Nadzór emerytalny odpowiada na krytykę funduszy emerytalnych, dotyczącą jego pomysłu wejścia na rynek nowych podmiotów. Jego zdaniem, ze względu na obecny kształt rynku to właśnie nadzór powinien stymulować konkurencję między OFE.
Wywiad „PB” z Janem Monkiewiczem („PB” nr 54 z 18 marca), przewodniczącym Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych (KNUiFE), wywołał wiele kontrowersji. Na artykuł pt. „Pomysły szefa nadzoru wzburzyły fundusze”, który ukazał się dzień po opublikowaniu wywiadu, ponownie odpowiedział nadzór. Przypomnijmy, że szef nadzoru w wywiadzie dla „PB” mówił m.in. o pomysłach zwiększenia konkurencji wśród funduszy emerytalnych (OFE). Jednym ze sposobów ma być tworzenie co roku nowego podmiotu prywatnego lub państwowego. Miałby on być zasilany osobami, które nie zdążyły w ustawowym terminie (7 dni od rozpoczęcia pierwszej pracy) wybrać funduszu i podlegają losowaniu.
Sławomir Solarz, zastępca dyrektora departamentu analiz komunikacji społecznej i informacji KNUiFE, w polemice z artykułem pisze, że to on jest autorem pomysłu i chce, aby stał się on przedmiotem merytorycznej dyskusji.
Jego zdaniem, najistotniejszą cechą proponowanego rozwiązania jest stworzenie realnej możliwości wejścia na rynek OFE nowych operatorów, co stanowiłoby przeciwwagę dla naturalnych i nieuchronnych fuzji między działającymi już funduszami.
— Obecnie działa na rynku 16 funduszy. Za 2-3 lata może pozostać tylko kilka. Już teraz, chociaż liczba funduszy nie wydaje się na tyle mała, aby zagrażało to konkurencji, problemem są takie cechy rynku, jak duże różnice w wielkości poszczególnych funduszy, trwałość ukształtowanej struktury rynku, brak zagrożenia konkurencją z zewnątrz. Struktury nie zmieniają transferu, gdyż wskutek działania mechanizmów lojalnościowych — degresywna opłata od składki, opłaty za transfer — fundusze zmienia rocznie tylko około 2 proc. uczestników. Istotny jest także obligatoryjny charakter przynależności do OFE. Nawet najgorsze wyniki inwestycyjne nie spowodują odpływu środków poza sektor, do banków czy TFI — mówi Sławomir Solarz.
Ponieważ rynek jest trwale podzielony, koszty wejścia nowego operatora są bardzo wysokie. Nierealne jest pojawienie się na nim nowych podmiotów, które musiałyby odbierać klientów działającym OFE. Od zakończenia pierwotnego procesu licencyjnego nie pojawił się żaden nowy fundusz.
— W takiej sytuacji inicjatywę powinna wykazać instytucja nadzorcza, mająca możliwości i obowiązek stymulowania konkurencji. Zamiast losowań można wykorzystać pojawiającą się systematycznie „rezerwową armię członków OFE” do tworzenia nowego funduszu. Taki fundusz rezydualny powinien być tworzony i działać według takich samych zasad jak inne OFE. Po osiągnięciu odpowiedniej wielkości byłby sprzedany nowemu operatorowi, nieobecnemu jeszcze na rynku. Zapewniłoby to wchodzenie na rynek nowych zarządzających i ożywiłoby konkurencję — pisze Sławomir Solarz.
W ciągu czterech lat funkcjonowania systemu na drodze losowań przydzielono do OFE ponad 250 tys. członków. Według Sławomira Solarza, znając ceny płacone za OFE na rynku wtórnym — w przeliczeniu na indywidualne rachunki było to 1-2 tys. zł — można powiedzieć, że losowania te były prezentem od Skarbu Państwa dla akcjonariuszy powszechnych towarzystw emerytalnych (PTE) o wartości prawie 0,5 mld zł.
— Nie ma powodów, aby Skarb Państwa robił takie prezenty. Aby jednak zrekompensować PTE utratę darmowych nowych członków, likwidację losowań można by powiązać z obniżką opłat za nadzór. Z dodatkową konkurencją PTE będą musiały poradzić sobie same — twierdzi Sławomir Solarz.