KNF robi porządki w polisach do kredytów

MGA, ET
opublikowano: 22-02-2012, 00:00

Nadzorowi nie podoba się, że banki zarabiają na sprzedaży polis, które są zabezpieczeniem kredytów ich klientów.

Albo sprzedajesz ubezpieczenia i zarabiasz na tym, albo zapewniasz swoim klientom ochronę ubezpieczeniową — taką alternatywę postawiła przed bankami Komisja Nadzoru Finansowego. W rozesłanym wczoraj do szefów banków i ubezpieczycieli liście jej przewodniczący Andrzej Jakubiak wzywa do usunięcia nieprawidłowości w funkcjonowaniu rynku bancassurance. Tym samym staje w obronie klientów, którzy — jak pokazują dane Rzecznika Ubezpieczonych — coraz częściej skarżą się na polisy kredytowe.

Według nadzoru, ze względu na ewidentny konflikt interesów niedopuszczalne będzie występowanie banków w podwójnej roli: sprzedawcy oraz ubezpieczającego. Obecnie banki mają taką możliwość, co pozwala im jednocześnie zarabiać na sprzedaży polis oraz korzystać z ochrony ubezpieczeniowej. Takie rozwiązanie jest popularne przy wszelkiej maści polisach, dodawanych jako zabezpieczenia do kredytów hipotecznych. Choć składkę w nich płaci klient, to — jak wskazuje KNF — często nic w zamian nie otrzymuje. Dlatego też nadzór proponuje, by banki, które chcą zarabiać na sprzedaży ubezpieczeń, musiały uzyskać status agenta ubezpieczeniowego. W przeciwnym razie nie będą mogły pobierać wynagrodzenia za ich dystrybucję.

— Jeśli ubezpieczenia grupowe mają posiadać charakter indywidualnych ubezpieczeń agencyjnych, to oznacza, że na rynku powstaną dziesiątki tysięcy agencji, które trzeba przeszkolić i zarejestrować. Taki proces może trwać nawet 12 miesięcy. Firmy ubezpieczeniowe muszą w związku z taką zmianą dostosować systemy. To jest połowa rynku, więc trzeba uważać, żeby nie wylać dziecka z kąpielą. Nadzór zdaje sobie sprawę, że to temat duży i poważny — ocenia Krzysztof Rosiński, prezes Getin Noble Banku. Ubezpieczyciele także podnoszą temat agentów. Choć żaden z nich nie chce komentować planów KNF, to nieoficjalnie twierdzą, że będą chcieli przekonać nadzór do złagodzenia stanowiska. Okazją do tego ma być spotkanie między KNF a Polską Izbą Ubezpieczeń i Związkiem Banków Polskich.

— Chodzi nam o kwestie związane ze szkoleniem agentów. Konieczność przeszkolenia swoich pracowników pod każde towarzystwo, z którym bank będzie chciał współpracować, ograniczy jego zainteresowanie oferowaniem produktów wielu ubezpieczycieli — mówi nam osoba, odpowiadająca za segmentbancassurance w jednym z zakładów.

— Chcemy zapewnić, że jesteśmy otwarci na dialog, mający na celu dalsze podnoszenie standardów tego rynku — twierdzi Marcin Tarczyński z Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Z danych PIU wynika, że z banków pochodzi obecnie ponad połowa przypisu ubezpieczycieli życiowych oraz 7 proc. przypisu ubezpieczycieli majątkowych. Inny nasz rozmówca z rynku finansowego twierdzi, że przyjął on regulację KNF ze spokojem. Według krążących od kilku tygodniu po rynku plotek ich pierwotna wersja miała być ostrzejsza i m.in. sztywnie ograniczyć maksymalną wysokość prowizji za sprzedaż ubezpieczeń dla banków. Ich wysokość sięga obecnie w skrajnych przypadkach nawet 90 proc. składki. Nadzór proponuje wprowadzić rozwiązanie, które da klientom dostęp do informacji o tym, ile bankowcy zarabiają na sprzedawanych im polisach, a ile idzie na ich ochronę ubezpieczeniową.

— Mam nadzieję, że zmiany na polskim rynku idą w kierunku standardów kontynentalnych, gdzie rynek bancassurance jest bardzo duży, a nie w kierunku rozwiązań przyjętych w Wielkiej Brytanii. Tam rynek bancassurance poprzez przeregulowanie został zmarginalizowany — mówi Krzysztof Rosiński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MGA, ET

Polecane