Klimatyczny poker

Jacek Konikowski
28-11-2008, 00:00

Prof. Maciej Nowicki, minister środowiska, w grze z Unią o pakiet klimatyczno-energetyczny skrywa asy w rękawie.

"Buls Biznesu": Premier Tusk powiedział niedawno, że pakiet klimatyczno-energetyczny jest "za trudny" dla Polski i zagroził Komisji Europejskiej, że jeżeli nie zostanie on ustalony na "rzetelnych, uczciwych zasadach", to Polska "jest gotowa użyć najcięższych środków i argumentów". Czyżby druga Nicea?

Prof. Maciej Nowicki, minister środowiska: Fakt, mamy bardzo poważny problem. Pakiet, który w styczniu 2007 r. zaproponowała Komisja Europejska jest — naszym zdaniem — w pewnej, ale bardzo ważnej części, niesprawiedliwy. To, że sprzeciwiamy się pakietowi w obecnej postaci, często przedstawiane jest, jako niechęć Polski do ograniczania emisji CO2. Muszę to zdementować. Polska pozostaje jednym ze światowych liderów w ograniczaniu emisji CO2 do atmosfery. Od transformacji ustrojowej w 1989 r. zmniejszyliśmy ją o 30 proc. i nadal zamierzamy ją obniżać. KE chce, aby do 2020 r. UE zredukowała emisję o 20 proc. w stosunku do 1990 r. Polska mówi: zgadzamy się nawet na 30 proc. Ale nie od razu!

Więc dlaczego premier mówi, że pakiet jest "za trudny", skoro pan deklaruje dodatkowe 10 proc.?

To pozorny paradoks. Problem tkwi w ścieżce dojścia do tych 20 proc. Pakiet obejmuje cztery dyrektywy: o odnawialnych źródłach energii; o rolnictwie, transporcie i budownictwie; sekwestracji CO2 pod ziemią (pompowanie do podziemnych zbiorników); oraz czwarta: o przemyśle, w tym energetyce. Nie zgadzamy się tylko z zapisami podpunktu dotyczącego energetyki. Dlaczego? Bo KE chce, aby w 2013 r. energetyka musiała kupować na aukcjach uprawnienia do całej emisji CO2, które teraz otrzymuje za darmo. Spowoduje to u nas gwałtowny wzrost cen energii i ciepła, o 60-80 proc., a może nawet o 100 proc., gdy cena uprawnienia wyniesie 50-60 euro za tonę.

Sumując: wojna toczy się o podpunkt o energetyce. Co udało się ugrać?

Na razie wynegocjowaliśmy, że tej sprawie przyznano klauzulę jednomyślności, co rzadko się zdarza. Mamy więc możliwość weta.

To dużo, ale też niewiele zarazem. Jakie mamy asy w rękawie?

Kilka. W tej chwili obowiązuje protokół z Kioto. Zakłada on, że UE w 2012 r. osiągnie redukcję emisji CO2 o 8 proc. w stosunku do 1988 r. Stare kraje unijne osiągają łączną redukcję rzędu 3 proc. Nie spełniają więc postanowień z Kioto. Jeżeli doliczyć do tego nasze osiągnięcia, Polski i krajów w nowych UE, wtedy wychodzi 7,5 proc. W 2012 r. bez problemu dojdziemy do tych 8 proc (jako Unia). Ale tylko dzięki nowym krajom. Tymczasem w pakiecie klimatycznym Unia nie chce uznać naszego wkładu i ogromnego wysiłku modernizacyjnego, poniesionych nakładów finansowych. Stąd nasz drugi zarzut do pakietu klimatycznego — że nie uwzględnia tych argumentów. Jest dla nas niesprawiedliwy. W 2007 r. Rada Europejska powiedziała o zmniejszeniu emisji o 20 proc. w stosunku do 1990 r., czyli to, co już zrobiliśmy, jest naszym wkładem. Problem, że teraz KE nie chce tego wkładu zauważyć.

Czyli że możemy odpowiedzieć wetem?

Nie chcielibyśmy tego robić, trzeba cierpliwie negocjować. Francja chce jednak mieć sukces pod koniec swojej prezydencji i zamierza sprawę zamknąć. Dlatego m.in. prezydent Sarkozy przyjeżdża do Gdańska.

Czy ktoś nas popiera?

Tak, kraje Grupy Wyszehradzkiej oraz nadbałtyckie. Generalnie, nowe państwa unijne, które są w tej samej sytuacji co Polska.

Jedna rzecz mnie zastanawia. Kiedyś ograniczaliśmy emisję CO2 o 30 proc., więcej niż kraje UE. Wtedy nasza gospodarka stawała na nogi. Dzisiaj ma się znacznie lepiej, więc dlaczego możemy mieć problem z utrzymaniem tego tempa?

