Wszystkie umowy o dzieło lub zlecenia nie podlegają opodatkowaniu VAT, z wyjątkiem tych, które... podlegają.
Do pewnych rzeczy zdążyliśmy się już przyzwyczaić pod wpływem VAT, który miłościwie (?) nam panuje od 11 lat. Najlepszym przykładem jest pobieranie zaliczek mniejszych niż połowa ceny, bo wówczas, wiadomo, nie ma podatku. Podobnie w przypadku zawierania umów o dzieło lub zlecenia z osobami fizycznymi, bo też są bez VAT. Po co dopłacać jeszcze np. 22 proc., gdy zamówimy to samo u przedsiębiorcy?
Nowa ustawa zburzy nasze przyzwyczajenia. Po pierwsze, wszystkie zaliczki będą opodatkowane: nawet te stanowiące „mniejszą połowę” ceny. Wyjątki będą dotyczyć przypadków, gdy występuje szczególny obowiązek podatkowy oraz dostawy wewnątrzwspólnotowej towarów. Faktury z VAT trzeba będzie wystawiać również za sprzedaż gruntu, przeznaczonego pod budowę i zabudowę, w tym użytkowania wieczystego.
Trzy zasady
Z umowami: zlecenia i o dzieło wyszło bez sensu. Początkowo projekt przewidywał, że wykonawcy tych umów nie będący przedsiębiorcami będą podatnikami VAT, korzystającymi co najwyżej ze zwolnienia podmiotowego (do 10 tys. EUR). Potem przyjęto bezsensowny przepis, że wszystkie takie umowy nie podlegają opodatkowaniu, z wyjątkiem tych, które... podlegają, a przecież miały podlegać w każdym przypadku (kompletna kompromitacja, zapewne w celu uproszczenia podatków). W ostatecznej wersji przyjęto trzy zasady:
n po pierwsze: wszystkie czynności wymienione w art. 13 pkt 2-8 ustawy o podatku dochodowym podlegają opodatkowaniu VAT,
n po drugie: nie podlegają opodatkowaniu umowy-zlecenia i umowy o dzieło zawarte przez pracownika z podmiotem, w którym ma etat,
n po trzecie: nie podlegają opodatkowaniu wspomniane czynności, jeżeli wykonawcę ze zleceniodawcą łączą „więzy prawne”, które tworzą „stosunek prawny pomiędzy zlecającym wykonanie czynności i wykonującym zlecane czynności co do warunków wykonania tych czynności”; specjalnie zacytowałem ten przepis, abyśmy w pełni poznali owoce szczególnego wysiłku na niwie tworzenia „jasnych i przejrzystych” przepisów podatkowych.
Teraz o skutkach praktycznych tych przepisów: wszystkie osoby fizyczne wykonujące czynności osobiście są podatnikami tego podatku. Nie muszą rozliczać tego podatku, gdy zawrą umowę-zlecenie lub umowę o dzieło z podmiotem, z którym mają stosunek pracy; gdy już zrobią to z innym podmiotem — muszą zapłacić VAT. Jest to klasyczny przykład złamania zasady równości, choć bardzo praktyczny: pracownicy będą zawierać ze zleceniodawcą umowę o 1/30 etatu za kilkaset złotych i np. zlecenia za 3000 zł. Pracodawca nie ryzykuje, zleceniobiorca się cieszy — nie ma VAT, choć nie wie, że organy skarbowe mogą z niego zrobić przysłowiowy „tort”, opodatkowując jednak te umowy, z powołaniem się na „obejście prawa” (mamy taki przepis w ordynacji podatkowej od 1 stycznia 2003 r.) Ale tworzenie pseudopracowników będzie zjawiskiem masowym i nawet formalnie zmniejszy bezrobocie.
Legislacyjny bełkot
Drugi wyjątek niewątpliwie zostanie zapisany do pomnikowych osiągnięć naszej twórczości legislacyjnej. Ten bełkot nie jest możliwy do logicznej interpretacji, choć można domyślać się, o co chodziło twórcy tego dzieła: jeżeli zleceniobiorcę ze zleceniodawcą łączą „więzy prawne”, które powodują, że to zleceniodawca ponosi odpowiedzialność za to, co robi na tej podstawie zleceniobiorca, to nie ma VAT. Przykładów jest sporo: lekarz na zlecenie w szpitalu leczy chorego, ale za to, co robi, odpowiada przed chorym również szpital. Podobnie z uczelnią: profesor wykłada na zlecenie w szkole, ale to ona tym samym uczy studentów i odpowiada za to, co robi, przed studentami. Dotyczy to również członków zarządu spółek.
W pozostałych przypadkach od tych czynności będzie VAT. I tu mamy pewien sukces, gdy np. ubruttowisz zleceniobiorcom ich wynagrodzenia o VAT, nie będziesz musiał pobierać zaliczki na podatek dochodowy oraz składek od kwoty VAT, bo przychód zleceniodawcy będzie netto. To bardzo ważne!
Autor jest prezesem Instytutu Studiów Podatkowych