Uwaga na owczy pęd i szumne obietnice
Jeśli spółka jest w kiepskiej
sytuacji finansowej,
a wszedł do niej któryś
ze znanych inwestorów,
licz się z ryzykiem!
Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) postanowiła ostrzec rynek przed nadmiernym zaufaniem do gorących giełdowych "nazwisk". A także do ich obietnic. KNF przestrzegła w szczególności przed kupowaniem akcji spółek o słabej kondycji finansowej, które przyciągają graczy nazwiskami znanych inwestorów.
Przestrogi przybrały formę pięciu zasad. Po pierwsze, "nazwisko" oznacza często ryzyko ogromnej zmienności kursu. Po drugie, owczy pęd lub myślenie życzeniowe może prowadzić do strat. Po trzecie, trzeba mieć dystans wobec zapowiedzi, planów i prognoz spółek i inwestorów. Po czwarte, należy ich rozliczać z tego, co obiecywali wcześniej. Wreszcie po piąte, KNF przypomniała, że standardowo analizuje przypadki, np. manipulacji informacją.
To moda…
— Jest taka moda na nazwiska. Nam nie chodzi o jakiś konkretny przypadek, tylko o misję edukacyjną. Jeśli nawet jeden człowiek dzięki temu się zastanowi, to chyba warto — wyjaśnia Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF.
Zadzwoniliśmy do Mariusza Patrowicza, właściciela jednego z najgorętszych nazwisk ostatnich tygodni. Jest akcjonariuszem m.in. Atlantisu, Fonu, Chemoservisu-Dwory i Izolacji-Jarocin. Ostatnio zainteresował się Ergiem, co podekscytowało inwestorów do tego stopnia, że kurs tej spółki rósł nawet o 20 proc.
— Mam wrażenie, że KNF właśnie mnie miała na myśli. Mimo to przedstawione przez nią zasady uważam za jak najbardziej prawidłowe. Inwestowanie na giełdzie obarczone jest przecież poważnym ryzykiem i każdy powinien do tego podchodzić z rozwagą. To ryzyko dotyczy wszystkich spółek, bo znaczące zmiany kursu zdarzają się i KGHM, i Skotanowi, i Petrolinvestowi — komentuje Mariusz Patrowicz.
Podkreśla, że jego spółki nie są w słabej kondycji finansowej.
— Nic im nie zagraża. Po prostu przechodzą restrukturyzację — zauważa.
…i trzeba uważać
Na "nazwiska" patrzą nie tylko drobni giełdowi gracze, ale również profesjonalni uczestnicy rynku. Przykładowo, zarządzający w funduszach inwestycyjnych.
— W decyzjach inwestycyjnych zwracam uwagę na "nazwisko" akcjonariusza danej spółki. Ważna jest jego jakość, o czym z reguły staram się przekonać na własnej skórze. Jeśli okaże się, że spółka tego "nazwiska" lekceważy zasady corporate governance i prawa mniejszościowych akcjonariuszy, to omijam ją z daleka. Uważam, że nie ma sensu tracić czasu na wojny z zarządem. Lepiej sprzedać akcje — uważa Zbigniew Jakubowski, wiceprezes Union Investment TFI.
Podobnego zdania są analitycy giełdowi, choć nie chcą wypowiadać się pod nazwiskiem.
— W wycenie danej spółki nie uwzględniamy naszej opinii o jej akcjonariuszu. Przecież opinie mogą być różne. Poza tym byłoby to nieprofesjonalne. Jednak gdyby ten inwestor lub jego zarząd pozwolił sobie na oszustwo wobec mnie, przestałbym analizować tę spółkę — mówi nam anonimowo jeden z analityków.
KNF ZALECA
Inwestując w akcje takich spółek, warto zachować rozwagę i brać pod uwagę podwyższone ryzyko inwestycyjne oraz ryzyko ponadprzeciętnej zmienności kursu.
Historia rynku kapitałowego, również polskiego, pokazuje, że zarówno uleganie "owczemu pędowi" lub modzie, jak i opieranie się przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych na "myśleniu życzeniowym" wiąże się z istotnym ryzykiem poniesienia straty.
Samodzielna analiza czynników ryzyka, dystans wobec zapowiedzi, planów i prognoz spółek lub inwestorów są podstawą racjonalnych strategii inwestowania.
Ocena wiarygodności ogłaszanych publicznie zamierzeń danej spółki lub inwestora powinna uwzględniać realizację planów i dotrzymanie obietnic ogłoszonych przez nich w przeszłości.
Przypadki podejrzenia nierzetelnego wypełniania obowiązków informacyjnych przez spółki lub manipulacji informacją, czyli rozpowszechniania fałszywych lub nierzetelnych informacji, które mogą wprowadzać w błąd w zakresie instrumentów finansowych, są standardowo analizowane przez UKNF.