KNF chce wyciąć z rynku FIZ-y

Fundusze zamknięte powinny być tworzone tylko dla znanych z imienia i nazwiska, bardzo bogatych inwestorów albo wprowadzane na giełdę. Takie stanowisko wynika z ostatnich działań nadzoru

 

 

To nie jest już wytykanie mniejszych lub większych potknięć formalnych. To zmasowany atak na fundusze inwestycyjne zamknięte (FIZ) — tak ostatnie działania Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) oceniają przedstawiciele TFI.

— Jedynymi beneficjentami tych działań będą wielkie bankowe TFI. Niezależne z każdej strony obrywają — uważa przedstawiciel instytucji, która wcale nie ma dużo FIZ-ów.

— Wygląda to tak, jakby KNF chciała wyciąć z rynku FIZ-y — dodaje inny. — Może nie tyle wyciąć, co powrócić do standardów obowiązujących kilka lat temu. KNF na pewno chce, by nie był to produkt, o którym łatwo się dowiedzieć. Z biznesowego punktu widzenia rzeczywiście jest tak, że zalecenia KNF specjalnie nie dotyczą dużych bankowych TFI — mówi trzeci.

Typy korespondencji

O co chodzi? Tuż przed końcem marca KNF upubliczniła stanowisko w sprawie oferowania certyfikatów inwestycyjnych FIZ-ów. Najogólniej rzecz biorąc, przypomniała w nim, że nawet wstępne materiały promocyjno-marketingowe o prywatnych ofertach FIZ-ów nie mogą być dystrybuowane do więcej niż 149 osób. Zakwestionowała też tzw. umowy marketingowe, na mocy których dystrybuowane są fundusze, przez tzw. wolnych strzelców. To osoby, które odeszły z dużych instytucji finansowych, utrzymały kontakty z bogatymi klientami i żyją z tego, że rozprowadzają wśród nich produkty inwestycyjne. Formalnie nie są jednak firmą inwestycyjną (bankiem czy biurem maklerskim), nie uczestniczą więc w podpisywaniu umów, ale polecają klientów TFI. W zamian dostają od TFI wypłatę zależną od kwoty wpłaconej do funduszu przez inwestora. Już w kwietniu kilka TFI — według naszej wiedzy pięć, w tym jedno bankowe — dostało też pisma wskazujące błędy w ich polityce informacyjnej. Z naszych informacji wynika jednak, że pisma do kolejnych czekają na wysyłkę.

Wysłane i przygotowywane sprowadzają się do żądania usunięcia ze stron internetowych statutów i sprawozdań finansowych FIZ-ów rozprowadzanych w ofertach prywatnych. Według KNF, dokumenty te bezpośrednio i pośrednio wskazują na politykę inwestycyjną funduszu i jako takie mogą stanowić dla inwestorów „wystarczającą podstawę” do podjęcia decyzji inwestycyjnej, a ujawnienie ponad 149 osobom informacji stanowiących taką podstawę stanowi ofertę publiczną.

— Trudno sprzedawać fundusz, o którym niewiele można powiedzieć nawet dystrybutorowi — mówi przedstawiciel branży. KNF kwestionuje nawet publikowanie na ogólnie dostępnej stronie internetowej wycen FIZ-ów sprzedawanych w ofertach prywatnych. — Brak możliwości publikowania historycznych wycen byłby kuriozum — mówi prezes jednego z TFI. W piśmie ogólnym, które dostały TFI, znajduje się jeszcze nawiązanie do kwestii

umów marketingowych. Negując samą ich istotę, KNF kwestionuje wliczanie wynikającej z nich prowizji do kosztów dystrybucji, wpływających na wyniki kapitałowe TFI. Jeśli taka prowizja nie zostanie uznana za koszt dystrybucji, to zwiększa wymogi kapitałowe dla TFI o 250 tys. zł za każde 10 mln zł pozyskane do FIZ-u przez wolnych strzelców, podczas gdy zupełnie przeciętne oferty prywatne opiewają z reguły na 25 mln zł, choć nie wszystkie pieniądze przyprowadzają do TFI wolni strzelcy.

Publiczny — mało opłacalny

Przedstawiciele części TFI przyznają, że na przykręcenie śruby przez KNF branża sama zapracowała. — FIZ-y trafiły na celownik KNF, bo jest w nich przestrzeń do różnych nadużyć. Sprawa Lasów Polskich to jedno, ale są pewnie jeszcze inne, o których prawdy publicznie jeszcze nie znamy. KNF może mieć jednak jakąś wiedzę — uważa prezes jednego z TFI.

— Fundusze Fincera zebrały setki milionów w ofertach niepublicznych. Także uważam, że ten przypadek był kroplą, która przelała czarę, bo przepisy,na które powołuje się KNF, funkcjonują od kilku lat i nie wywoływały tak stanowczych reakcji — dodaje inny menedżer.

KNF nie kwestionuje FIZ-ów tworzonych specjalnie dla bardzo bogatych inwestorów, z którymi TFI uzgadnia politykę inwestycyjną. Uderza tylko w te, których koncepcja jest opracowywana wyłącznie w TFI, a następnie przedstawiana szerszej grupie inwestorów. Można nawet założyć, że pisma z KNF pośrednio zachęcają TFI do sprzedaży takich funduszy w formule ofert publicznych. TFI do tego jednak się nie palą, bo FIZ publiczny jest równoznaczny z wprowadzeniem jego certyfikatów na giełdę.

— Oferta publiczna to zupełnie inna bajka. Od momentu, kiedy się coś wymyśli, do momentu wprowadzenia na rynek mija dużo więcej czasu. Na samo zatwierdzenie prospektu czeka się prawie rok. Obowiązek wprowadzenia do obrotu giełdowego generuje też dodatkowe koszty, a nie ma pewności, że zwrócą się TFI. W przypadku FIZ-u sprzedawanego w ofercie prywatnej koszty są mniejsze i dość szybko się zwracają — tłumaczy przedstawiciel branży.

PRYWATNIE TO PRYWATNIE:

Działania Komisji Nadzoru Finansowego, której przewodniczącym jest Marek Chrzanowski, sprowadzają się do tego, by o samym istnieniu FIZ-ów sprzedawanych w ofertach prywatnych niełatwo było się dowiedzieć.

[FOT. SZYMON ŁASZEWSKI]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / KNF chce wyciąć z rynku FIZ-y