadratowego w Katowicach przekroczyła 6 tysięcy złotych, ale już w marcu ceny spadły średnio o 3 procent. Podaż nowych mieszkań na tutejszym rynku jest jednak wciąż bardzo niska. Dlatego, zdaniem analityków, już wkrótce ceny znowu będą tutaj rosły. Nie należy jednak liczyć, żeby w ciągu najbliższych dwóch lat poszły w górę o więcej niż 7 procent.

Podobna sytuacja jest w Łodzi. Mieszkania drożały tutaj nieprzerwanie do końca zeszłego roku, ale już w styczniu spadły niemal o 9 proc. Dziś przeciętny koszt zakupu metra kwadratowego lokalu w drugim co do wielkości polskim mieście wynosi średnio 6300 zł. To pułap nie do zaakceptowania dla większości łodzian. Skutek? Aby sprzedać to, co nabudowali, deweloperzy inwestujący w Łodzi będą zmuszeni w kolejnych miesiącach do zmniejszenia cen. Zdaniem ekspertów — i to ekspertów związanych z rynkiem deweloperskim, a więc raczej zainteresowanych uspokajaniem nastrojów — obecne ceny do końca tego roku mogą spaść jeszcze o kolejne 5 procent.

Do podobnej sytuacji prawdopodobnie dojdzie również w innych miastach — m.in. w Poznaniu. W styczniu w stolicy Wielkopolski ceny zmalały średnio prawie o 4 procent. Jednak w najbliższych miesiącach prawdopodobne są kolejne spadki, podobnej wysokości. Powód? W tym roku pojawi się tutaj kilka nowych projektów deweloperskich w segmencie nieco tańszych mieszkań popularnych.

Z podobnego powodu do końca tego roku mogą spaść także nieco ceny w stolicy Małopolski. Na rynku pojawi się kilka nowych projektów deweloperskich, na które pozwolenia wydano jeszcze w ubiegłym roku. Do tej pory w Krakowie sytuacja była stabilna. W marcu średnia cena metra kwadratowego wzrosła nieznacznie o 0, 7 proc., przekraczając 7,5 tys zł.

W marcu, po kilkumiesięcznym okresie spadków, nieznacznie zdrożały za to lokale w Trójmieście. Obecnie średnia cena metra kwadratowego wynosi tutaj ponad 7 tys. zł.

Garaż atutem

Korekty cenowe nie dotyczą na razie stolicy. Zarówno luty, jak i marzec przyniosły tutaj wzrost średniej ceny mieszkań. Dziś metr kwadratowy kosztuje prawie 9 tys. zł — o 36 zł więcej niż w marcu. W stolicy kontrasty cenowe są jednak szczególnie widoczne. Można znaleźć tutaj zarówno mieszkania w cenie około 7 tys. za mkw., jak i za ponad 20 tys. zł za mkw. Wartość lokalu zależy przede wszystkim od lokalizacji, a zwłaszcza od dzielnicy. Na przykład w marcu najbardziej wzrosła średnia cena lokali położonych na niezbyt dotąd atrakcyjnych Bielanach. Mieszkania w stosunku do poprzedniego miesiąca zdrożały tutaj średnio aż o 5 proc.

Zdaniem ekspertów, taka sytuacja to objaw normalizacji rynku.

— Od połowy ubiegłego roku obserwujemy wzrost podaży nowych mieszkań. Wydłuża się też czas sprzedaży na rynku wtórnym. Jednocześnie zauważalny jest powolny wprawdzie, ale jednak wzrost popytu — ocenia Marcin Drogomirecki z serwisu Oferty.net.

Jego zdaniem, klienci szukają dziś ofert zgodnych ze swoimi preferencjami. Widząc, że mieszkania nie sprzedają się już z dnia na dzień, bez pośpiechu i wnikliwie oglądają i analizują różne propozycje. Dużo większą wagę przypisują również do lokalizacji. Zwracają też uwagę na wiek budynku i dogodny dojazd.

— Ze względu na uciążliwości związane z parkowaniem coraz większym atutem staje się własny garaż lub miejsce parkingowe. Ważna też jest bliskość przedszkola i sklepów — zauważa Marcin Drogomirecki.

Zdaniem Drogomireckiego, okres stabilizacji cen jest korzystny dla nabywców. Warto więc dziś podjąć decyzje o zakupie mieszkania lub domu, bo obecna sytuacja nie potrwa długo, a ci, którzy wstrzymują się, licząc na dalsze spadki cen, mogą się przeliczyć.

Ta argumentacja wydaje się prawdziwa. Ogromny deficyt mieszkań w Polsce, szacowany na 1,5 miliona lokali, powoduje, że ceny już wkrótce mogą zacząć rosnąć. Ze względu na wzrost cen ziemi, materiałów i usług w najbliższej przyszłości na duże spadki cen nowych mieszkań raczej nie ma co liczyć. W najlepszym wypadku dojdzie do chwilowych, kilkuprocentowych korekt.

Jest jednak co najmniej jedno ale. Trudno w tej chwili przewidzieć, jak w najbliższych kilkunastu miesiącach będą się kształtowały ceny kredytów mieszkaniowych. Jeśli istotnie wzrosną, to trudno liczyć na odbicie się rynku nie tylko w tym roku, ale także w pierwszej połowie przyszłego.

Turystyczne w górę

Nie spadają za to ceny mieszkań w miejscowościach turystycznych.

W Sopocie pod koniec marca metr kwadratowy apartamentu kosztował średnio 10,6 tys. zł.

W Międzyzdrojach można znaleźć oferty nawet za 15 tys. zł za mkw. Z kolei w Kołobrzegu metr kwadratowy mieszkania kosztuje od 7 do 12 tys. zł. W Świnoujściu ceny wahają się od 4 do 12 tys. zł za mkw. A w Juracie metr mieszkania w apartamentowcu kosztuje około 10 tys. zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Zielińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu