Kłopot z energią w Lublinie

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2016-09-22 22:00

W tej historii jest wszystko, co w polskiej energetyce dziś niepopularne: inwestor zagraniczny, wolna konkurencja i odnawialne źródła energii

Do Lublina zjechali wczoraj na konferencję Norwegowie z firmy TergoPower, ambasadarowie z Norwegii, Szwecji i Danii, a także menedżerowie z firmy Ursus. Silna reprezentacja, bo i temat potężny. Po pięciu latach przygotowań TergoPower jest bliska uzyskania pozwolenia na budowę w Lublinie elektrowni opalanej słomą. Za 150 mln EUR chce postawić źródło o mocy 50 MW produkujące prąd i dające pracę — jak zapewniają Norwegowie — licznym rolnikom w regionie. Inwestycja ma przeciwników, również wśród polityków PiS. Podnoszą kwestie środowiskowe i społeczne. Robią to głośno, stąd konferencja. Problem w tym, że inwestycja Norwegów wydaje się symbolem tego, czego polski rząd dziś nie ceni.

SIŁA ARGUMENTÓW:
SIŁA ARGUMENTÓW:
TergoPower, której szefem jest Oystein Kvarme, ma nadzieję, że uda mu się postawić w Lublinie źródło o mocy 50 MW, produkujące prąd i dające pracę licznym rolnikom w regionie. Wczoraj przekonywał o tym lubelską społeczność. [FOT. JAKUBORZECHOWSKI]

Fundusze niemile widziane

— Jeżeli [aktywa energetyczne — red.] kupuje fundusz dążący do szybkiego zysku, to nie mamy świadomości, jak te aktywa będą funkcjonowały — mówił niedawno Krzysztof Tchórzewski, minister energii. Czy to wyjaśnia niechęć do TergoPower? Jest to fundusz, ale branżowy. W jego radzie zasiada Jorgen Andersson, były minister energii Szwecji, i Bertil Tiusanen, były prezes Vattenfalla, a prezesem jest Oystein Kvarme, od lat związany z branżą energii odnawialnej. Nic nie wskazuje, by TergoPower myślał o szybkim zysku.

— Jesteśmy cierpliwi, przygotowujemy się do tej inwestycji już od pięciu lat, w trakcie których wydaliśmy 25 mln zł — mówi Oystein Kvarme. — Na tej inwestycji zyska inwestor, ale negatywne koszty poniesie miasto i mieszkańcy — uważa jednak Tomasz Pitucha, przewodniczący klubu PiS w radzie miasta. Jak rząd patrzy na zagraniczną własność w energetyce, widać na przykładzie sprzedaży aktywów przez francuski EDF. Gdy do sprzedającego zgłosili się gracze z zagranicy, kontrofertę złożyło konsorcjum polskich

firm. TergoPower zdaje sobie sprawę, że potrzebuje partnerów. — Poszukujemy możliwości współpracy z polskimi inwestorami instytucjonalnymi. Rozważamy nawet bycie partnerem mniejszościowym — mówi Oystein Kvarme. TergoPower ma też nadzieję, że nowa elektrownia przyniesie lokalnej społeczności korzyści. — Przy budowie pracować będzie 300 osób, przy eksploatacji mniej, bo 30-40 osób, ale dodajmy do tego dostawców biomasy i logistykę — wymienia Oystein Kvarme. Słoma ma być sprowadzana z odległości nie większej niż 100 km. Dostawcami będą rolnicy, a za całość odpowiadać będzie polska grupa Ursus, z którą TergoPower ma już umowę. — Jestem przekonany, że energetyka jako sektor strategiczny powinna pozostawać w całości w polskich rękach — podkreśla jednak Tomasz Pitucha z PiS.

Wolny rynek? Nie tutaj

— Bezpieczeństwo energetyczne warunkom wolnorynkowym nie podlega — powiedział kilka dni temu Krzysztof Tchórzewski. Minister popiera sojusze między państwowymi firmami energetycznymi i nie ceni konkurencji w energetyce. Tymczasem TergoPower zwiększy konkurencję. Prąd pochodzi w Lublinie z elektrociepłowni Wrotków z grupy PGE i prywatnej elektrociepłowni Megatem, należącej do lokalnego biznesmena.

— Jakakolwiek nowa elektrownia przy naszej lubelskiej fabryce samochodów ciężarowych będzie jak zbawienie. Jesteśmy uzależnieni od jednego producenta, który dyktuje ceny jak monopol. Kiedyś, w akcie desperacji, rozważaliśmy nawet inwestycję w panele słoneczne, ale ten sam dostawca podyktował nam tak zaporowe warunki przyłączenia, że zrezygnowaliśmy — mówi Karol Zarajczyk, prezes Ursusa.

— Niedaleka kopalnia Bogdanka ma plan budowy elektrowni. Dla Lubelszczyzny byłoby to lepsze rozwiązanie — zauważa Tomasz Pitucha. Przykład Bogdanki przypomina o kolejnym parametrze, który cenią decydenci.

Bogdanka to państwowa kopalnia wydobywająca węgiel kamienny, a elektrownia TergoPower będzie źródłem odnawialnym. — Wierzymy, że w długim terminie część energetyki węglowej będzie musiała zostać zastąpiona przez OZE, a po drugie — biomasa jest naprawdę dobrą alternatywą dla węgla — uważa Oystein Kvarme.

Środowisko? Zobaczymy

Najtrudniej ocenić wpływ planowanej elektrowni na środowisko i społeczność.

— Budowa elektrowni w mieście jest sprzeczna z zasadami zdrowego rozsądku — alarmuje Tomasz Pitucha, uwzględniając, jak podkreśla, zdanie wielu mieszkańców Lublina. Słoma pali się szybko, potrzebne są dziesiątki ton, a to oznacza ciężarówki jeżdżące po ulicach miasta, niszczące jezdnie. Samorządowiec podkreśla, że Lublin się rozwija, więc elektrownia będzie de facto w mieście. Lublin ma się na ten temat wypowiedzieć jesienią, pozytywną decyzję wydał już sanepid.