Wtedy modernizowaliśmy gospodarkę. Wymienialiśmy stare urządzenia na nowe, energochłonne technologie na nowoczesne, co automatycznie wiązało się z ograniczeniem emisji CO2. Wtedy ponoszone nakłady "nie bolały", bo poprawiały konkurencyjność produkcji. Obecnie w najgorszej sytuacji jest system energetyczny, który i tak musimy zmodernizować, ale nie jesteśmy tego w stanie zrobić do roku 2013. To zbyt szybko. Mamy drogę, którą szliśmy w swoim tempie, a nagle KE każe nam biec. Tylko dlatego że UE nie chce przydzielić limitów na każdy kraj z osobna, lecz jeden limit dla całej UE — za co my teraz musimy zapłacić.

Jak pakiet klimatyczny wpłynie na konkurencyjność polskiej gospodarki w dobie nadchodzącego kryzysu?

Bardzo. Polska produkuje ponad 90 proc. energii z węgla, a współczynnik emisji CO2 z węgla jest najwyższy. Dlatego propozycje KE są dla nas krzywdzące. Potrzebujemy czasu i pieniędzy, żeby przestawić się na inne źródła energii, jak chociażby gazowa z węgla czy biogazowni, albo — być może — na energię jądrową, ale na pewno nie do 2012 r.

Czy gospodarka sobie poradzi, bo już widać, że pakiet spowoduje wzrost cen energii w Polsce, ale nie we Francji czy Niemczech.

Gdyby wdrożyć pakiet w kształcie KE, to niewątpliwie odbije się to na kosztach produkcji przemysłowej, zwłaszcza tam, gdzie potrzeba najwięcej energii, czyli w cementowniach, hutach. Zresztą cementownie już protestują, mimo że dostały za darmo tyle uprawnień do emisji CO2, ile obecnie produkują. Jeżeli chcą się rozwijać, muszą je dokupić. Ale jeżeli energia będzie dużo droższa, to nowych inwestycji w Polsce nie przybędzie. Uciekną z UE.

Na przykład do Chin?

Mogą. Bo jeżeli z dnia na dzień na przykład huta ma zapłacić mnóstwo pieniędzy za coś, co nie wpłynie ani na jakość ani na poziom produkcji, lecz jedynie podniesie jej koszty i zmniejszy konkurencyjność produktu na rynku, to może rozważyć plan przeniesienia produkcji chociażby na Białoruś czy na Ukrainę. I to nasz kolejny as w negocjacjach z KE. W tej kwestii wspierają nas Niemcy, którzy mówią o "wypływie węgla". Żądają wręcz, aby najbardziej energochłonne branże przemysłowe wyłączono z systemu aukcyjnego emisji, aby dostawały je za darmo. W przeciwnym razie staną się nierentowne i upadną.

A Niemców ktoś popiera?

Oprócz nas również Włochy i kilka innych krajów, jest więc szersza koalicja.

Czy polska delegacja położyła na stół asa w postaci polskich lasów? Stanowią one przecież niemal 30 proc powierzchni kraju, z czego większość to nowe nasadzenia, które znakomicie absorbują CO2.

Nie. KE tego nie uwzględniła, gdyż dotąd nie ma metodyki liczenia absorpcji.

Z jednej strony Polska blokuje pakt klimatyczny, a z drugiej organizuje w Poznaniu Konwencję Klimatyczną ONZ. A przecież i tu, i tu chodzi o to samo — redukcję CO2. Paradoks?

— Nie, to nie paradoks. W Poznaniu chcemy dać światu jasny sygnał polityczny, że jesteśmy za obniżeniem emisji CO2. Społeczność światowa czeka na taki sygnał, na deklarację, że UE jest gotowa to zrobić. I to wystarczy. Jak to zrobi, to sprawa samej Unii, opinię światową mniej obchodzi droga dochodzenia do tego celu. Na Konferencji bardziej liczy się deklaracja polityczna. A my w ramach UE będziemy się spierać co do szczegółów, czyli jak to osiągnąć.

Ekspert, co się zowie

Prof. dr hab. inż. Maciej Nowicki skończył Wydział Inżynierii Środowiska Politechniki Warszawskiej (1964). Pracował w PAN (1964-1970) i na Poli- technice Warszawskiej (1970-1986). W 1992 r. założył Fundację EkoFundusz. Doradzał sekretarzowi generalnemu OECD w Paryżu. Jest członkiem Europejskiej Akademii Nauk i Sztuk oraz Państwowej Rady Ochrony Środowiska. Otrzymał najważniejszą w Europie nagrodę w ochronie środowiska "Der Deutsche Umweltpreis". Bezpartyjny, żonaty, dwie córki. Zainteresowania: historia sztuki, architektura, muzyka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Klimatyczny poker