KNF bierze się za kryptowaluty

opublikowano: 20-11-2017, 22:00

W ciągu kilku najbliższych miesięcy nadzorca rynku finansowego ruszy z potężną kampanią informacyjną dotyczącą cyfrowych walut.

Temat kryptowalut urósł do takich rozmiarów, że zajęły się nim najważniejsze organy państwowe w Polsce. Jak dowiedział się „PB” podczas Kongresu 590 w Rzeszowie, Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) pracuje nad kampanią informacyjną o szerokim zasięgu, która ruszy w ciągu najbliższych miesięcy.

— Jeśli wydajemy pieniądze publiczne, musimy zrobić to zgodnie z prawem. Przygotowanie kampanii to kwestia kilku miesięcy — mówi Marek Chrzanowski, przewodniczący KNF. Zdaniem komisji, Polacy powinni poznać ryzyko towarzyszące nabywaniu produktów takich jak bitcoin. — Traktujemy kryptowaluty jak dobro, które można kupić. Nie jest to waluta — wyjaśnia Marek Chrzanowski.

Bańka spekulacyjna

Bitcoin, najpopularniejsza z ponad tysiąca wirtualnych walut dostępnych na rynku, wart jest dziś ponad 8 tys. USD. Od początku roku jego wycena urosła o 700 proc. Przewodniczący komisji nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z bańką spekulacyjną.

— To jest bardzo ryzykowny rynek, który potencjalnie może przynieść olbrzymie szkody finansowe klientom kupującym kryptowaluty lub produkty, które je udają — twierdzi szef KNF. Zawrotne tempo wzrostu bitcoina przyciąga kolejnych uczestników rynku, a za nimi nadciąga coraz więcej firm czerpiących zyski z kryptowalutowego biznesu. Marek Chrzanowski uważa, że w wielu przypadkach mogą to być piramidy finansowe.

Kampania informacyjna

KNF nie jest jednak uprawniona do nadzorowania tego rynku — wirtualne waluty są legalne, ale nie są uregulowane prawnie. Na początku lipca komisja wspólnie z Narodowym Bankiem Polskim wydała komunikat ostrzegający przed możliwością utraty pieniędzy zainwestowanych w kryptowaluty. — Działamy zgodnie z literą prawa. Analizujemy przypadki, które się pojawiają. Robimy wszystko, co możemy, w zakresie edukacji — wyjaśnia Marek Chrzanowski. Co na to branża kryptowalutowa?

— Bardzo dobrze, że instytucje wydają takie ostrzeżenia. KNF powinna jednak wyraźnie rozróżniać kryptowaluty od quasi-kryptowalut — mówi Lech Wilczyński, prezes firmy InPay i członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia Bitcoin. Przy okazji lipcowego ostrzeżenia KNF wrzuciła bitcoina, litecoina i eteherum do jednego worka z dascoinem i onecoinem, udającymi kryptowaluty.

Zdaniem eksperta, niezasłużenie postawiło to w złym świetle całą branżę. — Należy informować o tym, że inwestowanie w kryptowaluty wiąże się z ryzykiem kursowym. Nie zapominajmy też o bezpieczeństwie cyfrowym. Przestrzegajmy przed trzymaniem kryptowalut na giełdach i mówmy konieczności zabezpieczenia się przed hakerami — radzi Lech Wilczyński. Podobne stanowisko prezentuje Rafał Zaorski, prezes Fundacji Trading Jam Session, zrzeszającej 14 tys. członków.

— Ostrzegajmy przed ryzykiem kradzieży z portfeli prywatnych. Nawet te dobrze zabezpieczone bywają łupem hakerów — mówi Rafał Zaorski i podkreśla, że przy obecnej wysokiej wycenie bitcoina złodziejowi opłaca się podjąć ryzyko. Ekspert zwraca uwagę, że brakuje też odpowiednich zabezpieczeń kapitału w przypadku małych giełd kryptowalutowych oraz standardów, m.in. w zakresie przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Wysota

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kongres 590 2017 / KNF bierze się za kryptowaluty